polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
tUnE-yArDs Nikki Nack

tUnE-yArDs
Nikki Nack

Tym razem Merrill Garbus zrobiła sobie nieco dłuższą przerwę między płytami, wykorzystaną m.in. na często przytaczaną w recenzjach podróż na Haiti. Jednak moim zdaniem na Nikki Nack uwagę zwracają nie ewentualne inspiracje z nie wyniesione, bo afro-karaibskie echa w muzyce tUnE-yArDs były od początku, ale uwypuklenie elektroniki w aranżacjach i rozwój głosu Merrill. Pod względem aranżacyjnym nowy album wiele dzieli od debiutu, zagranego w większości na ukulele i nagranego na dyktafon. Choć basista Nate Brenner z pomocnika stał się stałym członkiem zespołu i współtwórcą utworów, można się zastanawiać, w jakim stopniu te produkcje – np. takie „Sing-o”, rewelacyjną piosenkę, której mogłaby pozazdrościć M.I.A., gdyby miała teraz cele bardziej artystyczne niż celebryckie – tUnE-yArDs będą w stanie odtworzyć na żywo, nawet z nieco większym zespołem. Równocześnie wykorzystywana przez tUnE-yArDs elektronika jest nieco siermiężna, trochę jak na The Age of Adz Sufjana Stevensa – daleko jej do wymuskanej precyzji charakterystycznej dla współczesnych narzędzi, to trochę chaotyczne, ale błyskotliwie pomysłowe składowe buzującej, trochę klekocącej całości. W tej roli elektronika zastąpiła (sporadycznie tu wykorzystywane) ukulele, pod tym względem ciągłość jest pełna. Jak na Amerykankę, Merrill ma wyjątkową umiejętność tworzenia piosenek, które wyglądają jak przeładowany, podskakujący na wertepach autobus w jakimś kraju Południa, z którego co chwilę wypada coś innego – raz bagaż, raz zwierzę, raz pasażer.

Merrill zawsze miała bardzo silny głos i niezłą skalę, teraz jednak obok chropowatości i wrzasku imponuje czystym i mocnym głosem w wysokich rejestrach. To pozwala jej uwypuklić pierwiastek r’n’b nowych kompozycji – skonstruowane głównie z elementów rytmicznych „Wait For A Minute” mogłoby być utworem a capella, a jego wibracja i tak byłaby bardzo silna. To bardzo przebojowa płyta, ale też drażniąca się ze słuchaczem i nie chodzi tylko dziwaczny przerywnik-słuchowisko „Why Do We Dine On The Tots?”. Merrill wręcz obnosi się ze swoimi ekstrawagancjami. Wrzucana często, chyba przez eklektyczny lecz przystępny charakter muzyki, do worka indie z zachowawczymi piosenkarkami, wyróżnia się odwagą i oryginalnością – takiego popu to ja mogę słuchać.

[Piotr Lewandowski]