polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
TRICPHONIX STREET BAND/ TRIFONIDIS / TRIFONIDIS DOWNTOWN SEXTET The Dudes/ Motion Illustration I, II/ Growl and Whisper

TRICPHONIX STREET BAND/ TRIFONIDIS / TRIFONIDIS DOWNTOWN SEXTET
The Dudes/ Motion Illustration I, II/ Growl and Whisper

Wczesną jesienią ubiegłego roku Maciek Trifonidis Bielawski zapowiadał nam prędką realizację płyt trzech projektów. Jak obiecał, tak zrobił. Co więcej, wszystkie ukazały się nakładem jego Slowndown Records praktycznie równocześnie. Taką decyzję, ryzykowną z marketingowo, można zrozumieć z artystycznego punktu widzenia – pewne rzeczy lepiej pokazać światu i z otwartą głową iść dalej. Zwłaszcza, jeśli mają one przekazywać żywy charakter muzyki, a stylistycznie różnią się od siebie. Jednak, za wyjątkiem „Growl and Whisper”, trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby przed prezentacją autor nabrał do tych płyt odrobinę dystansu, wyszło by im to na dobre.

Tricphonix Street Band to, charakterystyczny dla Trifonidisa, duży skład o potężnej sekcji dętej (lider, Ray Dickaty, Tomasz Duda i kilku innych), perkusji i kontrabasie, wykorzystujący energię dętego huraganu nie gorzej niż robiący światową karierę Hypnotic Brass Band. O ile jednak amerykański kolektyw odnosi się do funku i hip-hopu, to warszawski raczej do rock’n’rolla, czy hard-rocka nawet (sprawdźcie Mad Dude, jeden z najbardziej przebojowych numerów tutaj). Bielawski ma talent do zapadających w pamięć tematów eksponujących siłę tego zastępu dętych blach, muzycy potrafią je otwierać w improwizacjach, sekcja rytmiczna Sobura / Tarkowski gra mocno – wręcz czuje się powiew płynący ze sceny. Rzecz jest chwytliwa i dynamiczna, szkoda więc, że zamiast pozostawić słuchacza w osłupieniu i pod wrażeniem dętej petardy, Trifonidis pozwala, by nam spowszedniała. Gdyby zamiast 65 minut na płycie zawrzeć 40 najtwardszych, nie byłoby wątpliwości.

Podobne uczucie przesytu towarzyszy albumowi „Motion Illustration I, II”, zawierającemu muzykę napisaną na potrzeby dwóch polskich filmów („Dla Ciebie, Polsko”, „Cud nad Wisłą”) prezentowanych na ubiegłorocznym Święcie Niemego Kina w Warszawie. Filmy te mają dziś wartość raczej historyczną niż artystyczną. Muzyka – jak wówczas napisaliśmy, mariaż kameralistyki, jazzu, miejskiego folku – ratowała je, wychodziła na pierwszy plan. Jeśli po pierwszej płycie Trifonidis Downtown Project można było się zastanawiać, jak Trifonidis sprawdzi się w roli ilustratora cudzych historii, odpowiedź jest prosta – świetnie. Paradoksalnie, niskie napięcie i tempo obrazów dało kompozytorowi pewną swobodę, której efektem jest szereg udanych, wręcz uroczych kompozycji, pięknie wykorzystujących plastykę składu złożonego z akordeonu, wiolonczeli i trzech instrumentów dętych, oraz trochę zgrabnych miniaturek. Tylko, że stworzenie dwóch równych ścieżek do kiepskich filmów jest trudne, a podanie ich na raz nieco męczące, zwłaszcza, że druga (do gorszego filmu) wypada słabiej od pierwszej. Znów, selekcja, rearanżacja materiału – choćby w taki sposób, jak zrobili to Sza/Za wydając album z muzyką teatralną – podniosłaby wartość płyty jako odrębnego, żyjącego własnym życiem dzieła.

„Growl and Whisper” to płyta w tym zestawie najbardziej zaskakująca. Trifonidis opuszcza na niej bezpieczne, dobrze rozpoznane rejony, eksplorowane na dotychczasowych wydawnictwach, na rzecz oszczędnej, operującej barwą i ciut niepokojącej formy. Na nagranej przez lidera z kwartetem smyczkowym, uczestniczącym już w Downtown Project, oraz Wojtkiem Soburą na perkusji, płycie, nie ma ani jednego dętego sola, bo kakofonicznego finału tak potraktować nie sposób. Całości nadają ton partie smyczków, kilkukrotnie kontrapunktowane elektronicznymi maźnięciami i perkusyjnymi stukotami w sonorystycznych pasażach. Trifonidis nie chce być jedyną tu osobą porzucającą przyzwyczajenia i skłania kwartet akademików do podjęcia improwizacji. Słychać, że to najbardziej ryzykowna z trzech omawianych płyt, najdłużej też pewnie ćwiczona, ale przez muzyków niepewnych rezultatu i poszukujących własnego języka. Na pewno jego alfabet można rozwinąć bardziej, a składnię doprecyzować, ale widoczny tutaj pierwszy jego zapis jest bardzo ciekawy i owocuje płytą trudniejszą w odbiorze niż pozostałe dwie, ale zarazem odważniejszą.

[Piotr Lewandowski]