polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
JOSHUA ABRAMS Represencing

JOSHUA ABRAMS
Represencing

Basista / kontrabasista Joshua Abrams jest jednym z najważniejszych chicagowskich graczu drugiego planu, znanym i rozpoznawalnym dzięki wielu składom Roba Mazurka, Hamida Drake’a czy Mike’a Reeda. W tych zespołach czasem sięga też po guimbri, trzystrunową marokańską lutnię, której pasmo przywodzi na myśl kontrabas, ale brzmienie jest głębsze i ma w sobie charakterystyczny, transowy flow. Guimbri jest jego podstawowym instrumentem w autorskim projekcie, rozpoczętym w 2010 roku płytą Natural Information i teraz kontynuowanym albumem Represencing. W marcu mogliśmy w Polsce zobaczyć ten projekt w formie kwartetu z jego żoną Lisą na harmonium oraz Arturem Majewskim na trąbce i kornecie oraz Kubą Sucharem na perkusji i były to jedne z najlepszych około-jazzowych koncertów roku – przynajmniej ten w Warszawie. Na Represencing Abrams współpracuje z bardziej liczną grupą muzyką, pojawiających się w poszczególnych utworach, nie częściej niż dwukrotnie. Mimo tego płyta jest absolutnie spójna i stanowi fantastyczny mariaż ducha muzyki północnoafrykańskiej i chicagowskiego, poszukującego jazzu.

Podstawą tutaj jest trans. O ile otwarcie eksponuje jeszcze melodie saksofonu, to później wyeksponowanie sekcji rytmicznej (nawet gdy pojawiają się instrumenty dęte operujące plamami, pojedynczymi dźwiękami), wzmacniają hipnotyczną, pustynną atmosferę muzyki. Ucieleśnieniem sugestywnej, upajającej oszczędności tej muzyki jest kosmiczny tytułowy utwór w duecie z Chadem Taylorem na guimbri i perkusję. Na stronie B (album ukazał się tylko na LP) brzmienie nabiera rozmachu, jest szerzej wzbogacone instrumentami elektrycznymi, ale także pracującymi w oparciu o repetycje i barwy, tworząc strukturę eksponującą guimbri i rytmiczne akcenty. Najbardziej melodyjnym utworem okazuje się wtedy „Sungazer” z wiolonczelistką Tomeką Reid, który także uświadamia, z jak dużą wrażliwością Abrams stworzył soniczną strukturę, w której pozornie odległe instrumenty – wiolonczela i guimbri – mówią jednym głosem. Sporo jest też dzwonków i trochę harfy, przez co w „The Ba” pojawianie się fletu Nicole Mitchell i klarnetu basowego Jasona Steina tworzy aurę niczym u Alice Coltrane. Z lekkością i naturalnością Abrams stworzył album, który urzekający połączeniem tradycji jazzowej, celebracyjnej rytmiki muzyki Gnawa i organicznych, hipnotycznych dźwiękowych pejzaży. Jeśli to jeszcze jest jazz, to jest to jedna z najlepszych jazzowych płyt tego roku. Ale równie dobrze może mieć swoją własną, wyjątkową kategorię.

[Piotr Lewandowski]