polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Trans Am wywiad z Nathanem Means

Trans Am
wywiad z Nathanem Means

Click here for the English version of this article.

Przy okazji premiery nowej, dziesiątej płyty Trans Am, wywiadu udzielił nam Nathan Means.

W porównaniu do poprzednich albumów, Wasze najnowsze dzieło zdaje się być bardziej stonowane i powściągliwe ale jednocześnie jest dość różnorodne. Jak wyglądał Wasz pomysł na ten album? Jak podchodzicie do tworzenia nowej muzyki po prawie 20 latach funkcjonowania jako zespół?

Na początku chciałem powiedzieć, że to super robić wywiad z polskim magazynem. W Polsce byliśmy tylko raz i z wyjątkiem nocnego przejazdu z Berlina do Warszawy, kiedy było bardzo mroźno – było tam świetnie (w rzeczywistości zespół był w Polsce dwa razy ale ewidentnie koncert w Jazzgocie pamięta lepiej niż na Offie – przyp. red.). Jestem również wielkim fanem Marcina „Polskiego Młota” Gortata, który gra dla mojej drużyny NBA, Washington Wizards. Marcin nie dość, że grał naprawdę dobrze w zeszłym sezonie, to jeszcze pierwszy zrywał się z ławki rezerwowych do kibicowania drużynie gdy wtedy akurat nie grał. 

A co do płyty, to nie wiem czy mieliśmy konkretny pomysł na to nagranie, czy w ogóle mieliśmy jakikolwiek pomysł. Chciałem by była schizofreniczna i naprawdę, naprawdę długa. Nie jest aż tak długa, ale słowo „różnorodny” to przyzwoita wersja schizofrenii.

Nawet wtedy gdy w przeszłości mieliśmy jakieś konkretne pomysły, często one wymykały się z kontroli i stawały czymś innym. Trans Am miał być w założeniu przystępnym albumem popowym ale ostatecznie stał się naprawdę dziwny i w pewnym sensie odpychający. Red Line pierwotnie nie miał żadnego konkretnego kształtu a okazał się być moim ulubionym albumem.

Nie uważam się za osobę z „inspiracjami”. Oczywiście, są zespoły takie jak DAF, od których kompletnie zerżnęliśmy na naszym utworze „Polizei” z Red Line. No i też trudno nie doszukać się Vangelisa w kilku piosenkach, ale jeśli „proces twórczy” ma naprawdę działać, to wyplujesz z siebie coś kompletnie innego od tego co „zjadłeś”.

Co sądzisz o koncept-albumach? Czy uważasz, że taki koncept nadal ma rację bytu w tych czasach? A co powiesz o albumie jako formie muzycznej samej w sobie?

Jestem wielkim fanem koncept-albumów. Pełne pompy. Zazwyczaj odnosiły klapę. Naprawdę je lubię.

Jeśli chodzi o albumy w ogóle, to uważam, że teraz wymagają więcej samozaparcia by je przesłuchać w całości. Pamiętam jak chodziłem do domu Sebastiana w roku 1990 i puszczał mi najlepsze fragmenty CD – czy to Beastie Boys czy Billy’ego Cobhama – pomijając pewne części. Części, których nie słuchaliśmy były dla nas zlepkiem losowych dźwięków, co było dość niekomfortowe, bo akurat zazwyczaj słuchałem albumów w całości, z wyjątkiem jazdy samochodem. Teraz natomiast, myślę, że przeskakiwanie piosenek jest dość normalne.

Odnośnie ich status quo jako formy sztuki, powiedziałbym, że publiczności wcale nie jest mniej niż kiedyś – jest po prostu bardziej selektywna. Z kolei o poezji mogę powiedzieć, że teraz wydaje mi się całkiem bezużyteczna.

Co sądzisz o przemijaniu stylów i gatunków w muzyce i ich cyklicznym powracaniu? Czy te cykle kulturowe miały jakiś konkretny wpływ na Volume X?

Zabawne, że o to pytasz, bo Phil dał mi książkę Retromania, która właśnie o tym traktuje, więc Simon Reynolds udzieli Ci lepszej odpowiedzi niż ja. Z tego co mógłbym powiedzieć na podstawie tej książki, prawdziwy zalew recyklowania popkultury zaczął się na przełomie lat 60. i 70. Od tamtego czasu maszyna poszła w ruch. Lata 60-te są również uważane za pewnego rodzaju punkt przełomowy między modernizmem a postmodernizmem. Z kolei konserwatywny i ekonomiczny reakcjonizm związany z Reaganem w latach 80. ma swoje źródła w tej samej epoce. Można by rzec, że ostatnia „nowa rzecz” pojawiła się gdzieś pod koniec lat 60., a od tamtego momentu wszystko ciągnie się na zapętlonej spirali, stopniowo tracącej na jakości.

“Zglobalizowana ekonomia” sprawi, że będzie jeszcze gorzej. Począwszy od Beatlesów i wprowadzenia przez nich sitar do popkultury, muzycy byli w stanie wyjść poza kulturę Zachodu i wziąć spoza niej jakieś nowe pomysły by ją odświeżyć. Można by nazwać to kradzieżą, ale dla nich było to coś nowego. Globalna ekonomia zrobiła coś podobnego. Z końcem lat 60., Ameryka i Europa Zachodnia już nie wystarczała kapitalizmowi, który czerpał przydatny materiał skądś indziej. Cały „bezkresny horyzont” lat 50. i 60. przeminął. Więc, podobnie jak muzycy, globalne koncerny szukały go gdzie indziej. Zamiast jednak albumów Paula Simona, wzięli się za resztę świata – ziemie, surowce, ludzi – cokolwiek na co się natknęli.

Jednak najdojrzalsze owoce reszty świata też się skończą za kilka dekad. A co wtedy będzie z muzyką czy gospodarką? Ameryka i Wielka Brytania były głównymi siłami sprawczymi w popie a teraz stanowią domy masturbatorskich, światowych rynków finansowych. 

Oczywiście wielkie i świetne pomysły nigdy się nie trzymają kupy, no chyba, że po pijaku. Począwszy od lat 70. Wzwyż było wiele bardzo ciekawego w muzyce i innych dziedzinach. Myślę, że sporo naszych inspiracji pochodzi z końcówki lat 70.

Chciałbym by muzyka pop – zwłaszcza hip-hop – była obecnie nieco ciekawsza, ale co najbardziej mnie przybija to to, jak wiele energii i talentu rzekomo undergroundowe, alternatywne zespoły wkładają w tworzenie muzyki, która jest kompletnie odtwórcza i kalkuje daną epokę. No wiesz, przecież nie gramy tutaj o milion dolarów – zabawcie się troszkę, zróbcie coś innego. Są niektóre zespoły, które ciągle starają się wyznaczać nowe standardy, choć jest ich coraz mniej. Nie mogę tego dowieść, że to zacieśnianie się kreatywności nastąpiło dlatego, że żyjemy w erze późnego, zdesperowanego kapitalizmu, który desperacko szuka nowych pomysłów – ale wszyscy wiemy, że to prawda.

Co zainspirowało was do przyjęcia kiczu jako świadomej estetyki w ramach której, z biegiem czasu, tworzyliście muzykę?

Nie wiem jaka wyglądała scena alternatywna w Polsce w środku lat 90. ale w Ameryce była dość ch*jowa. Choć REM i Sonic Youth już dawno oddalili gitarowe granie od klasycznego blues rocka w dwa totalnie różne kierunki, to każdego wokół zadowalało tworzenie marnych kopii właśnie takiej, gitarowo-centrycznej muzyki. Były też zespoły jak My Bloody Valentine, czy Polvo, które w zasadzie robiły dość interesujące rzeczy gitarami, ale przeważnie była to nuda, nuda, nuda i nieco przesadnie brała siebie na serio. Czy dotarł do was w ogóle ten amerykański serial „Przyjaciele”? No, to muzyka była nieco właśnie taka. Taka albo „szorstka i cyniczna”, co czasami było lepsze, ale przeważały w niej gniewne, poważne klimaty. Początkowo, naszą nadzieją było mieć ubaw, nie zważając przy tym na zapach spod pach.

Chciałbym móc powiedzieć, że mieliśmy karierę muzyczną, ale byłaby to lekka hiperbola.

Mam wrażenie, że kilka piosenek z wielu waszych albumów ma futurystyczny wydźwięk, lub nawet tworzy coś na kształt świata przyszłości. Czy science-fiction, w szerokim tego słowa znaczeniu, jest dla was ważnym punktem odniesienia, nie tylko muzycznie?

Uważam, że filmy takie, jak Mad Max, czy też produkcje Johna Carpentera, tudzież muzyka z Blade Runnera przemawia do naszej dystopijnej wyobraźni.

Jak ważne dla was były niemieckie naleciałości w kształtowaniu Waszej tożsamości muzycznej? 

Był taki okres, że w ogóle nie słuchałem radia przez jakieś 4-5 lat, potem zacząłem słuchać jednej radiostacji gdy malowałem pokój w moim mieszkaniu jakieś 3 lata temu. Nie mogłem uwierzyć jak bardzo radia stały się euro-amerykańskie, zapożyczając tyle podstawowych technik od house’u i mainstreamowu euro-dance’u. W zasadzie to połowa tych piosenek zdawała się być niczym R&B ale z gościnnym udziałem jakiegoś MC i w formie utworów house. Pomyślałem sobie jakie to słabe, że amerykański pop i R&B zapożyczał tyle z tego totalnie bezdusznego euro-crapu. Nie było niczego co mogliby zgapić od amerykańskiego podziemia?

Potem dopiero pomyślałem o tym jak to Kraftwerk wymyślił hip-hop.

Więc tak, Phil słucha dużo Michaela Rothera i innych gitarzystów krautrockowych. Wspominałem już DAF. Rammstein był znacznie bardziej zabawny, niż jakikolwiek inny mainstreamowy zespół rockowy z lat 90. Z tymi Niemcami należy pamiętać, że Są W Stanie Stworzyć Wszystko. No, prawie. 

Czy pamiętasz pierwsze próby Trans Am? Co wtedy sądziliście o zespołach które istnieją tak długo, że dobijają do dziesiątego albumu? Czy spodziewaliście się właśnie tego po sobie?

Myślę, że Phil chyba tak. Ja na pewno nie. Nie wiem co myślał Seb. Niedawno widziałem wywiad z Mickiem Jaggerem z 1972 i zapytano go tam, czy mógłby sobie wyobrazić ciągnięcie tego wszystkiego po sześćdziesiątce? Od razu odpowiedział „o tak”. Na nieszczęście miał rację.

Jako, że byliście zespołem z brzmieniem opartym na syntezatorach/keyboardach, to na pewno wyróżnialiście się w początkowych latach istnienia. Czy czuliście się blisko związani z jakąś konkretną sceną czy zespołem? Czy nawiązaliście z kimś jakieś relacje? Spotkaliście się może z Six Finger Satellite?

Ha! Dobrze trafiłeś. Six Finger Satellite to jeden z nielicznych zespołów z lat 90. które lubiliśmy. Koncertowaliśmy z nimi po Stanach. My dopiero zaczynaliśmy – oni już byli weteranami tras koncertowych. Pokazywali nam co wieczór gdzie jest nasze miejsce, robiąc sobie ciągle z nas jaja. Na przykład przedstawiali nas publice, by potem pierdnąć im prosto przed nosem parę chwil przed początkiem naszego występu.

Czy jest jakiś album Trans Am, który jest dla Ciebie szczególnie najważniejszy?

Gdy ludzie pytają się o mojego faworyta, odpowiadam im Red Line. Są tacy (głównie w Nowej Zelandii), którzy myślą, że za 5-10 lat ludzie odkryją TA na nowo. Lub w ogóle odkryją.

Czy jest coś co wywiera na Tobie szczególne wrażenie albo martwi Cię niezmiernie w świecie współczesnej muzyki?

Chyba akurat na to pytanie poniekąd odpowiedziałem w jednej z mojej przydługich odpowiedzi? Ale ogólnie chciałbym by ludzie jakoś bardziej ogarnęli się z ubiorem. No wiesz, kobiety nadal pakują się w niedorzeczne kostiumy, ale mężczyźni niezbyt. Noszą po prostu drogie garniaki i takie tam. Zero wyobraźni. Ubierają się jakby byli menedżerami wytwórni płytowych. 

To samo tyczy się celebrytów. Nie sądzę, by należało im się tyle kasy jeśli chodzą na zakupy w t-shirtach pijąc latte ze Starbucksa i sprawdzają maile. Nic nadzwyczajnego. Niech zostawią to zwyczajnym ludziom. Jesteście winni nam coś więcej. Starajcie się wyglądać ładnie gdy wychodzicie z domu!

Co sądzisz o przyszłości muzyki? Masz jakieś wyobrażenie co do tego jak mogłaby wyglądać za 10 lat?

Hm, nie. Ale w najgorszym wypadku będzie wyglądać tak, jak wygląda teraz.

English Version

The interview with Nathan Means of Trans Am to celebrate the release of their tenth album, Volume X.

In comparison to your previous albums, the new one seems slightly more toned down and reserved, but it’s also quite diverse stylistically. What was the idea for this album? How do you approach making a new album after nearly 20 years as a band? 

First of all, it’s awesome to be doing an interview with a Polish magazine. We’ve only been to Poland once and, aside from the freezing overnight drive from Berlin to Warsaw, it was amazing. I am also a huge fan of Marcin Gortat “The Polish Hammer” who plays for my NBA team – the Washington Wizards. Marcin not only played really well last season, but he also one of the first people to jump up off the bench to cheer for the team when he isn’t playing. So that’s fun.

I don’t know that we had an idea for this record, or that we had one idea. I wanted it to be schizophrenic and really, really long. It’s not that long, but I guess “diverse” is the respectable version of schizophrenia. Not as much fun, though. 

But even when we’ve had ideas, they’ve often rebounded and ended up somewhere else. TA was supposed to be an approachable pop album but it ended up being really weird and sort of gross. Red Line wasn’t supposed to be anything and it’s my favorite album. 

I’m not a big one for “influences” either. Of course, there’s a band like DAF that we completely ripped off for the Red Line song “Polizei.” And it’s hard not to hear some Vangelis in certain tracks. But if the “creative process” is really working, you will spew out something completely different from what you’ve eaten. 

What do you think about the idea of a concept album? Do you think it is still valid these days? And what about the album as a musical form itself?

Big fan of concept albums. Pompous. Usually failures. Big fan! 

As far as albums, I think they require a little more discipline to listen to these days. I remember going over to Seb’s house in 1990 and he was playing me the best sections of a CD – maybe Beastie Boys or Billy Cobham – by fast-forwarding through certain parts. The music became a jumble of bits between the parts we listened to. It was disconcerting since I only listened to albums unless I was in a car. But now skipping around is pretty normal.

As far as albums being valid as an art form, I would say that the audience isn’t smaller – it’s just more selective. Poetry, on the other hand, seems completely useless to me these days.

 

What do you think about the passage of styles and music genres, and their cyclical returns? Have these cultural cycles have any significant impact on the Volume X?

Funny you would ask. Phil gave me a book called Retromania about just that. So Simon Reynolds will give you a better answer than I. 

As far as I can tell from the book, the truly relentless recycling of pop culture began in the late 1960’s and early 70’s. We’ve been spinning our wheels ever since. The 1960’s are also considered a sort of definitive breaking point between modernism and post-modernism. And the conservative political and economic backlash that is associated with Reagan in the 1980s actually has its roots in the same era. So you could probably say that the last “new thing” happened sometime in the late 1960s. It’s all been a repetitive downward spiral since then. 

The “globalized economy” is only going to make this worse. Starting with the The Beatles and their sitar influence, pop musicians were able to step outside Western culture and get some new ideas to refresh them. You could call it theft (or Al) but it was something new for them. The global economy did the same thing. By the late 1960s, American and Western Europe weren’t providing as much useful material as capitalism could get elsewhere. The whole “limitless horizon” of the 1950’s and 60’s was gone. So, just like musicians, companies looked elsewhere. But instead of Paul Simon albums, we got the globalized economy that started squeezing the shit out of the rest of the world – land, commodities, people – whatever it could find. 

But the ripest offerings of the rest of the world are going to run out in a few decades too. Then what for music or the economy? America and Britain were the creative forces behind pop music and now they are homes to the masturbatory world financial markets. 

Of course, great big ideas like that never really hold together unless you’re drunk. There was some very cool stuff that happened in music and otherwise from the 1970’s and onward. I think we draw a lot of our inspiration from the late 1970’s. 

I wish pop music – especially hip-hop – was a little more interesting these days – but the thing that most bums me out is how much energy and talent that supposedly underground, alternative bands put into making music that is completely and identifiably derivative of a specific era. I mean, we’re not making a million dollars here. Have some fun – do something different. There are bands that still push boundaries, but increasingly few. I can’t prove that the creative narrowing is because we’re in an era of late, desperate Capitalism that is scrambling around for new ideas – but we all know it’s true.

What inspired you to fully embrace kitsch as a conscious aesthetic which you explored in music as your career progressed?

I don’t know what the alternative music scene was like in Poland in the mid-1990s, but it was pretty shitty in America. REM and Sonic Youth had already taken guitars in two totally different directions from classic blues-rock, but everyone seemed to be happy to keep making pale imitations of this guitar-centric music. There were bands like My Bloody Valentine or Polvo who actually did something interesting with guitars, but it was mostly boring, boring, boring, and a little too sincere. 

Did that American TV show “Friends” ever make it to Poland? Well, the music was like that. Or it was really “harsh and cynical” which was sometimes better, but a little too heavy on the angry, serious man-vibe. So our early hope was to have a laugh while smelling really good. 

I wish I could say I had a career in music, but that may be overstating it a bit.

I think that several songs (from many albums) of you have a futuristic feeling, they even create some kind of futuristic world, or Futureworld as you might call it. Is science fiction, in the broad sense, an important reference point for you, not necessarily in music?

I think movies like Mad Max or the music from Blade Runner or John Carpenter movies appeal to our dystopic imagination. 

How important were German "inflections" in shaping your musical identity?

I didn’t listen to pop radio at all for about 4-5 years. Then I started listening to a station while I was painting a room in my house about 3 years ago. I couldn’t believe how Euro-American pop radio had become – borrowing a lot of basic House and other mainstream Euro-dance party techniques. In fact, half of the songs seemed like they were R&B but with a guest MC and House structures. I thought it was lame that American pop music and R&B was borrowing from this totally soulless Euro-crap. There wasn’t anything they could steal from the American underground? 

Then I remembered how Kraftwerk invented hip-hop. 

So, yeah, Phil listens to a lot of Michael Rother and similar Krautrock guitarists. I already mentioned DAF. Rammstein was way more amusing than any other mainstream rock group in the 1990s. The thing to remember about the Germans is that They Can Do Anything. Well, almost. 

Do you remember the first rehearsal of Trans Am? What did you think then of bands which exist so long that they release 10 albums? Did you expect yourself to work together for that long?

I think Phil might have. I’m sure I didn’t. Don’t know what Seb was thinking. 

I just saw an interview with Mick Jagger in 1972 and he was asked if he could imagine doing this when he was 60. He immediately said, “Oh yeah.” Unfortunately he was right.

Being a synthesizer/keyboards-driven band made you stand out at the time of your formation. Have you ever felt particularly close to any scene or a band, have you developed any close relationships with other bands? Have you ever met Six Finger Satellite?

Ha! That’s a good guess. Six Finger Satellite was one of the few alternative bands we liked in the 1990s. We toured with them around the US. We were up and coming - they were already road veterans. They kept us in our place by pranking us nightly. Like offering to introduce us and then throwing a stink bomb into the crowd, right before we went on. 

 

Is any particular Trans Am album the most important for you?

When people ask me which is my favorite I say Red Line. There are people (mostly in New Zealand) who think that in 5-10 years TA will be rediscovered. Or discovered at all.

Is there anything that impresses you the most, or bothers you most, in current world of music? 

I guess I covered that in one of my over-long answers previously? But, in general, I wish people dressed the part a little more. I mean, women still push their bodies into ridiculous outfits, but the men aren’t putting out. They just wear really expensive suits and shit. No imaginative outfits. There are no Golden Gods. They dress like they are record executives.

This goes for celebrities as well. I don’t think people should get paid that much if they go shopping in a t-shirt while drinking a Starbuck’s latte and checking their email. That’s slobby. Leave that to ordinary people. You owe us something more. Look nice whenever you step outside! 

What do you think about the future of music? Do you have any idea what it will look like in 10 years?

Well, no. But the worst-case scenario is that it looks like it does now. 

[Piotr Bukowski, Jakub Krawczyński]