polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
X-TG Desertshore / The Final Report

X-TG
Desertshore / The Final Report

Przyznam, że ciężko było zacząć pisać recenzję tej płyty, z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że Desertshore to moja ulubiona płyta Nico, a TG to jeden z tych nielicznych zespołów, który wpłynął w znaczącym stopniu na moje estetyczne preferencje oraz sposób myślenia o dźwięku.

Co można zrobić z tak doskonałymi piosenkami? Zapewne podobne dylematy miał Peter Christopherson wyobrażając sobie, jak mogłaby zabrzmieć Desertshore, gdyby nagrać ją na nowo, a oryginalne kompozycje potraktować jedynie jako luźne punkty odniesienia. Ostatecznie zaowocowało to dość radykalnymi wersjami oryginalnych piosenek. Abstrahując od estetyki, jest coś co łączy Nico i TG: odwaga w poszukiwaniu nieznanego, desperacja i szczerość ocierająca się o artystyczny ekshibicjonizm.

Po ostatecznym opuszczeniu TG przez Genesisa P. Orridge’a, Chris Carter i Cosey Fanni Tutti postanowili zrealizować wizję i marzenie Sleazy’ego. Nowe wersje kompozycji Nico pozostały mimo wszystko mniej lub bardziej udanymi piosenkami, co zawdzięczać możemy w dużym stopniu zaproszonym wokalistom. Zaczyna Antony Hegarty w eleganckim, leniwie pulsującym „Janitor Of Lunacy”. Jego wysoki, lekko wycofany głos przywołuje niepokojącą atmosferę oryginału. Dalej słyszymy specyficzny głos Blixy Bargelda (Einsturzende Neubauten) w napędzanym quasi-tribalowym rytmem „Abschied”. Blixę spotykamy jeszcze raz, cztery numery dalej, w nieco przerysowanym, marszowym koszmarze „Mutterlain”. Wcześniej zaliczamy jednak ewidentny zjazd, za który odpowiada ex-gwiazdka hc porno Sasha Grey. Nijakie zawodzenie odkleja się od „Afraid”, obnażając przy okazji mierne możliwości wokalistki aTelecine. Szkoda, w innym wykonaniu byłaby to zapewne trafiona kompozycja. Na szczęście dalej jest Marc Almond (Soft Cell) pokazujący prawdziwą klasę w pięknie zaaranżowanej piosence „The Falconer”, oraz Gaspar Noe opowiadający zmutowanym, nieco przerażającym głosem „Le Petit Chevalier”. Cosey słyszymy po raz pierwszy w hipnotycznej, dobrze osadzonej, smagającej tłustym basem wersji „All That is My Own”. Nieco mniej przekonująco wypada w „My Only Child” – zaszumionej kołysance prowadzącej do wyciszonego finału – ambientowej kody „Desertshores” zamykającej dysk numer jeden głosami wszystkich zaproszonych gości. Spotkanie na skraju pustyni zaliczone.
Dysk numer dwa – The Final Report zbierający nagrania z ostatniej wspólnej sesji z przełomu lat 2009/2010, przypomina jak brzmiał klasyczny industrial zanim przekształcił się w teutońsko-amerykański kwadrat z metalową gitarą. I poza jednym zaskakującym odstępstwem („Um Dum Dom”) stanowi spójny raport mówiący dużo dobrego o ówczesnej kondycji wyjątkowej trójki przyjaciół – Christophersona, Cartera i Tutti. Doskonała, nowoczesna produkcja.

Desertshore to bardzo osobisty projekt – hołd złożony przedwcześnie zmarłemu przyjacielowi, swoiste epitafium i świadectwo ostatecznego rozpadu TG w dotychczasowym kształcie.

[Radek Dziubek]

recenzje Carter Tutti Void w popupmusic