polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Marnie Stern The Chronicles of Marnia

Marnie Stern
The Chronicles of Marnia

Minęło już dobre parę miesięcy od premiery The Chronicles of Marnia, więc recenzja jest nieco spóźniona, ale akurat ten album Marnie Stern byłoby mi przykro przemilczeć – to odważna, choć bezpretensjonalna próba wyrwania się z własnej formy. Pierwsze trzy płyty Marnie podporządkowane były jej elektrycznemu i elektryzującemu fingerpickingowi i interakcji z frenetyczną perkusją Zacha Hill. W momencie premiery każda robiła wrażenie, ale z perspektywy czasu widać, że apogeum nastąpiło na drugiej (w skrócie This Is It…). Co więcej, permanentny brak Zacha na koncertach uwierał niemiłosiernie, pewne piosenki po prostu traciły sens. Na czwartej płycie Marnie fingerpicking nie jest już tak wszędobylski, staje się raczej równoprawnym środkiem wyrazu obok riffów. Grający na bębnach Kid Millions z Oneida nie stara się być kopią Hilla, choć i tak gra mniej motorycznie niż w macierzystej formacji i stawia sporo akcentów pod włos. Bardziej, powiedzmy, konwencjonalnie potraktowane jest też dogrywanie dodatkowych partii gitarowych, a Marnie zdaje się czuć bardziej pewnie w formie wokalistki. Basista Nithin Kalvakota gra z Marnie na żywo od dobrych dwóch lat, więc całość ma charakter bardziej naturalnego grania, a mniej kolażu. Piosenki na pierwszy rzut oka są niepozorne, ale z czasem nabierają rumieńców. This Is It… było płytą, która budziła podziw, ta budzi sympatię.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Marnie Stern w popupmusic