polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Bombino Nomad

Bombino
Nomad

Nomad to trzecia płyta Bombino wydana na zachodzie, ale jak dla mnie jest to trzecie podejście do „debiutu”, trzecia próba opakowania muzyki Bombino dla trochę innej grupy docelowej. Najpierw była wersja surowa, w postacie zbierającej nagrania powstałe w Afryce Music from Niger: Guitars from Agadez, Vol. 2 (Sublime Frequencies), potem wygładzone, drażniące world-musicową miałkością Agadez (Cumbancha), teraz jest rockowy-bluesowy, z pietyzmem wyprodukowany przez Dana Auerbacha, Nomad (Nonesuch). Wrażenie, że jest to trzecia próba spozycjonowania tego samego produktu wzmaga fakt, że kilka utworów powtarza się z poprzednich płyt. Bombino na koncertach gra dość kosmiczne jammy, do których wystarcza mu basista i perkusista, tutaj jednak Auerbach zabezpieczył się masą sesyjnych speców – sterylnie czysto zarejestrowaną perkusję obsługuje w paru miejscach nawet ten sam bębniarz, co na sesji Dr. Johna. Amerykanie jak się biorą do roboty, to efektywność mają na pierwszym miejscu i nic nie pozostawiają przypadkowi, nawet „spontaniczność” potrafią wyreżyserować. Trzeba przyznać, że brzmienie jest dość głębokie, bogatsze niż na pierwszej płycie i ciekawsze niż na drugiej. Poszczególne instrumenty mówią wyrazistym głosem, plan dźwiękowy zakreślono szeroko, dynamiczne piosenki przeplatają się z, powiedzmy, balladami, a w centrum płyty osadzono transowy instrumental z zaśpiewami jak „przy ognisku”. Wokale są „afrykańskie”, ale tak, żeby przypadkiem nikogo nie zaskoczyły ani nie obraziły. W ostatnim utworze Auerbach wali z grubej rury, wprowadzając gitarę slide, więc jeśli ktoś naprawdę wcześniej nie zauważył, że tuareski blues jest kuzynem amerykańskiego, to teraz już nie ma wyboru. A dziennikarz ma gotową puentę o „transkulturowych” mostach, spotkaniach itp. Są tu fajne momenty, ale całość jest tak wyreżyserowana, tak nastawiona na co najmniej nominację do Grammy w kategorii world-music, że po prostu nie mogę Nomad słuchać bez irytacji. Szkoda, że Bombino w labiryntach muzycznego przemysłu gubi swój głos. Pozostają koncerty.

[Piotr Lewandowski]