polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Asi Mina Biało

Asi Mina
Biało

W albumie zrealizowanym na podstawie tekstów Mirona Białoszewskiego z tomu Szumy, zlepy ciągi zobaczyć można swoiste postscriptum wydanego kilka miesięcy wcześniej (także przez Bółt) zbioru Białoszewski do słuchu, przygotowanego tym razem w zupełnie innej formie, ale z równie dobrym efektem. W przeciwieństwie do swego poprzednika, Biało nie jest instrumentalnym dialogiem z ocalonym słowem mówionym Białoszewskiego, a oryginalnym autorskim odbiciem literackiej spuścizny we współcześnie zaaranżowanej formie muzyczno-słownego słuchowiska na głos i syntezator Joanny Bronisławskiej, z tylko symbolicznym (za to świetnie wkomponowanym) udziałem samego bohatera. Kapitalnie operująca głosem i dbająca o jego klarowność Asi Mina jest pewnie wyraźnym przeciwieństwem Mirona, ale to kwestia nawet nie drugorzędna, kluczowy jest tutaj całkiem dobrze wyczuwalny bagaż wrażliwości i emocjonalnej więzi z dorobkiem warszawskiego twórcy. Biało to słuchowisko krótkie, oszczędne zaaranżowane i nieprzeładowane tekstem, za to z siłą oddziaływania odwrotnie proporcjonalną do użytych środków. Brzmiące dość chłodno i surowo, miejscami z mocno futurystycznym posmakiem, z jednej strony w tej nowoczesności świetnie oddające klimat, a z drugiej nie przesłaniające warstwy tekstowej, wręcz jej podporządkowane. Jest przy tym albumem niejednorodnym, nieszablonowym, z ciekawymi kontrastami – krótkie instrumentalne formy i ograniczone do kilku słów miniatury uzupełniają niemal pełnokrwiste piosenki ("Cudu" czy "Tu Do"), dobrze oddające naturalność, z jaką wydobywa się melodyczność ich tekstów, niepozbawione też sporego "singlowego" potencjału, który sprawia, że poradziłyby sobie nawet w oderwaniu od wiadomego kontekstu. To też zresztą fajna cecha tej płyty, niehermetycznej i ciągle aktualnej w sferze słowa, bo w tej świetnej, zapadającej w pamięć interpretacji otrzymującej nowe życie. I choć interpretacji w pełni autorskiej i osobistej, to duchowo bliskiej swoim korzeniom. Duże brawa. 

[Marcin Marchwiński]