polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mordy Nobody

Mordy
Nobody

Po siedmiu latach przerwy Mordy wracają, wyłaniając się niemal z otchłani zapomnienia (z małym wynurzeniem po drodze z "Wielkolud EP"). Na „Nobody” zespół przemyca swoje wszystkie możliwe pomysły, pozornie bez składu, ale po kilku przesłuchaniach słychać konsekwencję i dogłębne przemyślenie materiału. Bagaż doświadczeń muzycznych objawia się tutaj na każdym kroku – czy są to swobodne rozimprowizowane kawałki (Hornetess), spokojne akustyczne piosenki (Feeling), singlowe hity (Dogs of Heart, Perły) czy nawet potężne rockowe uderzenia (otwierające Dwa oceany, We can do It! czy genialne Wrong), twardo spajające trzon tego albumu. Nie ma tutaj ani minuty pomyłki, czy nieświadomego zwrotu w bok. Chłopaki stworzyli płytę zwartą, dopracowaną, z jednej strony pewnie prezentującą kolejne muzyczne wątki, czerpiące z rockowych i okołojazzowych dokonań ostatnich dwóch dekad. Z drugiej strony pozwalają sobie trwać gdzieś obok tego co dzieje się na polskiej scenie, jakby pozostając trochę z tyłu, na peryferiach, bo nie jest to muzyka łatwa, ale wymagająca koncentracji i skupienia. Progresywność tej płyty ujawnia się też w ciężkich do odczytania strukturach utworów, którym często towarzyszą wielokrotne, muzyczne zwroty, poszerzającą zdecydowanie mapę kierunków i inspiracji, po której porusza się ta kapela. To świetny powrót i znak, jak bardzo muzyki tej kapeli brakowało. Ścisła czołówka najlepszych wydawnictw tego roku gwarantowana.

[Jakub Knera]