polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mount Eerie Phil Elverum - wywiad

Mount Eerie
Phil Elverum - wywiad

Mieszka z dala od zgiełku współczesnego świata, nagrywa płyty w studiu „Nowhere” i obdarzony jest wyjątkową wrażliwością, dzięki której rewelacyjnie oddaje stany emocjonalne poprzez muzykę. Phil Elverum, lider nieistniejącego już The Microphones i twórca Mount Eerie, z którym przed rokiem wydał świetną płytę „Wind’s Poem”, odpowiada na pytania PopUp przed swoim drugim koncertem w Polsce. Artysta odwiedzi nasz kraj w Krakowie razem z No Kids i Chain and the Gang w ramach wiosennej edycji Off Club. Tym razem zagra z rozbudowanym składem. Przed nami niezwykłe wydarzenie. Przed Wami wywiad.

W Gdańsku, skąd do Ciebie dzwonię, zima ciągle nie chce odpuścić. Śniegu po łydki, jest bardzo zimno i ponuro. Warunki wręcz idealne do słuchania "Wind's Poem". Czy możesz opisać pogodę, która Twoim zdaniem odzwierciedla ten album?

„Wind’s Poem” jest bardzo mocno związane z miejscem, w którym mieszkam, czyli Anacortes w stanie Washington. Pogoda panująca tutaj  bardzo mocno wpływa na klimat i atmosferę miejsca, ale tak naprawdę zimą nie ma dużo śniegu, jest raczej szaro, wilgotno i ponuro. Więc album ukazuje taką odmianę zimy charakterystyczną dla północno-zachodniego krańca Stanów.

Jak bardzo istotnym elementem krajobrazu w Anacortes jest wiatr?

Czasem jest bardzo wietrznie. Mieszkam na wyspie, ze wszystkich stron otocza mnie woda, więc w naturalny sposób znad morza wieją często silne wiatry. Specyficznie poruszają one drzewa, wydające dźwięk. To jeden z głównych tematów mojego albumu.

Kiedy rozmawialiśmy dwa lata temu planowałeś już "Wind's Poem". Zapowiadałeś go jako coś potężnego, mocnego, mrocznego. W jakim stopniu ten album był planowany a w jakim powstał w wyniku pewnej sytuacji, miejsca itp.? Czy już wtedy wiedziałeś jaki kształt przybierze ta płyta?

Nie, naprawdę nie. Zazwyczaj na początku mam mały pomysł na kształt płyty, którą chcę nagrać. Potem ten pomysł rozwija się i odkrywam poszczególne elementy, które składają się na całość. Nie miałem konkretnego powodu, żeby nagrać taki album, może z wyjątkiem tego, że chciałem stworzyć bardzo hałaśliwą płytę. Lubię takie brzmienie, ciężkie i mroczne, więc chciałem zrobić właśnie coś takiego.
Co prawda zapowiadałem ten krążek już dwa lata temu, ale nie nagrywałem go tak długo. Całość była rejestrowana przez około dziesięć-jedenaście miesięcy, ale długo trwały wszystkie inne elementy składające się na proces tworzenia albumu – mastering, miksy, oprawa graficzna, dystrybucja. Wydaje się więc, że pochłonęło to aż dwa lata, ale tak naprawdę treść „Wind’s Poem” powstała o wiele szybciej.

Nagrywałeś album w pojedynkę czy ktoś Ci pomagał?


Wszystko nagrywałem sam. Moment, instrumenty klawiszowe nagrał Nick Krgovic z No Kids, z którymi teraz koncertujemy.

W jakich warunkach powstawała płyta – wszystko rejestrowałeś w studiu? W pewnym momencie na albumie słychać potężny szum wiatru...

Hm, pomyślmy... Wydaje mi się, że na albumie nie ma prawdziwego dźwięku wydawanego przez wiatr. Wszystko co słychać było nagrane wyłącznie przeze mnie – to „fałszywy wiatr”, którego dźwięk tworzę wydając specyficzne odgłosy: gwiżdżąc, grając na cymbałkach, manipulując albo zniekształcając pewne dźwięki. Wszystko było nagrane w studiu.

We wkładce do „Wind’s Poem” widnieje informacja, że album był nagrywany w Nowhere. Co znaczy, że nagrywałeś go „nigdzie”?

Tak, faktycznie tak napisałem. To nazwa mojego studio (śmiech).

W albumach zawsze umieszczasz wkładki z tekstami, bardzo ładne od strony graficznej. Piszesz bardzo rozbudowane utwory pod względem lirycznym. Wiele partii Twoich tekstów trudno jest zrozumieć jedynie ze słuchu. Jak ważne jest dla Ciebie, by słuchacz dokładnie wiedział, o czym śpiewasz w każdym momencie?

Nie wiem, tak naprawdę nie jest to dla mnie szczególnie istotne, ale chcę być dostępny i zrozumiały dla osób, dla których ważne jest odebranie mojego przekazu. Ale nie jest to niezbędne w stu procentach, najważniejsza jest muzyka, która powinna oddziaływać na odbiorcę nawet jeśli nie potrafi on zrozumieć słów.

Śpiewasz "my heart is not at peace" co dla mnie wydaje się kluczem do tego albumu, pełnego niepokoju, tajemnicy i mroku. Sprawiasz wrażenie człowieka spokojnego, co potęguje Twój tryb życia w Anacortes, z dala od zgiełku wielkiego świata. Co w takim razie nurtuje Phila Elveruma i sprawia, że „nie ma w Tobie spokoju”?

Myślę, ze to piosenka o braku satysfakcji i zastanawianiu się – co robią ludzie na całym świecie – nad współczesnym światem, posiadaniem wątpliwości czy niepokoju. To chyba normalny objaw występujący u człowieka.
Wiesz, czuję się tak samo jak zwykle. Mroczna muzyka zawsze posiadała dla mnie swój rodzaj piękna. Nie jestem smutny, jestem wesołym kolesiem (śmiech), ale taki typ muzyki brzmi według mnie pięknie. Nie koncentruję się na żalu i smutku, bardziej na czymś ponurym, straszliwym. To zresztą znaczy słowo Eerie – coś dziwnego, niełatwego, oznaczającego pewien dysonans, dyskomfort. Co dla mnie wciąż jest piękne.
 
Mam wersję "Wind's Poem" wydaną w Europie, na której oprócz standardowych dwunastu utworów są jeszcze trzy, w tym "Wind’s Lyric". Myślałem, że to zarejestrowany dźwięk wiatru...

Ach tak, to faktycznie jest zarejestrowany dźwięk wiatru! Ale to jest dodatkowy utwór, dlatego o nim zapomniałem (śmiech).

Dlaczego te utwory nie znalazły się na płycie wydanej w Stanach i są umieszczone jako dodatek? Według mnie doskonale uzupełniają resztę albumu.

Nie chciałem by album trwał zbyt długo. Zależało mi, żeby umieścić na nim te utwory, które podobają mi się w stu procentach, odrzuciłem więc wszystkie te, które w tak wielkim stopniu nie przypadły mi do gustu (śmiech).
Zresztą umieszczanie dodatkowych kawałków jest normalne, zwłaszcza w Japonii. Właśnie tamtejsza wersja z bonusami była pierwowzorem, więc kiedy album ukazywał się w Europie również je dołączyłem.

Na „Wind’s Poem” znajduje się utwór „Something”. Kawałki pod tym samym tytułem znalazły się na „It Was Hot So We Stayed In The Water” i „The Glow, pt. 2”. Czy między nimi jest jakieś powiązanie czy to raczej przerywniki, albo efekt braku pomysłu na tytuł?

Zwykle są to instrumentalne utwory, tak naprawdę nie piosenki, ale dźwięki i hałasy istniejące pomiędzy nimi. Takie przerywniki, wydaje mi się że aby nadać piosence tytuł musi ona posiadać tekst (śmiech). Instrumentalny utwór musi działać sam z siebie.

Ale na „Something, ver.2” są słowa... To jedna z moich Twoich ulubionych piosenek.

Ta z „It Was Hot So We Stayed In The Water”? Faktycznie, zapomniałem o niej (śmiech). Nie wiem... No dobra, oryginalnie tytuł brzmiał tak, ponieważ znajdował się pomiędzy dwoma utworami jako coś ukrytego. Sugerował, że nie mogę go podać – również teraz – dlatego jako substytut wykorzystałem słowo „something”.

Kiedy poprzednio koncertowałeś po Europie, grałeś sam z gitarą akustyczną. Teraz będziesz koncertował z całym zespołem – co o tym zadecydowało: charakter Twojej płyty, możliwości grania w całym zespole czy jeszcze coś innego?


Tak, chcę grać koncerty podobne do tego, co słychać na „Wind’s Poem”. Bardzo lubię występować z innymi muzykami, to niezła zabawa grać głośno i robić dużo hałasu. Koncertując w pojedynkę ma się ograniczone możliwości, ale łatwiej jest podróżować, możesz jeździć pociągiem itd... Będę grał z dwójką muzyków z No Kids, do których dołączy jeszcze dwóch perkusistów z Anacortes.

Wyglądam zatem Twojego koncertu w Krakowie. Dzięki za rozmowę.

[Jakub Knera]

artykuły o Phil Elverum w popupmusic