polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Goat Stonegoat / Dreambuilding

Goat
Stonegoat / Dreambuilding

Do World Music Goat podchodziłem sceptycznie, choć z nadzieją; z ich koncertu na Offie wyszedłem w połowie. Toporność niby-egzotycznego płaszczyku spowijającego hard-rockowe riffy jeszcze można było znieść, cepeliadę scenicznej prezencji już nie. Z oddali Goat w ogóle brzmieli jak marni epigoni Led Zeppelin. Jednak ich popularność rośnie i po dwóch dwunastocalówkach z remiksami ubiegłorocznego albumu pojawiła się nowa siódemka. A na niej ewidentne odrzuty. Dwa krótkie utwory (oba poniżej trzech minut) skonstruowane na tym samym, grubymi nićmi szytym schemacie – bębny i perkusjonalia w stylu „nauka afro-beatu w weekend”, dwie minuty na gitarze rytmicznej i wah-wah a potem niby-repetycja i „psychodeliczne” solo gitarowe. Plus ten niby rozwrzeszczany a jednak lekkostrawny wokal, którego już znieść nie mogę, bo mi się przypominają te kolorowe jarmarki z koncertu. Rok temu miałem nadzieję, że ten zespół wniesie świeżą energię w muzykę gitarową, nawet naiwnie wierzyłem, że nawiąże do oryginalności Sun City Girls, teraz już nie mam złudzeń – to ściema sprytnie wykorzystująca mody indie-rockowego i festiwalowego rynku, tę potrzebę zestawiania muzyki afrykańskiej czy arabskiej z popularnymi gitarowymi zespołami. Goat daje dwa w jednym na fast foodowym poziomie. Oby ten balonik szybko pękł i odszedł w zapomnienie.

[Piotr Lewandowski]