polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Fuka Lata wywiad

Fuka Lata
wywiad

Jako, że Mito Day i LeeDVD to strażnicy nieistniejących państw policyjnych, nie mogliśmy spotkać się z nimi osobiście. By dowiedzieć się, jakie są ich rozkoszne sny, wspomnienia i pragnienia, skontaktowaliśmy się z duetem via Internet, co jest zbieżne z cyfrowymi środkami, których używają, tworząc muzykę. Dualizm, jaki zawarli na wydanych dotychczas albumach lokuje się pomiędzy minorową magmą mroźnej zimy, a odrealnionym, pełnym nadziei spojrzeniem w kierunku nadchodzącej wiosny. Poniżej zapis korespondencji z Fuką Lata - objawieniem ostatnich kilkunastu miesięcy, jednym z najciekawszych zespołów tworzących muzykę transową, psychodeliczną, uwikłaną w nieustanne przetwarzanie dźwięku, a jednocześnie bardzo naturalną i emocjonalną.

LeeDVD, pochodzisz z Trójmiasta. Kiedy przeniosłaś się do Warszawy i dlaczego?

[LeeDVD] Będąc pracownikiem nieistniejących państw policyjnych, muszę być zawsze gotowa do drogi, co uczyniło ze mnie swego rodzaju nomada. Warszawa nie jest miejscem ostatecznym, a także nie drugim, czy trzecim. Nigdy nie dowiem się, dlaczego muszę się przenosić, ale mogę powiedzieć, jaka jest Warszawa. Dała mi szybki rozwój w krótkim czasie, pokazała siateczki pajęczyny relacji - wyraźniej. Jeśliby ją porównać do fotografiki, mogę powiedzieć, że wyostrzyła obraz iluzji, w której żyję dość konkretnie.

Mito Day, nie wiemy zbyt wiele na Twój temat. Czy mógłbyś pokrótce przedstawić swoją muzyczną biografię?

[Mito Day] To zrozumiałe, bo pracowałem dla innych, wciąż nieistniejących państw, których stąd nie widać. Pokrótce mogę powiedzieć, że w czasie tych nastu lat, w trakcie których zajmuję się muzyką, na samym początku byłem gitarzystą w kapeli punkowej - to jeszcze w czasach szkolnej młodości - a ostatnio, jeszcze zanim zacząłem grać z Lee w Siupa, byłem DJem grającym sety z okolic minimal techno, tech house.

Jak doszło do Waszej współpracy pod szyldem Fuka Lata?

[Fuka Lata] Po rozpadzie naszego wcześniejszego, efemerycznego projektu Siupa postanowiliśmy, że grając w duecie, będzie nam lepiej.

Na ile miejsce, w którym mieszkacie, żyjecie ma wpływ na Waszą twórczość?

[Fuka Lata] Każde miejsce wpływa swoim charakterem na człowieka i na jego pracę. Warszawa daje dużo możliwości, ale też nie przesadzalibyśmy z jej magicznym znaczeniem. W rzeczywistości spędzamy sporo czasu na dojazdach, bo tu wszędzie jest dalej, niż bliżej. Niestety, nie ma tu mocnej sceny gitarowej, eksperymentalnej, elektronicznej - z tych poszukujących, stąd artystycznie to miasto nie wpływa na nas tak mocno, jak muzyka obecna na świecie, którą można śledzić w sieci. Na szczęście.

Wasza muzyka jest zanurzona w psychodelicznej magmie i dochodzących z tła nieoczywistych drone'ach, zwielokrotnionych echem rytmach w wolnym tempie i clickach. Odnajduję w niej odwołania do muzyki psychodelicznej, szerokiej palety muzyki elektronicznej (eksperymentalna muzyka poważna II połowy XX wieku, Kraftwerk, Brian Eno, Cabaret Voltaire, wytwórnie Morr Music, Warp, a nawet Massive Attack) i zespołów gitarowych, korzystających z drone'ów. (Sunn O))), Barn Owl). Czy to świadome przełożenia Waszych inspiracji na autorski język muzyczny? Lokujecie swoją twórczość w jakimkolwiek nurcie odwołującym się do zjawisk z przeszłości, czy podążacie autorską ścieżką bez oglądania się na to, co było? A może jedno i drugie?

[Lee] Faktem jest, że słyszymy od ludzi porównania do muzyki bardzo interesującej, czy ważnej dla nas samych, jak wyżej wymienieni przez Ciebie artyści. Słyszymy także XiuXiu, Chris and Cossey, czy The Knife. Czy nawet jeśli chodzi o warstwę wokalną, Nico. Jednakże prawda jest taka, że jesteśmy amalgamatem swych miłości i fascynacji. Jak powiedział Jim Jarmusch: by kraść wszystko, co cię definiuje, przetwarzać, bo tu miarą nie jest oryginalność, która nie istnieje, a autentyczność. Także tak, podążamy ścieżką autorską, czerpiąc pełnymi garściami z osiągnięć kultury, jedząc, trawiąc i...

[Mito] Trudno nie być pod wpływem otaczającego nas świata, ale nie jest tak, że chcemy naśladować, być jak jakiś inny zespół. To zupełnie odpada i mam nadzieje, że nadal tak będzie, że wielu będzie się doszukiwać w nas śladów zacnych artystów, ale każdy kogoś innego, wtedy to znaczy – czego jestem pewien - że podążamy swoją drogą. Ważne, by była autentyczna i prawdziwa w przekazie.

Waszą twórczość charakteryzuje drążenie różnych struktur dźwiękowych: gitary elektrycznej oraz całej gamy instrumentów elektronicznych. Jak wygląda proces tworzenia muzyki Fuki Lata od strony technicznej? Najpierw jest pomysł na przedstawienie jakiegoś zjawiska emocjonalnego, po czym zastanawiacie się, jakich środków użyć, czy zdarza się, że inspirujecie się samym brzmieniem instrumentów?

[Lee] To ciekawe pytanie. Ten proces stwarzania jest tajemniczy i alchemiczny w swej naturze. Świat dźwiękowych możliwości jest rozległy. Narzędzia, jakie oferuje współczesna technika są zadziwiające - dlaczego ich nie eksploatować? Przez to, że wykorzystujemy współczesne środki wyrazu, można uzyskać nowy kontekst wypowiedzi, bo tematy wciąż te same od zarania dziejów... Wracając do samego procesu, jest tak, że pojawia się strzęp, dźwięk, baza, rytm, czy bas. Pojawia się emocja, czasem, ostatnio coraz częściej, słowo, które kiełkuje z nastroju aury, budzi się jakiś świat. Wtedy dosiadasz konia, warstwisz, drążysz materię, dotykasz rzeźby, muskasz pędzlem płótno, szukasz barw, dobierasz je, mieszasz, czy niszczysz... stop, jeszcze raz, to nie jest to, jeszcze raz, może to to, tak, tak i idziesz w kierunku, w którym prowadzi cie...co? No właśnie. Ty? Materia? Muza? Jakaś siła?.. Jakkolwiek to brzmi teraz, w tych słowach... tak właśnie przebiega ta praca, w znoju, i ekstazie jednak.

[Mito] Jesteśmy zespołem opartym na emocjach. Nie ma tak, że partytura i trzeba się zapoznać, nauczyć i odegrać. Raczej zaczynamy grać za dźwiękiem. I lecimy. Co tu dużo gadać, to jest bardzo przyjemne... Oczywiście trzeba dobrze się sterować w tym locie, żeby nie wpaść na drzewa, ale to już inna historia.

Mocno przetworzona gitara elektryczna, efekty, loopery, post-produkcja – to wszystko stanowi ważny element Waszej twórczości. Na ile Wasza twórczość jest uzależniona od technologii? Wyobrażacie sobie muzykę Fuki Lata bez elektronicznego instrumentarium? Zastanawialiście się kiedyś nad użyciem instrumentów, które nie są aż tak uwikłane w cyfrowy świat?

[Lee] Postprodukcja, hm, tak jest, ale warto uświadomić sobie, że obie nasze płyty zostały nagrane na tak zwaną setkę, to znaczy, że nie manipulujemy zbyt wiele z nagraniami. To co robimy to obczyszczanie tracków z szumów, brudów. Na „Saturn Melancholia” dograliśmy tylko chórki (Lee), trąbkę (Kamil Szuszkiewicz), flet (Ray Dicaty). To są tzw. żywe instrumenty, których czułam, że nam zabrakło. Pojawiły się w wyobraźni i zaistniały w nagraniach jako materializacja ducha zaproszonych gości, którym nie trzeba było wiele tłumaczyć, bo są wspaniałymi muzykami. Nakreśliłam jedynie plan ogólny ich wkładu i reszta poszła gładko. Ale na „Other Sides” użyłam mnóstwa organicznych dźwięków, które przetwarzałam na żywo. Ale jeśli chodzi ci o unplugged, to może rzeczywiście nie jest to ten moment, czy styl, na który zdecydowalibyśmy się w tym momencie.

[Mito] Ciekawe pytanie. Nie muszę sobie wyobrażać takiej muzyki. Czasem gramy na próbach, można powiedzieć, w sposób tradycyjny. Od dziecka interesowało mnie, dlaczego gitary zespołów, których słuchałem brzmią jakoś tak cudownie, a moja tak zwyczajnie. To były czasy, kiedy jeszcze nie można było sobie kupić, a nawet obejrzeć fuzza czy innych efektów. Dzisiaj jest net i łatwa sprawa.
Uwielbiam czynić z dźwiękiem rzeczy, które zmieniają mocno jego postać, syntetyzują brzmienie, nadają nowy, niespotykany charakter. Dzieją się wtedy takie rzeczy, jakbyś latał statkiem kosmicznym nowej generacji, dotykasz struny, a z pieca lecą brylanty, chmury kryształków lodu lub inne cudowności. Ważne też, by było to z dobrym skutkiem dla utworu, bo łatwo przecież wpaść w noise, który sam w sobie jest bardzo interesujący, ale nie zawsze chodzi o to, by wyszedł noise.

Czy rozwiązania, które stosujecie wynikają z obserwacji działań innych muzyków, autorytetów w dziedzinie przetwarzania dźwięku, czy są naturalną potrzebą dążenia do jak najbardziej adekwatnego oddania przeżywanych emocji?

[Lee] To co dzieje się na koncertach, na które chodzimy i które nas zadowalają jest motywujące i inspirujące w najwyższym stopniu. Dość często zdarza się, że to takie koncerty, które mają w sobie transgresję stylistyczną. Często obserwacja systemu, czy procesu, w jakim pracuje warstwa muzyczna grupy, czy artysty, wpływa w sposób naturalny na to, co robimy, bo dlaczego nie używać światła, jeśli świeci słonce? Jak to powiedział Allen w jednym ze swoich filmów: ”whatever works”.

[Mito] To pytanie podobne do tego o wpływie innych artystów i niekoniecznie musi chodzić zawsze o muzyków. Trzeba obserwować, podglądać, inspirować się twórczością innych. Czasem w ten sposób można zobaczyć nowe drogi, inne ciekawe kierunki podróży, jaką jest twórczość.

Charakter Waszej muzyki jest w pewnym sensie mistyczny, religijny i obrzędowy. Za pomocą nowoczesnego instrumentarium, kreujecie światy, które odwołują się do duchowości, emocji i atmosfery, przypisywanych dość często muzyce etnicznej, tworzonej za pomocą instrumentów akustycznych, silnie związanej z naturą. Inspirujecie się tego rodzaju muzyką? Czy twórczość Fuki Lata jest swego rodzaju wyrazem niepokojów naszych czasów, czy odnosi się tylko do Waszych prywatnych emocji?

[Mito] Cudownie to powiedziałeś. W zasadzie w tym pytaniu jest odpowiedź. Jak mówiłem, byłem DJem techno. Ta muzyka na pewno odwołuje się do etnicznych wątków. Oczywiście, że taka muzyka jest inspirująca, a czy nasza muzyka jest wyrazem naszych czasów? Tak, oczywiście. Tak jak my jesteśmy ich dziećmi.

[Lee] Właściwszym jest by na pytanie, czy nasza muzyka jest mistyczna, religijna i obrzędowa, odpowiedzieli nasi odbiorcy. Jeśli odpowiedzą: tak, będę szczęśliwa.

Jak mówi Mito, muzyka techno i rave były w pewnym sensie dalszym ciągiem obrzędowości muzyki etnicznej: tańczący tłum jednoczył się pod wpływem środków psychodelicznych w nielegalnie zaadaptowanej na potrzeby parkietu przestrzeni. Diler był współczesnym szamanem, który dawał oświecenie, a DJ współczesną trupą muzyków, którzy wpędzają w jeszcze większy trans. Jak wyglądają Wasze relacje ze sceną muzyki techno, rave i pochodnych?

[Lee] Kiedy ciało wprowadzone jest w ruch, znajduje się w nim za pomocą energii. Taniec musi być powodowany impulsem. Tańczące ciało to coś pięknego. Jeśli jest ich wiele i powodowane są rzeczywistą potrzebą, powietrze skrzy się elektrycznością, a ciało szczęściem. Mocno to czuję, uważam, że to piękne. Relacje ze sceną techniczną były intensywne, nie boje się tego typu odniesień w naszym kontekście. Może nie w czystej formie gatunkowej, ale jeżeli ludzie chcieliby tańczyć na koncertach, byłabym szczęśliwa. I chyba jest już blisko tego, bo czuję to od nich. Mówią po koncertach, że chcieli, ale się wstydzili. Być może nasza muzyka nie jest oczywista, nie jest to stricte bitowy set. To co mnie naprawdę interesuje jako twórcę i odbiorcę to czucie. Nawet, jeśli boli. Nawet, jeśli jest niewygodne. Szczególnie wtedy, gdy jest niewygodne. Zostawia wtedy coś na dłużej, w środku, coś, o czym można pomyśleć. Jeśli chodzi o środki psychodeliczne...cóż, wszystko jest dla ludzi.

[Mito] Choć może trudno w to uwierzyć, w nieistniejących państwach muzyką narodową jest też techno i rave. Scenę techno widzę tak, jak Ty. Może diler niekoniecznie jest zawsze szamanem, raczej w mojej ocenie DJ spełnia taką rolę, ale na dziś, relacje ze scena techno to już dla mnie historia. Za to taka, która należy do rozkosznych wspomnień.

Na ile ważny jest dla Was trans i minimalizm?

[Mito] Minimalizm jako metoda w sztuce jest dla nas rzeczą bardzo pożądaną. Czymś, do czego można dążyć. Na pewno dążymy do tego, aby nasze sety koncertowe były trasowe, aby można było się zawiesić w sobie, w tańcu, w muzyce, na słowie.

[Lee] No wiesz, estetycznie to chyba jest bardzo widoczne. To nie jest muzyka skomplikowana intelektualnie, z czego osobiście jestem bardzo zadowolona. Jest repetytywna, struktury rytmiczne są wyeksponowane. Ona jest po prostu przystępna, co potwierdza wzrost zainteresowania naszą muzyką. Ludzie nie są głupi, nie chcą tylko papki medialnej, czy tego co akurat modne (wykreowane). Ludzie naprawdę poszukują.

Od strony emocjonalnej, płyta „Other Sides” jest zanurzona się w neurotycznym, introwertycznym świecie pełnym duszności i nieoczywistości. W pewnym sensie ta muzyka pokazuje raczej wnętrze, niż np. eksploruje jakieś zjawiska zewnętrzne. Czy celem, jaki Wam przyświecał przy tworzeniu tego albumu było przedstawienie poruszających do głębi, mrocznych przeżyć wewnętrznych, uniesień i upadków, nasyconych niekoniecznie łatwym doświadczeniem wydarzeń?

[Mito] Taki był czas nagrywania tej płyty: zima, -20 stopni, mnóstwo śniegu. Pewnie te wszystkie czynniki dołożyły się do jej klimatu. Cel, czy też efekt końcowy, nie był jasno określony. Dużo eksperymentowaliśmy i dawaliśmy się porywać muzyce. Efektem jest płyta, która odzwierciedla też stan naszego ducha w owym czasie.

[Lee] Jest tak, że rozwijamy się przez chaos. Przy nagrywaniu „Other Sides”, która jest pierwszym naszym materiałem w duecie, rozkładaliśmy przed sobą materię, wszystko co było w zasięgu ręki, wszystkie inspiracje, wpływy, narzędzia, jakimi dysponowaliśmy oraz aktualne bolączki intymne. To co powstało, wylało się z nas, uwiło te dźwięki, zmaterializowało tematy - samo. W większości prowadziła nas materia. Na płycie Saturn Melancholia to raczej już my bierzemy wodze.

Dokładnie o to chcę zapytać. „Saturn Melancholia” zdecydowanie znajduje się po "jasnej stronie mocy", emanuje nadzieją i pozytywnymi emocjami, kojarzy się ze światłem, niebem, nadzieją i przyszłością. Muzycznie również się różnią: tegoroczny album charakteryzuje znacznie większa ilość rytmu i przejrzystych dźwięków. Śpiew też jest w pewnym sensie bardziej uduchowiony. Co wpłynęło na zmianę brzmienia i charakteru Waszej muzyki na przestrzeni roku?

[Lee] Jak już powiedziałam, zaczynamy panować nad materią, możemy ją lepiej prowadzić. Jeśli chodzi o rytmy, wynikło to z potrzeby elektryczności, pragnienia energii. Nie chcieliśmy pławić się tylko w nostalgii. Jeśli chodzi o wokal, wracam mentalnie do mojej wielkiej miłości: Lisy Gerrard. Ona bardzo we mnie żyje, w mej pamięci emocjonalnej. Gdy byłam nastolatką chodziłam po starówce Gdańska. Często śpiewałam pod Kościołem Mariackim, patrząc w górę architektury gotyckiej. Śpiewałam wymyślone chorały, w wymyślonym średniowiecznym języku.. To było bardzo czyste, jak modlitwa. Jakkolwiek bardzo wcześnie sprzeciwiłam się chodzeniu do kościoła na msze. Nie ufam instytucjom, zamknięcia czegoś tak dojmującego jak duch w formalizmie. Chciałabym dać sobie szansę na odrodzenie ducha - mam tu na myśli wolność ducha, który może przejawić się właśnie w organice.

[Mito] W pewnym sensie wróciliśmy do tego, co było w Siupie, tylko w bardziej dopracowanej formie. Od dawna staramy się pogodzić granie rytmiczne, repetetywne z piosenką i instrumentami. Wcześniej solowe płyty LeeDVD miały też sporo mocnych rytmów. Określenie „po jasnej stronie mocy” bardzo mi się podoba.

Gośćmi na obu Waszych płytach są Piotr Czyż (gitara na „Other Sides”), Ray Dicaty (flet na „Saturn Melancholia”) i Kamil Szuszkiewicz (trąbka na SM). Jak doszło do tej współpracy i skąd potrzeba zaproszenia do Waszego muzycznego świata osób z zewnątrz?

[Lee] Zawsze to robiłam. Nawet, gdy robiłam muzykę midi na komputerze, zapraszałam gości do zagrania partii, które chodzą mi nieustannie po głowie, nie dając mi zasnąć. Nie jestem instrumentalistą, nie było mi dane. Wszystko, co robię muzycznie wynika z potrzeby, z premedytacji. Cenię wszystkich muzyków, z którymi przyszło nam pracować. Ale to, że Ray zagościł na naszej płycie jest mi szczególnie bliskie ze względu na estymę, jaką go darzymy oraz przyjaźń, jaka nas łączy.

[Mito] Dobrze jest kooperować, a że wśród znajomych jest trochę muzyków, chętnie się spotykamy, gramy. Tym razem było nieco inaczej, bo Ray oraz Kamil robili dogrywki, więc pracowaliśmy razem studyjnie. Na pierwszej płycie z Piotrem zagraliśmy na setkę - utwór nazywa się Zima. Dwie gitary, Lee na basie. Był pełen odlot. Wyszła z tego soniczna ballada o śniegu i lodzie.

Dwa "bliźniacze" skojarzenia z Fuką Lata: Cocteau Twins i Aphex Twin. Czy byliście kiedykolwiek porównywani do pierwszych (ze względu na skład zespołu i po części użyte środki) i jak odnosicie się do tego rodzaju porównań? Richard D. James – tu już bardziej ze względu na zainteresowania muzyczne LeeDVD. Na ile jego przełomowe albumy wpłynęły na Twoją twórczość?

[Lee] Tak! Właśnie teraz, po wydaniu drugiej płyty kolega - natychmiast po przesłuchaniu utworu Life - napisał, że śpiewam tam, jak Elizabeth Fraser. Zresztą w „Saturn Melancholia” używam przeinaczonego angielskiego - tekst do tego utworu napisałam dopiero post-factum. Czułam, że muszę to sobie dookreślić, bo fakt zaistnienia „Saturn Melancholia”, która jest totalną improwizacją, bardzo nas zaskoczył. Mito zaczął grać te przedziwne lodowe góry i wskoczyłam na grzbiet smoka, który uniósł nas w dal. No a Aphex, ten szatan, jak dla mnie to jest dopiero szaman, a nie DJe. To jest osoba, której któraś persona jest skonektowana z jądrem ziemi. Z całą pewnością, to jest ktoś, kto nie zważa na konwencje. I to jest obszar wolności który podziwiam i który staram się rozwijać w sobie.

[Mito] To kolejne ciekawe odniesienia do naszej muzyki. Jeśli chodzi o tych artystów, to może zawieramy się gdzieś pomiędzy tymi stylistykami: szalonego Aphexa i dużo bardziej spokojnego Cocteau Twins... W każdym razie, jeśli chodzi o „Saturn Melancholia”, może tak być.

Wasze koncerty to performance, zawierający arcyciekawe efekty wizualne. Kto jest za nie odpowiedzialny? Czy są one sprzężone z generowaną w czasie rzeczywistym muzyką, miksowane przez VJ-a?

[Fuka Lata] Odpowiadamy za wszystko, jako urzędnicy tego państwa, które, jak wiecie, nie istnieje i jest militarne. A koncerty to nieobjawialna część sekretu narodowego. Ale można to zobaczyć, tylko trzeba przyjść i uwierzyć, żeby potem nie żałować do końca swych dni. Prawdą jest, że są światła, efekty, odrealnienie świata naszego. Jest to zaproszenie dla odważnych do nieistniejącego państwa snów i smoków.
 
Występowaliście do tej pory na festiwalach Moving Closer, Kobieca Transsmisja, Magnetofon, Fląder Pop, Moon Ride 6 i Spacefest oraz w kilku polskich miastach na pojedynczych koncertach, m.in. w Bytomiu. Jakie są Wasze plany koncertowe na ten rok? Czym jeszcze zaskoczycie Waszych odbiorców w roku 2012?

[Fuka Lata] Właśnie z Wysp przyjechał do nas piękny brzmieniowo smok, więc czekamy, co się wydarzy. Na razie jesteśmy po dwóch miesiącach przygotowań do wydania albumu oraz rewizji życia osobistego. Pojawiło się kilka propozycji koncertowych, zaproszono nas do radia, a właściwie do kilku. Cóż, wokół tego, co robimy tworzy się ciekawy ferment, z czego się cieszymy. Myślę, że zaskoczymy naszych odbiorców jeszcze w tym roku EPką lub kolejną płytą. Muzyka płynie z nas, jak woda rzeką.

[Łukasz Folda]