polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mordy Grzesiek Welizarowicz i Tomek Bergmann - wywiad

Mordy
Grzesiek Welizarowicz i Tomek Bergmann - wywiad

Po siedmiu latach przerwy z ma łym przerywnikiem w postaci epki „Wielkolud” powraca trójmiejska grupa Mordy. Jak zwykle z płytą znacząco różniąca się od poprzedniczką, ale bogatą w różnorodność i niebanalnie skomponowane piosenki. O jej zawartości, tym jak kształtował się materiał na „Nobody”, specyfice zespołu mordy, trójmiejskiej scenie, nagrywaniu płyt opowiada nam basista zespołu Grzesiek Welizarowicz i gitarzysta Tomek Bergmann.

"Nobody" czyli nikt. Jak można odnieść do tytułu Waszej płyty jej zawartość i sam zespół?

[Grzesiek Welizarowicz] "Nobody" to kawałek tytułowy na albumie - zastanawiam się w nim nad tym jak można powiedzieć "jestem nikim"? Czasami pewnie każdy się tak czuje ale zacząłem się zastanawiać nad sprzecznością zawartą w tym sformułowaniu - nie może być coś co nie jest. Jedyne zatem co wiemy to to czym nie jesteśmy. Nie jestem tym lub tamtym. Ale na pewno nie jestem "nikim" czy "niczym".

To tylko jeden przykład sprzeczności egzystencjalnych jakie eksplorujemy na tym albumie. Jest tu dużo o napięciach damsko-męskich ("Dogs of Heart", "Bleus"), które z natury swojej są pełne sprzeczności. Jest trochę erotyki ("Hornetess", "Feeling") a wiesz jak jest z erotyką, to jest tabu, więc też jest to napięcie pomiędzy tym co czujesz a co ujawniasz. Są kawałki o rozstaniu i tym, że przeszłość miesza się z teraźniejszością i przyszłością ("2 Oceany"). A "Wrong" to na przykład piosenka, która mówi o więzach rodzinnych, problemach osobistych i rzuca to w kontekst współczesnego świata gdzie darmowe porno staje się jednym z najważniejszych instrumentów psycho-terapeutycznych. Hahaha. W "Dzikich Zakupach" ten wątek anty-konsumpcyjny jest już podany bez owijania w bawełnę. A płytę kończy "We Can Do it!" taki wake up call, wstawaj niedźwiedziu, zastanów się co zgubiłeś jak spałeś.

Także, wracając do Twojego pytania, "Nobody" to sprzeczność. Jak to się ma do samego zespołu to inna sprawa. Zawsze bliżej nam było do takich kapel jak Residents, Sun City Girls, czy Underground Resistance, które nie używają własnych wizerunków do kreowania sprzedaży płyt. Dlatego czasami występowaliśmy pod pseudonimami, nie chcemy promować siebie wierząc może naiwnie że muza się sama obroni. Więc "Nobody" to także maska, którą zakładamy. Taka gra z tożsamością. Na okładce fantastycznie to oddał Jacek Staniszewski.

[Tomek Bergmann] Płyta zmieniała tytuł i koncepcję okładki . Zaproponowałem tytuł ,, Nobody '' Grzegorzowi , ponieważ zainspirowały mnie obrazy Aleksandry Waliszewskiej z postaciami bez twarzy, jednak wpisane poprzez stylizacje w konkretny archetyp. Pomyślałem o rozsypującej się tożsamości jednostki, samotności człowieka wynikającej z braku bliskiego kontaktu, miłości  czy zrozumienia z innymi oraz trudności odnalezienia  miejsca we współczesnym społeczeństwie, któremu brakuje jednolitego systemu wartości poza przesadną konsumpcją.  Konsument tworzy anonimową masę, choć reklama produktu zapowiada oryginalność i indywidualizm. Zagubiona przyjaciółka telefonuje do przyjaciela w tekście piosenki, jednak ja  tytuł tej płyty odczytuję szerzej. Autor okładki zarzucił nas swoimi doskonałymi pomysłami, po czym wrócił do pierwotnej idei i ją przeinterpretował.

Ostatnio coraz częściej przy recenzjach wielu grup z Trójmiasta, podkreśla się wpływy muzyki yassowej. Czy sami odczuwacie wpływ tego nurtu? Czy odcisnęła ona w jakimkolwiek stopniu piętno na muzyce Mord?

[Grzesiek Welizarowicz] Szczerze mówią nie myślę o yassie jako o nurcie muzycznym ale bardziej jako o etykietce, która sprytnie wymyślili nasi starsi koledzy jak Tymon aby móc się przebić ze swoim młodym wtedy jazzem we wczesnych latach 90. To było bardzo sprytne posunięcie, na które wielu się załapało i dzięki temu ci fantastyczni muzycy mogli zaistnieć na własnych warunkach. My stworzyliśmy swoją etykietkę "off roots". My zaczynaliśmy na początku lat 90. i kolegowaliśmy się z np. Miłością i Tot-Artem. Ale pociągało nas trochę inne granie. Jedno mamy na pewno wspólne, czyli pewien bunt i szukanie własnej drogi. Ale bardziej chodzi tu nie o styl muzyczny ale o sposób myślenia.

[Tomek Bergmann] Dla mnie, ci często wybitni muzycy zbudowali dobrą, wspólną scenę , za co ich szanuje. Etykietki mnie nigdy nie interesowały, chociaż było to coś na kształt jazzowej anty-sceny nowojorskiej z końca 80-tych.

Mam wrażenie że ten gatunek obecnie jest często nadużywany tak samo jak politycy mówią o tradycji "Solidarności" - jest używanym frazesem, a tak naprawdę nie ma realnego odbicia w codzienności, jest tylko echem czegoś sprzed kilku-kilkunastu lat.

[Grzesiek Welizarowicz] Zgadzam się w 100 procentach.

[Tomek Bergmann] Ciekawe kto stworzył ten termin? Muzycy? I kto go używał?

Wiele osób porównuje Mordy ze Ścianką, Kobietami czy Ewą Braun. Ci ostatni nie istnieją, głośniej jest o tych dwóch następnych. A Mordy jakby grają od niechcenia i co jakiś czas wydają płyty pomiędzy przerwami, dosyć nieregularnie i niezobowiązująco. Jaka jest specyfika pracy Waszego zespołu?

[Grzesiek Welizarowicz] Mordy powstały dla przyjemności. Nie dla kariery. Kiedy zaczynaliśmy ja grałem w zespole Ego z Grześkiem Nawrockim, liderem Kobiet i wtedy z Ego mieliśmy ciśnienie, żeby coś zawojować ale wymuszało to na nas już wtedy pewne decyzje artystyczne i poświęcenie.

Mordy powstały z innych pobudek, głównie z przyjaźni. Lubiliśmy ze sobą przebywać i słuchać wspólnie muzyki z Tomkiem Begmannem i Tomkiem Rogosiem, pierwszym perkusistą Mord. Chodziło nam tylko o to by grać swoje, to co nas podnieca. I tego staramy się trzymać do dzisiaj. Z Marcinem Dymiterem, mieliśmy na pewno najprężniejszy czas bo Marcin to nie tylko wspaniały muzyk ale także logistyk, organizator. Wiec wtedy graliśmy bardzo dużo.

Gdy Marcin odszedł, zostaliśmy z Bartkiem Adamczakiem sami ale dalej wierzyłem w tę ideę robienia swojego nie ważne co... Wtedy  nawet doradzano mi abym zmienił nazwę zespołu bo to już nie Mordy. Ale Mordy to nie tyle styl co sposób myślenia. Składania dźwięków. Dlatego to wygląda tak niezobowiązująco. Przy takich perturbacjach osobowych trzeba zachować cierpliwość i robić swoje. Po prostu być upartym. Czasami tracisz wiarę w sens ale to nie jest tak, że można to rzucić. To jest trochę jak powołanie.

[Tomek Bergmann] Zmieniła się metoda pracy. Kiedyś większość materiału komponowaliśmy podczas wspólnej improwizacji. Z tym materiałem było zupełnie inaczej . W połowie utworów partie gitar zostały dokomponowane do gotowych sekcji , następnie przearanżowana całość, a wokal często powstawał jako jeden z ostatnich elementów.

Wasz skład nieustannie się zmienia. Na ile to wpływa na zespół i jego muzyczną twórczość?

[Grzesiek Welizarowicz] Każdy muzyk, który z nami gra wnosi swoje do muzyki. Zawsze to bardzo wpływa na jej finalny kształt. I to jest kłopot dla krytyków bo nie wiedzą co grają Mordy. Czasami postrzegano nas jako grupę noisową, czasami jako neo-folk (śmiech) Teraz w zespole gra Krzysiek Stachura na gitarze i podnosi nasz poziom warsztatowy (śmiech) i oczywiście wpływa na styl naszego zespołu. Całą płytę możemy właściwie zagrać w kwartecie i mamy teraz taki bardziej rockowy okres. 

[Tomek Bergmann] Obecny skład jest zbliżony do tego z pierwszej próby, uzupełnia go Krzysztof Stachura. Sięgamy korzeniom.

Tomek, wróciłeś do składu przed rozpoczęciem pracy nad "Nobody". Jak do tego doszło? I czy przerwa w tworzeniu z Mordami wpłynęła na Twoje spojrzenie na tworzenie kompozycji i muzykę zespołu?

[Tomek Bergmann] Nie planowałem powrotu do muzyki. 7 lat nie trzymałem gitary w rękach.  Greg zaprosił mnie, żebym skomponował gitary do nagranych sekcji. Niektóre miały partie wokalne, a w ,, Nobody'' i ,,Feeling'' gitary już miał gotowe. Brzdąkając przy laptopie, coś tam wydłubałem i zawsze było tak, ze po kilku minutach już miałem partię, która wchodziła na płytę.

Spotykaliśmy się w studiu, żeby to skonfrontować, przy okazji wpadły nam do głowy najbardziej przebojowe utwory z płyty i takie, które wejdą również na następną. Szczerze mówiąc jestem dosyć nonszalancki, i z chęcią zmieniam dyscypliny w których się realizuję. Jednak po powstaniu kilku moich ulubionych utworów - stwierdziłem, że tym razem spotkanie kompozytorskie z Grzegorzem szybko się nie skończy. Poza tym komfort bezkompromisowego tworzenia  jest kuszący. Grzegorz pozwala mi sprawdzić każdy, choćby najbardziej absurdalny pomysł. 

Na początku ubiegłego roku Grzesiek powiedział, że przed powrotem Tomka, razem z Bartkiem stworzył materiał na szóstą płytę, który został przerobiony przez Tomka. Na ile materiał na "Nobody" to rezultat pracy w nowym składzie a na ile to stary materiał, potem odpowiednio przerabiany przez Tomka?

[Grzesiek Welizarowicz] Część materiału powstała w zarysie zanim powrócił Tomek. Zacząłem już nagrywać wtedy sporo partii basu i perkusji. Gdy pojawił Tomek pojawił się u mnie w piwnicy, zaczęliśmy go razem przesłuchiwać i on - jako osoba bardzo muzykalna i szybko podejmująca decyzje - od razu zaczął mówić co mu się podoba, a co trzeba zmienić. Zaczęliśmy nad tym pracować, ciąć, dogrywać, przestawiać klocki, nagrywać itd, a jednocześnie zaczęły się pojawiać nowe pomysły. Bo jak siedzisz razem wiele godzin w studiu to zaczynasz też nagrywać nowe rzeczy, coś co akurat Ci przyszło do głowy i w taki sposób wiele piosenek na tej płycie stworzyliśmy od zera już razem z Tomkiem np. "Dogs of Heart", czy "Hornetess". Albo wróciliśmy do riffu sprzed kilkunastu lat jak w Dzikich Zakupach. "Wrong" zlepiliśmy z dwóch pomysłów, mojego i Tomka. Szczerze mówiąc to były wspaniałe, wyjątkowe momenty bo jednocześnie komponując od razu pisaliśmy teksty albo ja wyciągałem zeszyt i śpiewałem coś co napisałem. Każdemu życzę żeby znalazł w życiu takiego partnera do pracy jakiego ja mam w Tomku. To jest porozumienie bez słów. Obaj mamy do siebie maksymalne zaufanie co jest niezbędne w twórczości bo musisz się otworzyć bez strachu.

[Tomek Bergmann] Mogę się tylko uśmiechać jak oszołom, ale to nasze spotkanie jest wyjątkowe.

Podobno macie już gotowy materiał na kolejny album, jak to wygląda?

[Grzesiek Welizarowicz] Materiał się tworzy. Jest sporo bardzo fajnych pomysłów, ale mamy znowu kłopoty z regularnymi próbami bo Tomek jest w rozjazdach.

[Tomek Bergmann] Krzysiek Stachura gra w kilku składach, ja się przeprowadzam do Warszawy. Jednak nowa płyta mam nadzieje, że powstanie w ciągu pół roku.

Z jednej strony "Nobody" to chyba jedyna z Waszych płyt gdzie na każdym utworze znajdują się wokale. Z drugiej strony brakuje tutaj typowych piosenek jak na epce "Wielkolud".

[Tomek Bergmann] "Nobody", to melodyjne piosenki , tylko aranżacje strukturalne i brzmieniowe powodują, że na tzw. ,, pierwsze ucho'' nie są łatwe w odbiorze . Ale abstrakcyjne brzmienie gitar, czy nieparzyste metrum - to zabiegi jak  najbardziej typowe ,utrzymane w tradycji grania. tego zespołu.

Ciężko powiedzieć o Was, że jesteście minimalistami - wasze utwory są przebogato zaaranżowane, zarówno te iście rockowe kawałki, jak i bardziej akustyczne utwory. Na ile celowym zabiegiem było tak znaczące rozbudowanie utworów, a na ile te wszystkie pomysły wpadały Wam do głowy przy okazji, podczas dogrywania kolejnych partii instrumentów?

[Tomek Bergmann] Wszystkie ciekawe pomysły, które  ciągnęły utwór we niewłaściwą stronę usuwaliśmy. Oczywiście - metoda pracy dawała nam ten komfort. Nagrywając w czwórkę, na żywo płyta byłaby bardziej surowa.

[Grzesiek Welizarowicz] Utwory powstawały w dużej mierze w studiu. Jak masz komfort pracy we własnym studiu to możesz sobie pozwolić na taką ekstrawagancję, że zastanawiasz się nad każdym szczegółem, a potem dodajesz i dodajesz... Z tego też powodu cieszyłem się na propozycję Karola Schwarza, że zmiksuje tę płytę bo potrzeba nam już było oddechu i dystansu żeby nie przegiąć. W tej chwili już wolałbym dobrze przygotować materiał z zespołem i potem go nagrać na setkę.

Na płycie jest bardzo wielu gości.

Czy uczestnictwo tylu osób wzbogacających "Nobody" było zaplanowane, czy raczej było dziełem przypadku i wynikiem chwili?

[Grzesiek Welizarowicz] Raczej to były zaplanowane ruchy, prośby o konkretne brzmienia i partie. Jak na przykład w "Perły" gdzie skomponowałem na klawiszach partię wibrafonu i poprosiłem Dominika Bukowskiego, żeby ją zagrał, co zrobił cudownie, dodając w środku swoje impro. W paru numerach pojawiła się Anna Steller czy Ania Lullapop Chyłkowska bo bardzo lubimy barwy ich głosów. W kilku numerach, które stworzyliśmy razem z Tomkiem w studiu potrzebowaliśmy żywych garów i wtedy przybyli tacy studyjni wyjadacze jak Nosek z Blendersów czy Filip Gałązka z Transistorsów. Marcin Zabrocki bardzo fajnie zaimprowizował w "Nobody".  Karol Schwarz, miał problem z wokalami Ani Steller i zaproponował gościnny udział Joanny Kuźmy i Ani Szuchniewicz, na co przystaliśmy.

Jak odnosicie się do Waszych starych utworów? Planujecie jeszcze je grać na koncertach czy koncentrujecie się wyłącznie na nowym materiale?

[Grzesiek Welizarowicz] Z reguły nie wracamy do starych utworów. Skład się zmienił więc trudno by było je odtwarzać. Zresztą zawsze bardziej nas interesuje granie rzeczy nowych.

[Tomek Bergmann] Ten zespół zawsze tak robił. Gramy dla siebie, nie odgrzewamy utworów  z przed lat .

Każda z Waszych płyt przechodziła przez mix i mastering u kogoś innego - Maciek Cieślak, M.Bunio.S, Marcin Dymiter. Przy "Wielkoludzie" zajął się tym Grzesiek, teraz finalny mix zrobił Karol Schwarz. Na ile to wpłynęło na końcowe brzmienie płyty? Na ile możecie ocenić że rola producentów w każdym przypadku oddziaływała na albumy? Czy któryś z nich zrobił to w największym stopniu?

[Grzesiek Welizarowicz] Na pewno największe piętno czy raczej najbliżej tego jak chcielibyśmy brzmieć zawsze wiedział Marcin Dmiter. On ma zajebiste ucho. Super się pracowało nad debiutem z Maćkiem Cieślakiem. To była fajna przygoda, nagrywanie na 8 śladów, na taśmę. Total vintage. Co do Karola Schwarza to zaproponował on brzmienie, które nas na początku zaskoczyło. "To są Mordy? Tak nie brzmią Mordy!" Ale pomyślałem, że dlaczego nie?

Karol zaproponował brzmienie, które nazwałbym brytyjskim, dość zimne. Nam zawsze bliżej było do brzmień amerykańskich ale zadałem sobie pytanie: a skąd ja właściwie wiem jak ma brzmieć ta płyta? Jak siedzisz  nad czymś dwa lata to już tracisz dystans więc zaakceptowałem to brzmienie. Czemu nie? Trzeba powiedzieć, że Karol ma ucho, zrobił przejrzysty miks, czysty, "posprzątał". No i na szczęście Karol nie ingerował prawie wcale w partie instrumentów. On raczej zrobił z tym porządek. Po swojemu ale myślę, że bardzo przyzwoicie.

[Tomek Bergmann] Byliśmy zmęczeni pracą w studiu. Karol nas w pewnym momencie od tego uwolnił. Miał pomysł na ostateczne brzmienie całości. Więc możemy teraz uskuteczniać nowe harce na gitarce.

[Jakub Knera]

artykuły o Marcin Dymiter w popupmusic