polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Touchy Mob wywiad

Touchy Mob
wywiad

Touchy Mob objawił się światu niecały roku temu, kiedy zebrał swoje nagrania i wydał na własnoręcznie wydanym albumie „Pets of Plenty” (pod szyldem sopockiego Gingerbread Records). Zaraz po tym muzyk odwiedził Polskę, gdzie zagrał serię koncertów. Od tej pory z naszym krajem jest związany niemal na stałe – często tu koncertuje, a w lutym wspomagał muzyków z zespołu Kyst podczas ich trasy koncertowej. Ukrywający się pod tym pseudonimem Ludwig Plath na wiosnę ponownie przyjedzie nad Wisłę i zagra kilka koncertów wspólnie z Helen Fry. Przed jego występami rozmawialiśmy o tym jak tworzy się w Berlinie i jak duży wpływ ma to miasto na muzykę, o łączeniu folku z elektroniką i tym czym tak naprawdę jest Touchy Mob. Efekty tej rozmowy możecie przeczytać poniżej.

Pierwsze co zwraca uwagę w muzyce, którą tworzysz to sposób w jaki łączysz dwa zupełnie odległe gatunki – ciepłe, akustyczne, folkowe brzmienie z minimalistyczną, chłodną elektroniką. Powiedz jak do tego doszło? Jak powstał projekt Touchy Mob?

Tworzę muzykę na komputerze już od kilku lat. Kiedy po ukończeniu szkoły, przeniosłem się do Berlina w 2007 roku, zacząłem chodzić do wielu różnych klubów, słuchałem przeróżnych zespołów. To wszystko miało na mnie ogromny wpływ. W tym czasie stworzyłem wiele utworów lub raczej muzycznych szkiców, bo wiele z nich nigdy nie zostało ukończonych.

Koncentrowałem się przede wszystkim na zapisywaniu pomysłów, więc w pewnym momencie zdecydowałem, że chciałbym stworzyć pełne utwory, coś zbliżonego do muzyki tanecznej. Ale nie można było tego zrobić siedząc ciągle przy komputerze i bawiąc się przeróżnymi samplami. W lutym 2009 roku postanowiłem spędzić tydzień z gitarą, mikrofonem i laptopem na Rügen, wyspie w północno-zachodnich Niemczech, gdzie mam mały domek. Postanowiłem stworzyć tam coś bardziej spójnego, piosenki, bardziej dopracowane nagrania.

Podstawą do tych utworów były partie elektroniki, które uzupełniłem o melodie grane na gitarze oraz o teksty. Nietrudno zauważyć że niektóre piosenki jak „Ivy on a Stone Wall” czy „Superhero Point of View”, nie łączą tych dwóch stylistyk, o których powiedziałeś. Są bardziej wymieszane, to taki elektroniczny pop. Te dwa odmienne wpływy uwypukliły się w momencie, kiedy przygotowywałem się do trasy koncertowej po Polsce w październiku minionego roku i zacząłem grać próby. W tym czasie brzmienie gitary i wokal stały się ważniejsze, wysunęły się trochę na pierwszy plan, a to znacząco zmieniło sposób nagrywania i brzmienie mojej muzyki.

Na swojej stronie internetowej podajesz kilka definicji słowa “touchy mob”. Czy wszystkie są Twojego autorstwa? Czym tak naprawdę jest dla Ciebie Touchy Mob?

Napisałem te wszystkie definicje, ponieważ ciężko było zakomunikować znaczenie tego słowa. To cała sieć fikcyjnych wydarzeń i pomysłów, jakie mam w głowie, bardziej obrazy niż słowa. Zostawiam to w takiej otwartej wersji. Wiesz, wszystko co robisz ma wiele znaczeń i jest otwarte na kolejne sposoby odczytania.

Wydaje mi się, że z dwóch stylistyk, o które Cię zapytałem, zdecydowanie bliżej Ci do muzyki folkowej niż do elektroniki. Mam rację? Jakimi twórcami się inspirujesz?

Mój projekt nie jest poświęcony, któremuś z tych gatunków w większym stopniu niż innemu. W jednym momencie może powstać gitarowa ballada, a w innym rave'ovy, taneczny kawałek. Nie traktuję tych podziałów tak bardzo serio, ale oczywistym dla mnie jest, że ogromne znaczenie na to co tworzę ma muzyka, której słucham.

Jeśli mówimy o folku, moim ulubionym zespołem jest Bowerbirds. Phil Moore ma fantastyczne podejście do tworzenia kompozycji na gitarze, każda ich piosenka jest dla mnie niesamowita. Lubię też bardziej konceptualnych twórców jak Phosphorescent, Castanets cz Woods. Moim idolem jest Kurt Vile, nigdy nie mam dość jego muzyki, również tej, którą stworzył z zespołem The War On Drugs. Jestem wielkim fanem “Album I” and “Album II” Loudon Wainwright III’s z lat 70. Rzadko kiedy słucham muzyki starszej niż dziesięć lat wstecz, ale to są wyjątki, perełki.

Przed Twoją trasą po Polsce w ubiegłym roku przygotowałeś sto kopii swojej debiutanckiej płyty “Pets of Plenty”. W jakim stopniu to kolekcja różnych piosenek Twojego autorstwa, a w jakim zaplanowany album? Według mnie brzmi bardzo spójnie.

To swego rodzaju epka z kompilacją moich utworów. Nie jestem zwolennikiem takich określeń jak “debiutancki album” czy “album” w ogóle. Obecnie nie ma jakiegokolwiek powodu, żeby wciąż pozostawać przy tej terminologii i dokładnie klasyfikować to co się stworzy jako pewną formę.

“Pets of Plenty” zawiera trochę nagrań, które zarejestrowałem zimą na przełomie 2008/2009 np. “Ferrytale” czy “Ivy on a Stone Wall” ale także te bardziej “wakacyjne” piosenki jak “Seven Hills” I “Of Leading Cheer. Ostatni utwór na płycie powstał podczas ambientowej sesji, jaką zrobiłem w moim pokoju jakiś czas przed trasą koncertową w Polsce. Wszystko opiera się na elektronicznych strukturach, do których dograłem głos i gitarę z odrobiną nagrań terenowych, które potem przetworzyłem cyfrowo. To miłe, że według ciebie całość brzmi spójnie.

W jednym z utworów na płycie, “Winter Garden II” słychać powtarzany głos “raison” w języku francuskim. Powiedz mi co to jest za głos, skąd się wziął i jak stworzyłeś tą piosenkę?

“Winter Garden II” to najstarszy utwór z wszystkich, które znalazły się na płycie. Kiedyś stworzyłem mały elektroniczny set, na który złożyła się cała seria takich utworów od części I do IV, można je było ściągnąć z mojej strony.

Pewnego dnia dziewczyna Julia Börchers napisała do mnie, że podczas słuchania “Winter Garden II” pisała esej po francusku i szukała związków frezeologicznych ze słowem “raison”.  Przy ich wymawianiu w połączeniu z muzyką wyszedł z tego przypadkowy remix. Bardzo mi się to spodobało więc połączyłem to, nagrywając słowa z translatora mowy. W zasadzie powinienem podziękować jej na płycie, to w końcu jej pomysł (śmiech).

Mieszkasz w Berlinie, kosmopolitycznym mieście, które ma wpływ na muzykę z całego świata. Opowiedz mi jakie miejsca związane z muzyką – sklepy, kluby – lubisz w tym mieście najbardziej.

Lubię przede wszystkim małe przestrzenie jak Madame Claude, Schokoladen czy mój ulubiony Antje Øklesund, w którym grają zarówno młode, początkujące zespoły jak i znane kapele, koncertujące po całej Europie. Jeśli chcę mieć audiowizualne poczucie bycia w Nowym Jorku, idę w okolice Festsaal Kreuzberg, mojego ulubionego miejsca na duże koncerty.

Nie kupuję wiele nagrań, ale jeśli już to robię to idę do Leila M lub Space Honda. Najciekawsze imprezy klubowe odbywają się zazwyczaj w Berghain, każde miejsce w którym jest grana muzyka taneczna, jest z nim porównywane. Oprócz tego lubię chodzić na jednorazowe imprezy, które odbywają się w specjalnych miejscach stworzonych na daną okazję.

W świadomości wielu osób Berlin istnieje jako stolica muzyki techno. Mnóstwo muzyków, takich jak Moritz von Osvald, Monolake czy Pantha du Prince, który ostatnio staje się coraz bardziej popularny, pochodzą właśnie stamtąd. Co o tym sądzisz? Na ile umieszczanie takiej chłodno brzmiącej, elektronicznej muzyki w Twoich kompozycjach jest dla Ciebie istotne?

Bardzo! Uwielbiam różnorodność muzyki tanecznej – ludzie umieszczają praktycznie wszystko w ośmiominutowe utwory oparte na brostym bassowym bicie. To mój ulubiony rytm, naprawdę! Dzięki Pantha du Prince i Extrawelt lepiej zapoznałem się z muzyką techno, to ich płyty sprawiły że bardzo otworzyłem się na ten gatunek, jeszcze przed tym nim przeprowadziłem się do Berlina.

Ale wydaje mi się że używasz określenia “chłodny” jakby to był synonim elektronicznej muzyki tanecznej, a z tym nie do końca mogę się zgodzić. Nie interesuje mnie “chłodna” muzyka. Taki album jak np. “This Bliss” brzmi dla mnie bardzo ciepło i romantycznie, niemal jak folkowe albo popowe płyty. Uwielbiam dramaturgię dobrego dj'owania i specyfikę tworzenia muzyki na berlińskich parkietach. Jeśli naprawdę się w nie wkręcisz, staje się to jeszcze bardziej intensywne niż piosenki z nurtu disco. I z całą pewnością może to być ciepło brzmiąca muzyka.

A jak przedstawia się według Ciebie scena muzyczna w Berlinie? Są tam jakieś zespoły, które szczególnie zwracają Twoją uwagę?

Jeśli mam być szczery, to nie jestem wyjątkowo świetnie obeznany w tym co dzieje się na berlińskiej scenie muzycznej. Wydaje mi się, że jest tam z milion zespołów, wśród których jest mnóstwo ciekawych kapel, ale dotarcie do nich zajmuje lata. Mogę wymienić kilka, które lubię – Sandy Bird, Golden Disko Ship, Well Done Jackson Pollock, The Diamond Family Archive – ale co z pozostałymi 999 996? Berlin to szalone miejsce! (śmiech).

W lutym tego roku koncertowałeś jako trio z zespołem Kyst po Europie. Jak wspominasz ten czas?

Było wspaniale! Jestem niezmiernie szczęśliwy że Tobiasz i Adam zaprosili mnie do wspólnego grania. Wcześniej nikt z nas nie koncertował tak długo, ale okazało się że bardzo dobrze wychodziło nam granie razem. Najfajniejsze było to, że wszystkim z nas wspólna gra sprawiała niesamowitą radość. Nigdy wcześniej nie czuliśmy się tak pewnie i dobrze podczas grania, ponieważ każdy występ był udany. Mieliśmy także doskonały odzew – byliśmy w niesamowitych miejscach i poznaliśmy fantastycznych ludzi.

Przed trasą koncertową pojechałem do Sopotu, gdzie podczas prób wymyślaliśmy jak można zmienić ich koncertowy materiał, żeby mogły go grać trzy osoby. To był bardzo kreatywny sposób pracy, a bardzo często mieliśmy zbliżone pomysły co do ostatecznego kształtu konkretnych kawałków. Na razie jeszcze trochę wspólnie pogramy – występowaliśmy razem supportując Mono w Polsce, planujemy też grać podczas trasy po Wielkiej Brytanii w maju.

Wiosną ponownie odwiedzisz nasz kraj. Czego możemy się spodziewać?

Planuję przygotować epkę, którą będę miał na koncerty, które zagram w Polsce. Podczas występów będę na pewno eksperymentować, zagram nowe rzeczy, ale też starsze utwory w nowych aranżacjach. Na pewno nie będzie nudno, nawet jeśli jeździłbyś za mną samochodem na wszystkie koncerty (śmiech).

Razem ze mną wystąpi Helen Fry i wspólnie będziemy grać nasze piosenki. Raz już wystąpiliśmy w takim składzie w Warszawie i wyszło bardzo fajnie. Do zobaczenia na trasie!

Wyczekuję Cię z niecierpliwością, do zobaczenia. Dzięki za rozmowę.

[Jakub Knera]