polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Ursula Rucker konferencja prasowa

Ursula Rucker
konferencja prasowa

W sobotę dwudziestego siódmego marca miałem przyjemność wziąć udział w spotkaniu z Ursulą Rucker, które odbyło się na kilka godzin przed jej wieczornym występem w warszawskim klubie Iguana Lounge. Kilkanaście zgromadzonych osób miało okazję wypytać tę pochodzącą z Filadelfii artystkę o szczegóły jej artystycznej drogi, poglądy na współczesny świat i kulturę, a ponieważ nasza bohaterka w swoich tekstach porusza się w sferach przez kulturę masową uznane za niebezpieczne i nie medialne, więc można było oczekiwać porcji intrygujących obserwacji. Jej zaangażowanie w sprawy feminizmu, walki z niesprawiedliwością połączone z brutalnie szczerymi opisami życia amerykańskiej ulicy miesza się z talentem do lirycznego uchwycenia tematyki osobistej. Dlatego też jej poezja stanowi wyzwanie dla słuchacza i jest czymś unikatowym, szczególnie w raczej hedonistycznie nastawionej muzyce współczesnej. Ursula Rucker jest jednym z dowodów na to, że hip-hop to nie tylko muzyka, lecz coś szerszego, cała kultura.

Twoje płyty ukazują się w europejskiej wytwórni K7, dlaczego właśnie w niej, czy próbowałaś wydać coś w Stanach?

Tak właściwie to miałam kiedyś podpisany kontrakt z wytwórnią mojego przyjaciela King Britta, ale nic z tego nie wyszło, a potem zapadła cisza. Ta sytuacja trwała około trzech lat, po czym zgłosiło się do mnie K7, byli jedyną firmą, która wykazała zainteresowanie moją muzyką. Wybadałam sprawę, co to za wytwórnia, jacy to ludzie i jakich artystów wydają. Uznałam, że warto z nimi współpracować, ponieważ są niezależną wytwórnią i rozumieją, że to co chcę pokazać światu to moja poezja, mimo, że towarzyszy jej muzyka, to jednak jest to przede wszystkim poezja. Obie strony mogły skorzystać na tej współpracy, więc zdecydowałam się podpisać z K7 kontrakt.

Gdzie twoja muzyka jest bardziej popularna, w Europie, czy w Stanach?

Cóż, nie grywam zbyt często w Stanach, sama nie wiem, czy to dla tego, że cieszę się tam mniejszą popularnością, czy jak? W każdym razie, częściej występuję w Europie, ale w USA zazwyczaj jestem dobrze odbierana, więc nie wiem jak odpowiedzieć na twoje pytanie. Wydaje mi się, że w Stanach dominuje teraz muzyka całkowicie mainstreamowa. W związku z wydarzeniami sprzed prawie trzech lat ludzie zaczęli się obawiać wielu rzeczy i dotyczy to także sztuki. Wolą słuchać tego co wszyscy, rzeczy nie kontrowersyjnych. Dlatego moja twórczość nie zyskuje szerokiej akceptacji, ale nadal będę się starała dotrzeć do tych ludzi, robić swoje. Chcę poznać mój kraj, a obecnie chyba znam więcej ciekawych miejsc w Europie niż w ojczyźnie.

Większość artystów poruszających tematykę społeczną i wyrażających swój sprzeciw wobec niesprawiedliwości otaczającego nas świata, wybiera jako medium muzykę rockową. Ty natomiast używasz brzmień elektronicznych, dlaczego właśnie one?

Nie sądzę, żebym mogła zostać zakwalifikowana jako przedstawiciel muzyki elektronicznej. Większość słuchaczy poznało mnie dzięki współpracy z The Roots, czyli grupą hip-hopową. Prezentowałam moje wiersze zarówno jako hip-hop, jak i z podkładami house'owymi, breakbeat'owymi, drum'n'bass'owymi, jazzowymi. Więc jeżeli ktoś wkłada mnie do jednej z tych szufladek, to pewnie dlatego, że zetknął się jedynie z tego typu brzmieniami, a nie słyszał innych kawałków. Zaletą poezji jest to, że już same słowa posiadają swoją rytmikę, dlatego łatwo je połączyć z wieloma rodzajami muzyki. Nigdy nie postrzegałam mojej twórczości jako elektroniki. Mój gitarzysta używa wielu efektów, które nadają brzmieniu elektroniczny posmak, ale nadal jest to muzyka prawie akustyczna.

Piszesz swoje teksty mając już gotową muzykę, czy też najpierw powstają wiersze, a dopiero potem okazuje się, że mogą być one piosenkami, pojawia się muzyczne tło?

Jest i tak i tak. Oczywiście pierwotna jest poezja, ponieważ to od niej się zaczęła moja twórczość, gdyby nie ona, nigdy nie byłabym też muzykiem. Ale teraz, gdy pracuję już jakiś czas z tymi samymi producentami, jest różnie. Czasem gdy przychodzi moment, by coś nagrać, przypominam sobie o jakimś utworze napisanym parę lat temu, odnajduję go i staram się znaleźć muzykę, która będzie się z nim komponowała. Zdarza się, że mam jakiś koncept, ale nie potrafię go uchwycić i wtedy biorę muzykę żeby sprawdzić w jaki nastrój mnie ona wprowadza. A w przeszłości, gdy współpracowałam z The Roots albo 4 Hero, dostawałam od nich podkłady i wskazówki w jakim klimacie powinny być moje teksty. Więc jak widzisz, nie mogę generalizować, zawsze jest inaczej.

Czy wybierasz muzyków i producentów tworzących dla ciebie, czy zdarza się, że ktoś przychodzi do z propozycją podkładu i namawia do dopisania tekstu?

Większość artystów, z którymi pracuję to moi przyjaciele, albo ludzie, których przez przyjaciół poznałam. Właściwie tylko raz zdarzyło mi się utrzymywać korespondencyjny kontakt z producentem, który przysyłał mi swoje rzeczy, tak że po jakimś czasie spróbowaliśmy nagrać coś wspólnego. Tak poznałam Alexkida. Z reguły jest jednak inaczej. Gdy zaczynałam współpracę z King Britt'em, był on moim przyjacielem i przedstawił mnie członkom 4 Hero, znajomość się nawiązała. A potem Jazzanova remiksowała kawałek Kinga i tak natrafiliśmy na siebie. Jak widzisz nasza aktywność opiera się na osobistych kontaktach. Zawsze są jakieś bliższe powiązania, nie zdarza się, żebym mój tekst dawała komuś obcemu na zamówienie. Może to się zmieni w przyszłości, zamierzam zaangażować się w inny projekt, ale za wcześnie jeszcze o tym mówić.

Czy wchodząc do studia masz przygotowane wszystkie teksty i całą muzykę, jak wiele czasu zajmuje ci nagrywanie płyt?


Niby jestem przygotowana, ale często dopisuję coś na ostatnią chwilę. Zdarza się, że powinniśmy już nagrywać, a coś mi nie do końca pasuje, dręczy mnie i wymaga ostatnich poprawek. Pobyty w studiu nie były długie. Na "Silver or Lead" znajdują się tylko cztery zupełnie nowe utwory, więc nie wymagały one wiele pracy. Reszta kawałków nagrywana była w różnych okresach, pojedynczo. Natomiast w przypadku "Supasista" cały proces zajął około pół roku, według mnie nie jest to długo, uwinęliśmy się szybciej, niż się spodziewałam.

Czy komponujesz też muzykę, czy grasz sama na jakiś instrumentach?

Nie, nie, wszystko przygotowują producenci, na niczym nie potrafię grać.

Udaje ci się połączyć hip-hop i poezję, co nie jest takie łatwe. Jak blisko siebie są te dwie dziedziny, czy mają one wiele elementów wspólnych?

Poezja liczy sobie tysiące lat, hip-hop jest trochę młodszy, więc stawianie ich w jednym szeregu jest nieco na wyrost. Poza tym wiersze zawsze były czymś więcej niż sztuką, były sposobem przekazywania historii, tradycji jeszcze w czasach przed wynalezieniem pisma. Miały siłę wręcz mistyczną. Mają one coś wspólnego z częścią hip-hopu, ale na pewno nie z całym. Co więcej, współczesny mainstreamowy rap nie zasługuje na miano hip-hopu. Więc kiedy używam terminu hip-hop odnoszę go na przykład do Dilated Peoples, Bahamadia, ludzi dbających o uczciwość i prawość tej muzyki, nie stroniących też od polityki. Większość raperów nie zasługuje na miano artystów.

Na albumie "Supasista" mówisz, że czarna muzyka znajduje się w poważnym kryzysie, a artyści uciekają przed odpowiedzialnością. Jak zmieniła się sytuacja od tego czasu?

Niestety jest coraz gorzej. Oczywiście są chlubne wyjątki, ale stanowią one jedynie drobny wycinek smutnej całości. Duże pieniądze koncernów wydawane są na promocję kolejnych kopii tej samej komercji. W kółko widzimy te same obrazki, których celem jest po prostu zarobienie jak największych pieniędzy. Ciągle te same bity, te same teksty, teledyski i to jest totalnie nudne, a nawet obraźliwe dla mnie nie tylko jako twórcy, ale też jako odbiorcy.

Sprzeciwiasz się przemocy i propagowaniu jej w tekstach. Jak myślisz, dlaczego ta tematyka jest tak popularna wśród hip-hopowców?

Wielu z nich zaimponował wizerunek mafioso, gangstera, który ma ciężkie życie, wisi ono na włosku, ale nasz twardziel potrafi sobie poradzić, używa broni i jest bezwzględny. Wydaje im się, że to jest atrakcyjne. Większość z nich nie prowadzi przecież takiego życia, ale słyszą dookoła siebie, żeby utrzymywali taki image, pisali takie teksty, bo to jest to, czego oczekują słuchacze. Dlaczego natomiast ludzie chcą słuchać tych tekstów, wspierają tę twórczość - tego nie wiem. Jeszcze tego nie odkryłam, staram się zrozumieć tę zagadkę.

Poruszasz niepopularne tematy: feminizm, dyskryminacja, polityka, niesprawiedliwość, przemoc. Zastanawiasz się także nad rolą artysty w dzisiejszym świecie, bardzo to cenię. Masz pozycję do tego, żeby wpłynąć na zachowania i postawy ludzi zarówno poprzez teksty, jak i swoim własnym życiem. Możesz pokazać im drogę. Czy działasz w jakiś ruchach, stowarzyszeniach przeprowadzających bezpośrednie działania, pracujących wewnątrz społeczności?

Nie należę do żadnego ruchu per se, ale ponieważ działa ich wiele i w Filadelfii, i w całych Stanach, więc często jestem zapraszana do wzięcia udziału w przeróżnych inicjatywach, konferencjach, spotkaniach, gdzie staramy się dojść do tego, co każdy z nas może zrobić, by walczyć z niesprawiedliwością, rasizmem, seksizmem. Znam wielu oddolnych aktywistów w Filadelfii i pomagam im często, ale nie związałam się formalnie z żadnym ruchem Wolę mieć swobodę brania udziału w różnych projektach. Jako artystka mam ten przywilej, że mogę czegoś dokonać na wielu frontach, pracując z doskoku z ludźmi, którzy akurat robią coś wartościowego i potrzebują wsparcia. A poza tym, mam w domu trzech synów, czwarte dziecko jak widzisz jest w drodze i to jest główne pole mojej aktywności. Chcemy wychować je z mężem jak należy, nie zawsze robimy właściwe rzeczy, ale się staramy.

A propos Filadelfii, Black Thought mówi na ostatniej płycie The Roots o ogromnej skali narkomanii w tym mieście. Czy naprawdę jest aż tak źle?

Och, nie chodzi mu o całe miasto, ale w niektórych dzielnicach jest tragicznie, szczególnie w południowej części. To jest naprawdę duże miasto, wchłonęło wiele miasteczek, które teraz są ciche i spokojne. Sama mam szczęście mieszkać w jednym z nich, narkotyki nie stanowią tam problemu. Ale są też dzielnice zapomniane przez boga. Władze miejskie niewiele robią by poprawić tam sytuację, ludzie umierają na ulicach, a nikt o tym nie wie. Ale nie uogólniajmy za bardzo.

Czy artyści mają na tyle siły, by wpłynąć na te smutne fakty, czy mogą coś wskórać?

Jestem przeświadczona, że tak, każde drobne działanie może pomóc. Oglądałam niedawno dokument Micheala Moore'a "Zabawy z bronią" i pokazał mi on, że jeżeli wydaje nam się, że w pojedynkę nie jesteśmy w stanie nic zmienić, bo jedna osoba nie stanowi różnicy i nie zmieni świata, to niekoniecznie musi to być prawda. Może nie uda się od razu zrewolucjonizować świata, ale nie od razu Rzym zbudowano, rzeczy stają się krok po kroku. Często spotykam się z aktywistami i zawsze w efekcie naszych działań przybliżamy się o mały kroczek bliżej celu, o to właśnie chodzi. Zatem artyści bez wątpienia mogą wiele zmienić.

Czy twoje wiersze oparte są na prawdziwych historiach, czy przytrafiły się one tobie lub komuś kogo znasz?

Wszystkie czerpią z rzeczywistości, ale oczywiście nie spotkały mnie osobiście wszystkie te historie, część z nich tak, lecz nie wszystkie. Gdybym doświadczyła każdej z nich, to pewnie nie rozmawiałabym tu z wami, bo gdzieś by mnie zamknięto, w jakimś więzieniu. Jednak wszystko co piszę opiera się na prawdziwych zdarzeniach, nie puszczam wodzów wyobraźni. Przynajmniej na razie, planuję bowiem wydać książkę z wierszami dla dzieci, wtedy będę mogła oddać się zmyślaniu.

Czy twoje wiersze ukazały się kiedyś w postaci książkowej?

Na razie niestety nie.

A w przyszłości?

Zawsze mi głupio, gdy słyszę to pytanie, bo od ośmiu lat powtarzam, że na pewno wydam książkę. Sama nie wiem, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam. Zawsze był to mój cel, na długo zanim pomyślałam w ogóle o muzyce. A potem zaczęły się nagrania i sprawa jakoś się rozmyła. Co roku postanawiam sobie, że to zrobię, a potem zawodzę sama siebie.

W wierszach mówisz szczerze o swoich uczuciach i ukazujesz cząstkę swojej duszy. Część z nich jest wręcz wstrząsająca. Podczas koncertów potrzebna jest ta sama szczerość, aby nadać tekstom głębi, dotrzeć do słuchaczy. Czy zawsze udaje ci się znaleźć w sobie siłę do otworzenia się przed obcymi ludźmi, czy grając trasę koncertową nie istnieje ryzyko zmęczenia i niemożności ukazania uczuć na scenie?

Nie grywam tras dłuższych niż piętnaście koncertów, w ich czasie robimy przerwy, nie gramy codziennie, dlatego nie wydaje mi się, żeby były one za długie. Istotne jest, że nie gram koncertów po to, żeby odbębnić szoł, skasować honorarium i pójść potem do domu. Gdy już jadę w trasę i zostawiam dzieci w domu, gdy spotykam ludzi, którzy przyszli posłuchać muzyki i mojej poezji, poświęcają mi swój czas, płacą za bilet, to wierz mi, że to dla mnie dużo znaczy. I nie chcę do nich wyjść i odegrać swoje nie wkładając w to serca. Jasne, czasem gdy widzę, że moje starania nie wywołują żadnego odzewu, publiczność jest jakby nieobecna, albo gdy nagłośnienie jest tragiczne, to sprawia mi to kłopoty. Ale moją życiową misją jest ukazywanie mojej twórczości, która nie jest jedynie sztuką albo pracą, tylko integralną częścią mnie samej, więc chcę to robić szczerze i z uczuciem.

Nie chcę klasyfikować twojej sztuki, ale należysz do grupy twórców zaangażowanych społecznie. Jednak wielu innych artystów tego nurtu pracuje z tymi samymi producentami co komercyjne gwiazdy. Jak istotna jest dla ciebie muzyka, abstrahując od przekazu?

Obecnie jest bardzo istotna, bez niej wiersze straciłyby swoje oblicze. Był czas, może jeszcze wróci, gdy poezja istniała sama, bez dźwięku, ale w tym momencie muzyka i tekst stanowią nierozłączną całość. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, zawsze stanowiła część mojego życia. Nie mogłabym brać udziału w przedsięwzięciu, którego aspekt muzyczny nie zadowalałby mnie. Nie zapowiada się na to, ale gdyby zadzwonił do mnie kiedyś P Diddy i oferował 50 tysięcy dolarów za występ, to bym mu bez zastanowienia odmówiła. Nie wierzę mu, nie jest on szczery w tym co robi, a poza tym napawa mnie wręcz złością, jego słowa i styl są dla mnie obraźliwe. To jednak szczególny przypadek. Ale zdarzało mi się wycofywać z projektów, gdy muzyka mi nie odpowiadała. Wierzę, że zawsze uda mi się zachować zgodność z sumieniem, nie będę nagrywała popowych przebojów.

Czy nie pozwoliłoby to dotrzeć z przekazem do szerszego grona odbiorców?

Jasne, zawsze można sprzedać duszę diabłu, nagrywać hity, ale kiedyś trzeba za to zapłacić, nie chcę rozstrzygać jak, ale sprzeniewierzenie się samemu sobie zawsze się na tobie zemści. Mnie wystarcza to, że siedzę tu z wami, rozmawiamy, chcecie mnie wysłuchać. Gdy pomyślę o wszystkich miejscach, w których byłam, o ludziach, z którymi rozmawiałam, to jeżeli miałby to być już kres mojej kariery, to i tak byłabym zadowolona. Osiągnęłam o wiele więcej niż mogłam sobie zawsze wymarzyć.

Jaka muzyka cię inspiruje, czego słuchasz w domu?

W domu niczego, bo nie mamy żadnego sprzętu grającego, sama nie wiem dlaczego, jakoś tak wyszło. Słuchamy muzyki głównie w samochodzie, hmm, jakiej? Bardzo lubię Boba Marleya, jego olbrzymią energię, ona jest bardzo inspirująca. Ze starszych rzeczy cenię też Prince'a. Nie był to człowiek, który chciał zmienić świat, ale potrafił śpiewać o miłości, o uczuciach. Podobnie Grace Jones. Teraz już nie ma kogoś takiego, piosenki miłosne nie mają wdzięku, nie ma w nich uczuć i niedomówień, jest tylko fizyczność i spłycony seks. Pop w latach osiemdziesiątych był o niebo lepszy niż obecnie. Poza tym dostaję sporo płyt z K7, słuchamy sporo instrumentalnych, jazzowych nagrań.

Czy czerpiesz natchnienia z innych dziedzin sztuki, z filmu, teatru, malarstwa?

Och, absolutnie tak. Sztuka stanowi bardzo ważną część mojego życia. Interesuje mnie chyba każda jej dziedzina: sztuki plastyczne, performance, teatr, taniec. Staram się wszczepić szacunek dla sztuki moim dzieciom, co nie jest łatwe, ponieważ tylko w niektórych szkołach odbywają się zajęcia plastyczne i muzyczne. Z innymi rodzajami sztuki jest jeszcze gorzej. Ale udało nam się znaleźć dla nich szkoły, gdzie mogą w tym kierunku rozwijać swoją wrażliwość. Ze sztuką spotykam się na co dzień, od siedmiu lat pracuję w Art Center i nie zamieniłabym tej pracy na inną. Codziennie mogę obcować z czymś, co mnie pasjonuje, spotykać ludzi, których działalność i potencjał są bardzo inspirujące.

[Piotr Lewandowski]