polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Pachanga Boys Girlcatcher/Thanks for Nothing

Pachanga Boys
Girlcatcher/Thanks for Nothing

W postmodernistycznych czasach, kiedy każdą stylistykę można mieszać z inną, coraz rzadziej słuchając muzyki, natrafia się na coś, co można określić przymiotnikiem „dziwne”. I tutaj Pachanga Boys czyli duet Supercollider i Rebolledo się właśnie wyróżnia, a włączając ich płytę „Girlcatcher”, mi słowo „dziwne” nasuwa się mimowolnie. Nieistotne jest nawet segregowanie tego wydawnictwa według gatunków – ten duet w jakże osobliwy sposób buduje kompozycje - „Black Naga” i „Thunder Cat” składają się w zasadzie z jednego loopu, na który za warstwę melodyjną służą obłędne wokalizy (w pierwszym przypadku bardzo szybko wymawiane, a w drugim powtarzane w nieskończoność). Wydawałoby się że ta monotonna formuła może się znudzić, ale jest dokładnie na odwrót – to wciągające, transowe pasmo, które brzmi szalenie interesująco, mimo niezbyt wielu urozmaiceń. Pomysłowość i prostota dają zachwycający rezultat, który unaocznia że tak budowana  house'owa struktura utworu może brzmieć świeżo i interesująco. „Time” to już bardziej tradycyjny  kawałek, trwający aż kwadrans, wprowadzający trochę ludzkiego pierwiastka do tej zmechanizowanej muzyki.

„Thanks for Nothing” to dla odmiany dwie kompozycje (w tym jedna, przedzielona na dwie części „We can Rhyme/We Could Rhyme). Pierwsza z nich to zapętlony, monotonny fragment z rymowanymi, częstochowskimi (jeśli tak można w przypadku języka angielskiego powiedzieć) rymami. Pierwszy to część z tekstem, drugi bez, ale łącznie mają aż 12 minut. Zamyka je niby-etniczny, niby elektroniczny, zwiewny kawałek, świetnie domykający tę trzyutworową epkę.

Pachanga Boys to duet, który ma na swoją muzykę genialny pomysł, dźwiękowe idee świetnie przekuwa we wciągające i bądź co bądź oryginalne (dziwne!) kompozycje. Teraz pozostaje czekać na pełnoprawny, długogrający album, bo może to być nie lada wydawnictwo.

[Jakub Knera]