polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Thermals  wywiad z Hutchem Harrisem

The Thermals
wywiad z Hutchem Harrisem

The Thermals konsekwentnie idą ścieżką prostych, energetycznych i melodyjnych kompozycji, bystrych tekstów oraz przyjemnego, z czasem coraz mniej punk, a coraz bardziej rockowego, popowego nawet, grania. Na najnowszym albumie Thermals odchodzą od tematyki politycznej, na rzecz kwestii uniwersalnych, podanych z werwą i energią. Na Off Festivalu spotkaliśmy się z wokalistą grupy Hutchem Harrisem.

„Now We Can See” nagraliście z nowym producentem. Nie tylko brzmi ona inaczej, ale jej tematyka też jest diametralna inny niż poprzedniej. Skąd taki zwrot?

Na „The Body, the Blood, the Machine” było tyle o polityce i religii, że chwilowo mieliśmy dosyć. Nie zaczęliśmy inaczej myśleć o świecie, ale po prostu nie chcieliśmy, by ludzie zaczęli nas postrzegać tylko i wyłącznie jako zespół zaangażowany politycznie. Byłoby to mocno ograniczające. Na nowej płycie jest więc dużo na temat śmierci, rozważanej z wielu punktów widzenia.

Czy skondensowanie tematów – poświęcenie jednej płyty polityce, a kolejnej kwestiom bardziej uniwersalnym – jest dla Was wygodniejsze, sprzyja procesowi twórczemu?


Na pewno. Wolimy wybrać temat, drążyć konkretne zagadnienia. W ten sposób można łatwo powiązać ze sobą poszczególne piosenki na płycie.

Wymowne, że Wasz poprzedni, polityczny album wyprodukował Brendan Canty z Fugazi, natomiast producentem nowej płyty jest John Congleton. Mam wrażenie, że jej brzmienie bardziej czyste, wyraźne.


Nie nazwałbym tej płyty czystą, ale naprawdę jest dobrze wyprodukowana. John ewidentnie myśli o sobie jako o producencie, podczas gdy Brendan jest bardziej oldschoolowy, jest raczej rejestratorem muzyki. Congleton faktycznie zajmuje się produkcją brzmienia. Myślę, że każda nasza kolejna płyta jest trochę klarowniejsza czy też lepsza od poprzedniej, to świadoma decyzja. John skontaktował się z nami na początku zeszłego roku, gdy pisaliśmy materiał. Bardzo podobała mu się „The Body, the Blood, the Machine”, więc naprawdę chciał zrobić z nami następną płytę. Zawsze pracujemy z ludźmi, którzy są szczerze zaangażowani i podekscytowani projektem. Chris Walla, który wyprodukował naszą drugą płytę, uwielbiał nasz zespół i bardzo chciał tej współpracy, Brendan tak samo. Podobał mi się ich entuzjazm dla The Thermals i chciałem nagrywać z nimi, więc praca z Johnem była naturalnym wyborem.

Czy pomogło Wam to w zrealizowaniu Waszej wizji?

Zdecydowanie John miał na nas wpływ. Przesłuchaliśmy chyba wszystkie płyty, które John zrobił. Można powiedzieć, że on ma własne, charakterystycznie brzmienie – naprawdę pojemne, rozległe, odkrywające przestrzeń dla muzyki.  Pomyśleliśmy, że takiego właśnie brzmienia chcemy dla tych piosenek, że powinno on być „duże” i śmiałe. Myślę, że Johna na pewno pomógł nam osiągnąć to co chcieliśmy, ale z drugiej strony zdecydowanie wniósł własne brzmienie.

Jak wiele energii poświęcacie na teksty? Moim zdaniem one rewelacyjnie współgrają z melodiami. Melodie są zwarte i teksty na swój sposób też są takie.


Poświęcamy bardzo dużo czasu na napisanie tekstów. W przypadku tej płyty gros muzyki mieliśmy gotowe od pewnego czasu i to właśnie teksty dojrzewały. To pracochłonny proces. Zdarza się, że piszemy cały zeszyt tekstów dla jednej piosenki, wyrzucamy je i piszemy nowe. Raczej nie wracamy i nie poprawiamy poszczególnych fraz, tylko wyrzucamy tekst i piszemy od nowa. Teksty, które słyszysz na tej płycie, to często trzecia lub czwarta wersja. Po prostu piszemy je, aż naprawdę są dobre.

Czy jest ktoś, kto inspiruje Cię w pisaniu tekstów? Wydaje mi się, że są one unikatowe na punk-rockowej scenie – są naprawdę gęste, intensywne.


Dzięki. Raczej nie mam tekściarskich idoli, ale jest wielu autorów, które lubię. Bardzo cenię teksty Billa Callahana, choć moim zdaniem moje teksty nie są do nich podobne. Podobnie w przypadku The Hold Steady.  Zawsze lubiłem teksty The Cure. Myślę, że wszystkie te teksty były dla mnie inspiracją, ale nie widzę w nich podobieństw z moimi. Nie mam jednego idola, ani źródła inspiracji.

Jak postrzegasz obecne nastroje w Ameryce? Gdy nagrywaliście „The Body, The Blood, The Machine” w środku drugiej kadencji Busha wszyscy mieli wrażenie, że gorzej już być nie może. Tamten album w pewien sposób to wyrażał.

Absolutnie.

Teraz, patrząc z europejskiej perspektywy, wszyscy są pełni entuzjazmu po zwycięstwie Obamy. Ale chyba nie jest już tak łatwo.

Nie jest. Ludzie cieszą się, że Obama został prezydentem, co jest zrozumiałe – miło mieć znowu bystrego prezydenta. Jednak równocześnie sytuacja gospodarcza jest naprawdę zła, podobnie jak w wielu innych miejscach. Trudno powiedzieć, wielu ludzi straciło pracę, nie ma pieniędzy. Obama został wybrany na fali oczekiwań. Ludzie myśleli, że rozwiąże on wiele problemów, a naprawa wielu z tych problemów wymaga sporo czasu. Nawet jeśli ludzie mówią, że gospodarka ma się już lepiej, to większość jeszcze tego nie odczuwa. Sam nie wiem, Obama jest spoko, ale jest po prostu politykiem, jak każdy inny, nie może naprawić wszystkiego, nie naprawi sytuacji ekonomicznej tak szybko. Naprawdę w USA czuć teraz, że nastał czas przejściowy, w którym wszystko jest jeszcze niestabilne. Ale myślę, że ludzie mimo wszystko czują się pozytywnie,  że sprawy posuwają się naprzód, że idą w kierunku czegoś lepszego, widoczny jest postęp w powracaniu do dobrego stanu rzeczy.

Widzisz, ludzie tracą pracę, a Wy zatrudniliście kolejnego perkusistę…

Tak, trudno jest zatrzymać przy sobie bębniarza.

Perkusiści zawsze byli zmiennym elementem w The Thermals. Kto gra z Wami teraz na bębnach?


Westin Glass, poznaliśmy go w Seattle poprzez naszych przyjaciół z The Big Sleep. Przesłuchiwaliśmy wielu perkusistów, a on pracował dobrze i bardzo szybko. Ma fajną osobowość, to bardzo ważne, by znaleźć kogoś, z kim chce się grać, ale także z kim chcesz spędzać czas, chociażby w trasie, czy przy pisaniu piosenek, na próbach i w studiu. Kiedy jesteś z kimś w zespole, spędzasz z nim cały swój czas. Szukaliśmy zarówno dobrego muzyka, ale też osoby, z którą będziemy chcieli przebywać.

Dlaczego opuściliście Sub Pop i przeszliście do Kill Rock Stars?

Dobrze było nam w  Sub Pop i ciągle się z nimi lubimy, ale po prostu chcieliśmy innego kontraktu. Przez rok byliśmy niezależni i w końcu sami sfinansowaliśmy nagrania. Chcieliśmy wytwórni, której też by się ta płyta podobała, a która nie wymagała umowy na więcej niż jeden album. Zależało nam na tym, żeby licencjonować wytwórni tylko ten album i nie podpisywać żadnych umów dotyczących kolejnych płyt. I taki układ mamy z Kill Rock Stars. Oni właśnie się przenieśli się do Portland i to był naprawdę właściwy czas na współpracę.

Następne pytanie jest raczej osobiste. Otwieraliście dwa ostatnie, pożegnalne koncerty Sleater-Kinney. Naprawdę uwielbiam ten zespół i wydziałem je tylko raz dokładnie na miesiąc przed tym, jak ogłosiły, że się rozstają. Jak wspominasz te dwa występy w Portland?

Były świetne. Na drugim koncercie wystąpił Eddie Vedder, co było niesamowite. Wiesz, byliśmy zespołem od zaledwie dwóch lat, może nawet krócej, gdy pojechaliśmy z nimi w trasę po wschodnim wybrzeżu Stanów. Było to dla nas olbrzymie przeżycie. Niewiele zespołów decyduje się zabrać na całą trasę tylko jeden suport, a one to zrobiły, więc już tamta trasa była wyjątkowe. Jednak zagranie dwóch ostatnich koncertów z nimi było po prostu niesamowite. Mieliśmy wrażenie, że na to nie zasłużyliśmy. Nie znaliśmy się aż tak długo. Ale zaprzyjaźniliśmy się z nimi, nadal jesteśmy przyjaciółmi, nadal się z nimi spotykamy. Było to coś wyjątkowego. Wiesz, z drugiej strony wszechobecne było wtedy uczucie pewnego rozczarowania, pustki – ciężko było uwierzyć, że to naprawdę koniec, bo one nadal się przyjaźnią, nie przestawały grać dlatego, że się pokłóciły czy coś tym stylu. Każdy chyba myślał „ok., może się zejdą za jakieś 5 lat”. Nie wiem, zobaczymy. Ciężko było nam wtedy odczuć,  że ten koncert to już prawdziwy koniec.

A teraz? Myślisz, że to możliwe, by znowu zagrały?

Sam nie wiem. Carrie przeniosła się do Nowego Jorku, Janet jest naprawdę zajęta, a Corin ma dzieci i chyba robi solowy projekt.

Tak, Janet gra w wielu zespołach. Widziałem ją w Bright Eyes, potem ze Stephenem Malkmusem.


Janet gra z nim dużo. Nagrywa też z Quasi następną płytę, która wyjdzie w Kill Rock Stars. Zobaczymy. Wszyscy mają przeczucie, że one ostatecznie znowu będą grały razem, może się nie zejdą, ale trudno uwierzyć, że to koniec.

Jakie są Wasze plany na kolejne działania The Thermals? Czytałem kiedyś, że macie materiał z okresu „The Blood, The Body, The Machine”, który nie został wykorzystany, bo odszedł perkusista i zaczęliście pisać od nowa. Czy planujecie jeszcze go wykorzystać?

Tak, jest wiele piosenek z tego okresu, niektóre są skończone, niektóre nie, więc może do nich wrócimy. Dobrze byłoby je skończyć, chociaż trudno jest wrócić do nich po latach. Zawsze chcieliśmy iść naprzód. Kathy i ja napisaliśmy już kilka piosenek z Westinem, więc spróbujemy je nagrać tej jesieni i może wydać nową płytę w przyszłym roku – latem lub jesienią 2010. Dajemy sobie na to mniej więcej rok. Raczej staramy się iść przed siebie niż wracać i pracować nad starymi sprawami. Myślę, że to dla ludzi bardziej interesujące, by słuchać nowych piosenek.

Chyba tak. Dzięki za rozmowę.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o The Thermals w popupmusic