polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Tim Hecker wywiad

Tim Hecker
wywiad

14 letnia obecność na scenie muzyki elektronicznej pozwoliła Kanadyjczykowi dotknąć różnych stopni ludzkiej wrażliwości. I co najbardziej interesujące, na przestrzeni czasu okazało się, że wszystkie te projekty wciąż żyją, co porównać można do wciąż pompowanego balonu emocji, który ani myśli pękać. I mimo że wydaje się, że jego muzyka ma za sobą lobbing ze strony możnych dla kultury alternatywnej magazynów, to w kategorii muzyki należy rozpatrywać to tylko na plus. Z autorem nieśmiertelnych albumów „Radio Amor” i „Harmony in Ultraviolet” spotkaliśmy się na festiwalu Unsound.


W 2008 roku wystąpiłeś w Toruniu na pierwszej edycji festiwalu form audiowizualnych ‘Plateaux’. Wydaję mi się, że nigdy nie zostało wyjaśnione co się tak naprawdę wtedy wydarzyło. Plotki głosiły, że byłeś całkowicie niezadowolony z miejsca, w którym przyszło Ci grać. Zaraz po występie bardzo szybko uciekłeś ze sceny. Pamiętasz ten koncert?


Wiesz, oprócz tego, że wspominam to jako dziwne i jednocześnie ekstremalne doświadczenie, to nie pamiętam zbyt dużo. A co do mojej domniemanej ucieczki ze sceny to zgadzam się, tak było. Ale nie miało to żadnego związku z koncertem ponieważ robię tak zawsze, stąd tego jestem akurat pewien (śmiech).

Za kilka dni wystąpisz w Polsce po raz drugi, tym razem na festiwalu Unsound. Pamiętam ostatnie dwie edycje tego wydarzenia i zawsze koncert w kościele „św. Katarzyny” cieszył się największą popularnością. Dwa lata temu solo zaprezentował się Ben Frost, a podczas poprzedniej edycji wystąpili Biosphere oraz Stars Of The Lid. Jednak na przestrzeni tych dwóch lat, to właśnie Twój występ w kościele był najbardziej przez publiczność pożądany. Jak radzisz sobie z popularnością?

Nie mam na to żadnego wpływu, więc jak to bywa w sytuacjach bez wyjścia, trzeba się po prostu temu podporządkować. Tak czy inaczej jest to bardzo miłe, ale i jednocześnie nieco denerwujące. Tym bardziej, że w Krakowie zaprezentuję specjalnie przygotowany na ten występ materiał, do stworzenia którego wykorzystam kościelne organy, jako akompaniament dla liderującej elektroniki. Oczywiście na ile próba potoczy się zgodnie z planem! Dlatego uważam, że wiele osób mimo wszystko może się na moim występie zawieść.

Z pewnego punktu widzenia, w tym roku Unsound zaczyna się od początku. Festiwal nie jest już zwykłym wydarzeniem prezentującym sztukę niezależną. Tegoroczna edycja ma temat przewodni, wokół którego skupi się muzyczny rdzeń festiwalu. 'Horror – przyjemność strachu i niepokoju". Co o tym myślisz?

Szczerze, to według mnie jest to strzał w dziesiątkę. Marzę o tym, żeby festiwale coraz częściej podejmowały temat poszukiwań, do czego bardzo często (jak w przypadku Unsoundu) doskonałym punktem wyjścia są przeszłe projekty: jak występ zespołu Goblin czy idea „Solaris” Bena Frosta. To znacznie ciekawsze niż współczesne festiwale, które są niemal identyczne.

W takim razie może masz pomysł na temat przewodni następnej edycji?

Temat prawdy ekstatycznej wydaje się bardzo ciekawy.

Oprócz Ciebie nie znam żadnego innego artysty, którego mógłbym zapytać o niemal każdy jego utwór. Zawsze wydaje mi się, że stoi za nimi jakaś ukryta historia, sens. Starasz się by Twoja muzyka była interpretowana indywidualnie czy raczej chcesz być wszechwiedzącym narratorem?

To ciekawe, gdy muzyka jest zarówno otwarta nie wiele różnych interpretacji oraz gdy w pewien sposób korzysta z rozmaitych kontekstów i ezoterycznych odniesień. Wydaje mi się, że narracja występuje zawsze (z punktu widzenia tekstualnych ram muzyki jak i samych trajektorii albumu) ale każdy odbiera muzykę inaczej, w związku z czym narracji może zupełnie nie dostrzec.

Rozmawiałem już z wieloma artystami i szczerze zdradzę Ci, że zapominając na chwilę o jakichkolwiek gatunkach i stylach, można podzielić ich na dwie grupy. Na tych, którzy są twórcami studyjnymi i tych, którzy zdecydowanie lepiej radzą sobie podczas występów na żywo. Do której grupy należysz?

Należę raczej do grupy rozwijającej dychotomię w tym temacie, ale tak jak mówisz, taki podział funkcjonuje. Z tym, że traktowałbym to bardziej łagodnie, jako główny czynnik obierając raczej preferencje – kto, kiedy i gdzie lepiej się czuje. Ale sądzę, że większość stara się działać w obu tych sferach na tym samym poziomie. Na przykład, moim głównym narzędziem jest komputer, ale równie dużym i ważnym wyzwaniem są dla mnie występy na żywo. Nie traktuję ich jako zło konieczne.

Opinie na temat noise’u są bardzo podzielone. Dla mojego ostatniego rozmówcy Tommy’ego Jansena (Elegi) „Kiedy noise nie jest wsparty przez inne formy jest po prostu wkurzający” Tumult, hałas - jaka jest tego prawdziwa wartość? To środek czy raczej cel?

Dla mnie to składnik, jeden z wielu niezbędnych do przygotowania posiłku. I to nie taki, który sam w sobie jest wyśmienity, ale zależny dopiero od tego jak zostanie przygotowany, a najlepiej, żeby wykonawcą był kucharz doświadczony. Uwielbiam dysonans i noise, ale nigdy dla samego faktu jego istnienia. A jeżeli jest ktoś, kto tak uważa to jest to dla mnie naprawdę szokujące.

Punktem wyjścia dla wielu Twoich kompozycji są inne gałęzie sztuki. Inspirujesz się między innymi pracami takich postaci jak Peter Doig czy Claude Debussy. Trudno nie ulec wrażeniu, że w ostatnim czasie muzyka bardzo często łączy się z innymi formami, jak malarstwo, rzeźba, a nawet pokazy mody (Alva Noto dla Calvina Kleina) Jednak gdyby odwrócić tą tendencje okaże się, że te inne formy, bez muzyki mogą się swobodnie obejść. Czy dla współczesnych artystów sama muzyka to już za mało? Trzeba iść dalej?

Wiesz, wydaje mi się, że na przestrzeni tworzenia, w tle, zawsze pojawia się muzyka. Wyobrażam sobie Doig’a słuchającego wczesnego Neila Younga, Glena Goulda czy albumów Johna Cage’a nagranych na pianino. Nie wiem dlaczego, ale muzyka ma coś, co powoduje, że delikatnie ale niemal automatycznie koronuje obraz.

Osobiście nie przywiązuje zbyt dużej wagi do wizualnego aspektu mojej muzyki. Jestem niejako zmuszony do ‘zobrazowania’ swoich albumów. Ale szczerze to nie wyobrażam sobie swoich występów ze skomplikowanymi wizualizacjami w tle. Jak wiesz, wolę występować w całkowitych ciemnościach.

To najlepszy obraz dla mojej muzyki.

[Marcin Gładysiewicz]