polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
STIAN WESTERHUS / SIDSEL ENDRESEN & STIAN WESTERHUS The Matriarch And The Wrong Kind Of Flowers / Didymoi Dreams

STIAN WESTERHUS / SIDSEL ENDRESEN & STIAN WESTERHUS
The Matriarch And The Wrong Kind Of Flowers / Didymoi Dreams

Można twierdzić, że w 2012 roku na gitarze już nic nowego nie da się zrobić, że „nowa muzyka” i „poszukiwania” już tylko z laptopem i najlepiej, żeby używany był przy tym jakiś „zaawansowany” język. Oczywiście ja się z takim podejściem nie zgadzam – subiektywnie. Jednak tegoroczne dokonania Stiana Westerhusa przeczą takiej tezie obiektywnie. Obie wydane przez Rune Grammofon płyty należą do najbardziej fascynujących wydawnictw drugiego półrocza 2012, a przy tym znacznie od siebie inne. The Matriarch And The Wrong Kind Of Flowers to album solowy, zarejestrowany w Emanuel Vigeland Mausoleum, miejscu o ponoć naturalnym, dwudziestosekundowym pogłosie i stałej temperaturze 5 stopni. Chłodna, majestatyczna, quasi-symfoniczna epopeja, bliższa XX-wiecznej awangardzie niż gitarowej tradycji, nawet tej spod znaku Fritha. Ułożona z warstw dźwięku rozpinanych od drgających dronów i industrialnych odgłosów, przez imitacje klasycznych instrumentów smyczkowych lub wariacje na temat instrumentów dętych, po upiorne, niby-chóralne frazy (Westerhus wykorzystuje także wokal, ale to co słyszymy, raczej nie jest tylko głosem). W dziewięciu utworach muzyk pozostaje abstrakcyjny i oszczędny, a przy tym wprowadza różnorodność i przede wszystkim, nie skłania do rozważań, w jaki sposób ta muzyka powstaje – te przychodzą gdy wybrzmi, w trakcie jest wciągająca i odporna na wiwisekcję, być może dlatego, że słuchając imponujących chmur Westerhusa mamy świadomość, że i tak nie uda się takiej wiwisekcji na własną rękę dokonać.

Didymoi Dreams jest niemalże zaprzeczeniem majestatyczności The Matriarch…. Zarejestrowana podczas koncertu na festiwalu Nattjazz w Bergen muzyka jest bardzo ruchliwa, ciepła, ludzka, niemal zwiewna, a zarazem równie zdumiewająca i oryginalna. Starsza od Westerhusa o jakieś 25 lat Endresen to wokalistka o bardzo charakterystycznym stylu, precyzyjnej artykulacji, używająca tu miriad sylab, onomatopei, odgłosów niemal zwierzęcych, sporadycznie chropowatych, północnych melodii. Jest w tym fascynująca, choć tajemnicza logika, jakby wypływająca z folkowej, czy nawet dziecięcej piosenki. Przy tym, rzecz jest abstrakcyjna, dopiero „Hedgehumming”, kończące pierwszą część płyty, przeobraża się w pierwszą niby-piosenkę, z tekstem i melodią. Druga, „The Law of Oh” po angielsku, zamyka album. Głos Endresen jest bardzo blisko słuchacza, Westerhus operuje lekko z tyłu, drobinkami dźwięku przeplatając i kontrapunktując wokal. Gra dość delikatnie, nienachalnie, choć odważnie. Z jednej potrafi przy tym zabrzmieć niezwykle industrialnie, jak w „Barkis Is Willing”, z drugiej tworzy swoiste trawestacje tradycyjnych instrumentów, jak dudy. Choć naturalny pogłos sali koncertowej nie jest tu tak imponujący jak na The Matriarch…, to nadaje tej dość cicho zagranej i nagranej płycie namacalnej głębi. Drugi blok utworów przynosi chwilami muzykę nieco głośniejszą, w „Wooing the Oracle” wręcz zdumiewająco groove’ową, później zastąpioną przez dyskretne, skradające się pasaże. Dynamika, poetyka i nieustanne zaskakiwanie to potężne walory Didymoi Dreams, na której za pomocą jednego instrumentu, rąk i głosu dwoje ludzi tworzy fascynującą muzykę, brzmiącą ludzko, a zarazem nierealnie, jakby nie z tego świata.

[Piotr Lewandowski]