polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Stian Westerhus wywiad

Stian Westerhus
wywiad

Click here for the English version of this article.

Stian Westerhus norweski gitarzysta, kiedyś grający w grupie Puma, który w ostatnich kilku latach popełnił  kilka bardzo oryginalnych płyt – zarówno solo, skupiając się na fakturach i głębokich warstwach dźwięku, jak i w duecie z niezwykłą wokalistką Sidsel Endresen, po czym zaskoczył rockową płytą z grupą Pale Horses. Westerhus zagra dwa koncerty w Polsce – solo na Unsound w Krakowie oraz z Supersilent i Johnem Paulem Jonesem na Avant Art we Wrocławiu.

W którym momencie życia dokonałeś wyboru, że to właśnie gitara będzie Twoim instrumentem? Jaki wpływ na Twój rozwój miała formalna edukacja?

Zacząłem grać gdzieś w wieku 12 lat i miałem na tyle szczęścia, że edukacja muzyczna dostarczyła mi wiele dobrego. Na szczęście, zostałem także nauczony braku szacunku wobec tej wiedzy w konfrontacji z ekspresją. Co ważniejsze, nieustannie miałem okazję konfrontować swoje pomysły z niezwykłymi kolegami oraz muzykami. To właśnie przebywanie wokół fajnych ludzi jest tym, co sprawia, że cokolwiek na koniec okazuje się pozytywne.

The Matriarch and the Wrong Kind of Flowers to solowy album gitarowy, który nie brzmi jak album gitarowy, lecz raczej jak na swoistą mini-orkiestrę, co mi się bardzo podoba, bo czyni to muzykę dwuznaczną, bardziej dwuznaczną niż w przypadku Pitch Black Star Spangled. Czy Twoim celem było uniknięcie typowego gitarowego grania (którego z wyjątkiem ostatniego utworu de facto tam nie ma) i skupienie się na fakturach oraz technikach, także tych z wykorzystaniem smyczka, które są niejasne dla słuchacza? 

Nie, nie planowałem tego. Nigdy tego nie robię. Przez dwa dni nagrywałem w Vigeland Mausoleum improwizowaną akustyczną muzykę opartą na wykorzystaniu smyczka. Kiedy wróciłem do studia zdałem sobie sprawę, że to była podstawa dla albumu. To była bardzo dziwna płyta, sądzę, że była to najszybsza rzecz jaką do tej pory nagrałem, z wyjątkiem nagranego na żywo albumu z Sidsel Endresen (Didymoi Dreams). Muzyka po prostu tworzyła się sama.

Zatem jak godzisz aspekty techniczne i koncepcje muzyczne? Czy zdarza Ci się, że docierasz do punktu, w którym materiał jest w zbyt dużym stopniu określony przez technikę gry? Jeśli tak, to, co wtedy robisz?

Nie mam żadnych koncepcji, dlatego uważam, że udaje mi się uniknąć tego rodzaju konfliktów. Zawsze staram się utrzymać na pierwszym miejscu granie muzyki jako takiej, dopiero w kolejnym etapie włączając tę techniczną czy elektryczną stronę tak by popchnąć muzykę dalej. Materia techniczna jest po prostu częścią mojego grania oraz produkcji. Pobyt i pracę w studiu nad swoim czy innym materiałem można przyrównać do grania. Musisz poczuć to co grasz; bardziej liczy się fakt, aby to dobrze brzmiało a nie techniczna poprawność. 

Matriarch został nagrany w mauzoleum imienia Emanuela Vigelanda, które słynie z naturalnego pogłosu. W jakim stopniu to miejsce stanowiło inspiracje podczas tworzenia muzyki? Czy interesujesz się pracami usytuowanymi w konkretnej przestrzeni?

Nie, moja obecność w mauzoleum wynikała jedynie z pogłosu, jaki daje to miejsce. Nie zrozum mnie źle, to jest niesamowite miejsce pod względem wizualnym. Jest tam tak ciemno, że ledwo można dostrzec obrazy na ścianie, a czasami bywa wręcz lodowato (kiedy tam byłem utrzymywała się temperatura 5 stopni Celsjusza), ale mimo wszystko inspiracja budynkami, naturą, miastem czy czymkolwiek w tym stylu nie jest tym, co przychodzi mi łatwo. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że dźwięk w tym konkretnym miejscu był dla mnie ogromną inspiracją.

Jak doszło do tego, że nawiązałeś współpracę z Sidsel Endresen? Twoje zdolności rytmicznej interakcji z wokalem Sidsel oraz rdzenne oscylacje są niesamowite na Didymoi Dreams. Czy zgodziłbyś się z opinią, że jest to specjalny album w Twojej dyskografii? Jakie doświadczenia wyniosłeś z tego spotkania?

Dorastałem razem z Sidsel i od zawsze kochałem jej głos. W 2010 roku graliśmy we dwoje solowe koncerty na Oslo Jazz Festival i jeśli dobrze pamiętam, wieczór zakończyliśmy wspólnym bisem. Później Sidsel poprosiła mnie o dołączenie do niej podczas koncertu na Molde Jazz Festival i jakoś od tego momentu zaczęliśmy grać bardzo dużo ze sobą. O dziwo, czujemy, że wspólne granie jest dla nas czymś, co przychodzi Nam niezwykle naturalnie. Myślę, że wynika to po pierwsze z tego, że mamy dużo podobnych idei na temat tego jak powinna wyglądać muzyka, a po drugie z tego, że nie mamy problemów, aby wykorzystywać całe ogromne pole muzycznych odniesień, które jest pomiędzy nami. To wspaniałe móc pozbyć się wszystkich barier. Całkowita swoboda.

Didymoi Dreams nagraliście na żywo, ale czy była to całkowita improwizacja? Wasz drugi album wychodzi w listopadzie – czy będzie to zupełne odmienne podejście, tak jak to było w przypadku drugiego nagrania czy może nowe materiał został również nagrany na żywo?

Wszystko, co kiedykolwiek zrobiliśmy było zaimprowizowane. Na Didymoi Dreams nie było żadnych edycji, płyta w zasadzie prezentuje wszystko, co miało miejsce tamtej nocy na scenie. Nie odbyliśmy żadnych prób czy rozmów o tym jak ma to wyglądać. Po koncercie mogliśmy sobie wzajemnie pogratulować oraz podzielić się pozostałymi spostrzeżeniami na temat tego co zaszło, ale nasza muzyka opiera się na osobistym zaufaniu.

Maelstrom jest albumem, który lekko zaskakuje po serii Twoich abstrakcyjnych / eksperymentalnych nagrań. Czy zawsze drzemała w Tobie dusza piosenkarza czy to raczej nowy sposób Twojej ekspresji? 

Dorastałem słuchając muzyki rockowej, popowej oraz sporej ilości progresywnych rzeczy. Moje horyzonty muzyczne zawsze byłe szerokie, więc nie wydaje mi się dziwne, że akurat nagrałem taki album, aczkolwiek wiem o co Ci chodzi. Przez całe życie moja głowa zanurzona była w muzyce eksperymentalnej i nagrywane z Pale Horses jest również jakimś rodzajem eksperymentu. Napisałem proste, sztywne melodie, po czym zagrałem je „w strzępy” z moimi dwoma ulubionymi muzykami. Granie tych kawałków daje nam poczucie całkowitej wolności. Struktura zawarta w piosenkach to jedno, bo coś co było w pewnym momencie ciężkim, rockowym hałasem równie dobrze może następnie stać się najpiękniejszą balladą. Zespół może poruszać się tak szybko i intuicyjnie, że można to porównać do jazdy na motocyklu zamiast siedzenia w autobusie. I tak też nagrywaliśmy ten album: na żywo w studiu, mając jako punktu wyjścia jedynie podstawowe aranżacje i to wszystko. Zajęło nam to jedynie trzy dni od przygotowania do momentu kiedy mieliśmy wszystkie melodie. To zespół dających z siebie wszystko muzyków w starym dobrym stylu. Duszny i głośny.

Norwegia nieustannie produkuje nowe generacje interesujących muzyków – czy są jacyś nowi muzycy lub zespoły, które chciałbyś polecić?

Pojawiło się tak dużo rzeczy w tym czasie, że jest to aż niesprawiedliwe, że taki człowiek jak ja, który nie śledzi wszystkiego na bieżąco, powinien dokonywać wyboru aby jednych wyróżnić a drugich pozostawić na uboczu. Jednak dla tych, którzy są naprawdę zainteresowani to polecam sprawdzić wszystkie nagrania z Rune Grammofon, Hubro oraz pęczek innych niezależnych norweskich wytwórni, które stale wypuszczają świetną muzykę.

English Version

Norwegian guitarist Stian Westerhus, in the past e.g. member of Puma, has created some utterly original records in the recent years – both solo, focusing on textures and deep soundscapes, as well as in a duet with vocalist Sidsel Endresen. This year he released a surprising rock album with a group Pale Horses. Westerhus will play two concerts in Poland soon – solo at Unsound Festival in Krakow and with Supersilent and John Paul Jones at Avant Art Festival in Wroclaw.

At which time of your life did the guitar become your instrument of choice? How did a formal education impacted on your development, was it rather negative or positive inspiration?

I started playing when I was around 12, and I’ve been fortunate enough to have a lot of good musical education. Fortunately enough I was also taught to disrespect that knowledge in favour of expression. Even more importantly I’ve constantly been challenged by some extraordinary fellow students and musicians. Having good people around you is what makes everything positive in the end.

The Matriarch and the Wrong Kind of Flowers. is a solo guitar album which doesn’t really sound like a guitar album, but almost like a sort of orchestral piece which I enjoy a lot cause it makes the music quite ambiguous, more ambiguous than Pitch Black Star Spangled. Was it your goal to avoid the typical guitar playing (except for the very last piece) and focus on textures and techniques, also bowed, which are unclear for the listener?

No, I don’t make plans. I never do. I went to the Vigeland Mausoleum to record some improvised acoustic bowed guitar for two days. When I got back in my studio I realised this was the basis of the album. It was a weird album, and the fastest I've done I think, apart from the live album with Sidsel Endresen (Didymoi Dreams). The music would just make itself.

How do you balance the technical aspects and musical concepts then? Does it happen to you that you run into “too technical" stuff, and if so, what do you do then?

I don't have any concepts so I find I don’t run in to those kind of conflicts. I’ve always tried to keep the playing first in row, then let the technical / electric side of things help bring out the playing further. The technical stuff is just part of my playing and production. Being in a studio working on mine or others material is just like playing. You need to feel what you’re playing, it needs to sound right, not be technically correct.

The Matriarch... was recorded in the Emanuel Vigeland mausoleum, famous for its natural reverb. To what extent was the place inspirational in the formation of music? Are you interested in site-specific works?

None, I was just there for the reverb. Don’t get me wrong, it’s an amazing place visually, it’s very very dark, you can hardly see the wall paintings at first, and it’s freezing cold at times (it was a constant 5 degrees Celsius when I was there), but I’m not easily inspired by buildings, nature, the city or whatever. But of course the sound of the place is hugely inspirational. No doubt about that.

How was your collaboration with Sidsel Endresen invented? Your rhythmical interactions with her voice are incredible, as well as the primal vibration of the music. It seems like a special album in your catalogue, but also would you agree? What kind of experience was it for you?

I grew up with Sidsel. And always loved her voice. We played a double solo gig at Oslo Jazz Festival in 2010 I think it was and we finished the concert with an encore together. Later Sidset asked me to join her for a duo gig at Molde Jazz Festival and since then we've been playing together a lot. Strangely enough playing together feels utterly natural for the both of us. I think we have a lot of the same thoughts about what music could be and we have an enormous field of musical reference between us and we’re not afraid of using all of it. It’s a wonderful world rid of taboos. Completely free.

Didymoi Dreams was recorded live, but was it completely improvised? You have a new album coming out in November have you approached the new one differently, as it was the second recording, or is the new one also recorded at a concert?

Everything that we have ever done has been improvised and Didymoi Dreams is an unedited album. It's basically what was up on stage that night. We don’t rehearse or talk things through. We might give each other compliments after the gig or share the odd perception of things that happen, but we base our music on a very fine line of personal trust.

Maelstrom is quite a surprising album after a series of abstract / experimental works of you. Have you always have a songwriter inside you, or is it rather a recent way of expression?

I grew up with rock, pop, and a lot of prog. There's always been a wide variety of music on my ears so I don’t find it that strange really, but yeah, I see your point. I’ve been dipping my head into experimental music all my life, and for me the process of Pale Horses is just as experimental. I wrote simple rigid tunes and played them to shreds with my two favourite musicians. When we play them, they are all played completely free. The structure of the song is there, but something that was a hard hitting noise infested piece of rock one day, might well be the most beautiful ballad the next. The band can move so fast and intuitively, it's like riding a motorcycle instead of sitting on the bus.

That’s how we recorded the album as well; live in the studio with some basic arrangements and that’s it. It only took us three days from setting up to we’d tracked all the tunes. It's a hard working players band like that. Nicely old school. Sweaty and loud.

Norway is producing a generation after generation of interesting musicians - are there any new musicians or bands that you would recommend?

There is so much stuff popping up all the time it seems rather unfair that some out-of- touch-with-the-real-world kind of guy like me should name drop some and leave others in the cold, but for those who are interested I thoroughly recommend checking out all the releases on Rune Grammofon, Hubro and a bunch of other Norwegian indie labels that constantly keep pushing out great new music.

[Piotr Lewandowski]