polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Stian Westerhus & Pale Horses Maelstrom

Stian Westerhus & Pale Horses
Maelstrom

Gitarzystom, powiedzmy, awangardowym zdarza się czasem zajmować piosenkami. Taki Jim O’Rourke ma na tym polu spore sukcesy. Jednak przykład Westerhusa pokazuje, że można też zaliczyć porażkę, czy też nagrać płytę, która po prostu niczemu nie służy. Na Maelstrom, nagranym w trio z Øysteinem Moenem i Erlandem Dahlenem, Westerhus wciela się w rolę gitarzysty i wokalisty, frontmana grupy grającej dość nudne rockowe piosenki. Przezroczyste aranżacje i struktury – nie każdy rodzi się O’Rourkiem – i to, że większość utworów płynie w dość podobnym, balladowym tempie (czy naprawdę potrzebny jest kolejny hołd dla Radiohead) sprawiają, że wysublimowanie instrumentalne niczemu szczególnemu nie służy. Płaskie, jednostajne śpiewanie Westerhusa trudno nazwać rozczarowaniem, skoro nikt go o takie talenty nie podejrzewał, ale gdy się go słucha można jeszcze lepiej zrozumieć, dlaczego od lat znany jest właśnie jako gitarzysta.

Nie wiem, po co w Norwegii, naszpikowanej avant-piosenkowymi projektami, jeszcze jeden takowy, w którym najbardziej brak podstawowego elementu atrakcyjności np. Hanne Hukkelberg – dobrych piosenek otwierających pole do aranżacyjnego i instrumentalnego eksperymentu. Bez tego nawet najoryginalniejsze udziwnienia są parą idącą w gwizdek. Może wytłumaczeniem jest fakt sfinansowania projektu z grantu FFUK (Fond for utøvende kunstneres, Fund for Performing Artists) i jeśli ktoś uważa, że w muzyce co za dużo dotacji to niezdrowo, to Maelstrom może posłużyć za ilustrację tej tezy.

[Piotr Lewandowski]