polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
HEALTH wywiad z Jupiterem Keyesem

HEALTH
wywiad z Jupiterem Keyesem

Lepszego rozpoczęcia tegorocznego Off-Festivalu być nie mogło. Chociaż kwartet HEALTH wystąpił drugiego dnia imprezy już po kilku zespołach, to właśnie ich koncert robił największe wrażenie, a w skali festiwalu bez wątpienia należy do ścisłej czołówki najciekawszych występów. Tuż po nim udało nam się porozmawiać z jednym z członków tego kwartetu, Jupiterem Keyes’em. Zapytaliśmy o to jak muzycy przygotowują się do swoich energicznych koncertów, a także o proces powstawania płyt – pierwszej, którą nagrywali w salach klubu The Smell w Los Angeles oraz najnowszą „Get Color”, która ukazała się kilka tygodni po Off-Festivalu i którą gorąco polecamy.

Jesteśmy chwilę po waszym koncercie. Kiedy gracie na żywo sprawiacie wrażenie jakbyście brali udział w jakimś mistycznym rytuale, bardzo mocno angażujecie się w waszą muzykę zarówno psychicznie jak i fizycznie. Powiedz jak granie na żywo wygląda z waszej perspektywy...


Koncerty są dla nas ekstremalnym przeżyciem. Rozwijamy się jako zespół przede wszystkim poprzez występowanie na żywo. Na początku kiedy występowaliśmy, graliśmy dziesięciominutowe sety, pełne noise’u i energii od początku do końca. To było dla nas bardzo dobre i z czasem zaczęliśmy rozwijać nasze koncepcje, próbować nowych pomysłów, aranżacji, wykorzystywaliśmy instrumenty na różne sposoby. Kiedy prezentujesz się na scenie publiczności, która sprawia wrażenie jakby nie była zainteresowana muzyką, to jest to mocno frustrujące. Ale gdy wychodzisz na scenę i całkowicie fizycznie angażujesz się w muzykę w którą grasz, która wchłania cię bez reszty – wtedy tak naprawdę nie jest ważne co myślą inni. To swego rodzaju katharsis, które przenosi cię w inne miejsce, inną przestrzeń. Kiedy wychodzimy na scenę poświęcamy na granie całą naszą energię jaką mamy.

Waszego pierwszego albumu „Health” nie nagraliście w studiu, ale w słynnym klubie The Smell w Los Angeles. Opowiedz proszę dlaczego właśnie tam i jak przebiegała sesja...


To nie była sesja nagrana na żywo, nagrywaliśmy tam prawie dziewięć miesięcy. The Smell to miejsce, w którym praktycznie codziennie odbywa się jakiś koncert. Musieliśmy więc każdego dnia wcześnie rano wnosić i instalować nasz sprzęt muzyczny, a przed koncertami zabierać go z powrotem, żeby zespoły mogły wystąpić. To było niezwykle monotonne i męczące. Wybraliśmy to miejsce ponieważ to bardzo ogromny i długi budynek, a poza tym w klubie powstawał niesamowity pogłos poszczególnych instrumentów które graliśmy, zwłaszcza perkusji. Graliśmy tam wcześniej koncerty na żywo i jeden z naszych wczesnych występów został zarejestrowany. Posłuchaliśmy go i stwierdziliśmy, że brzmi to bardzo dobrze, a następną myślą było: nagrajmy tam album!

Ale to wcale nie było takie łatwe, to był bardzo żmudny proces. Samo miejsce, gdzie znajduje się The Smell, Downtown Los Angeles, jest dosyć niebezpieczną dzielnicą, która uległa gentryfikacji. Przeniosło się tam mnóstwo bogatych ludzi, wcześniej była to przestrzeń zamieszkana głównie przez ludzi biednych i bezdomnych. Odczuwaliśmy więc lekki dyskomort kiedy przyjeżdżaliśmy tam z naszym sprzętem, który jest dość drogi. Zjawialiśmy się tam każdego dnia o piątej rano, ponieważ wczesnym popołudniem w barze obok grali bardzo głośną muzyką. Więc nie była to wcale wesoła zabawa, ale wszystko się udało i jesteśmy zadowoleni z efektu.

Słyszałem już wasz nowy album, czym różnił się jego proces nagrywania od waszego debiutanckiego albumu?


Był nagrywany w dzielnicy Los Angeles, która nazywa się Lincoln Heights, także w dość opuszczonej przestrzeni. To było studio, ale nie takie tradycyjne, nie było w nim przesadnie dużo sprzętu. Postanowiliśmy tam nagrywać, ponieważ facet, który rejestrował nasz album studiował ze Steve’m Albinim. Doskonale brzmiała tam perkusja, a tego właśnie potrzebowaliśmy. Osoba, która nas nagrywała jest bardzo dobrym inżynierem i bardzo nam pomogła przy nagrywaniu płyty. Oczywiście jak zawsze pojawiło się kilka problemów, ale to norma podczas nagrywania albumów.

Wasz drugi album jakby ruszył z miejsca. Na pierwszym kompozycje miały noise’owe struktury, w których pełno było hałasu, a mało melodii. Tymczasem teraz wasze utwory są o wiele bardziej melodyczne, nabrały tempa...


Tak naprawdę nie potrafię dokładnie wytłumaczyć ci, jak doszło do takiej zmiany. Pragnęliśmy aby tempo naszych piosenek nadawało się na parkiety, tak żeby ludzie mogli tańczyć przy naszej muzyce. Ale tak naprawdę nie do końca się to udało, kiedy zaczęliśmy pisać nasz materiał.

Utwory na waszym albumie przeplatają się – na zmianę pojawiają się kawałki bardziej melodyczne i te bardziej eksperymentalne czy wręcz improwizowane – na „Get Color” pojawia się taki muzyczny dualizm... To wyszło przypadkowo czy intencjonalnie?

Oczywiście, wszystko co robimy jest dokładnie zaplanowane. Noise’owe fragmenty, które pojawiają się na płycie są szczegółowo zaplanowane. Nasz drugi album rzeczywiście jest bardziej melodyczny, tak planowaliśmy. Wydaje mi się, że teraz bardziej wykształcił się nasz styl - pierwszy album to raczej odkrywanie tego, jacy jesteśmy i co gramy, teraz dokładnie wiedzieliśmy co chcemy przekazać i jak pragniemy to zrobić. Mieliśmy bardzo dokładnie zaplanowane to, co znajdzie się na płycie.

A czy podczas koncertów zdarzają się momenty kiedy dajecie się ponieść chwili i odchodzicie od wyznaczonych szlaków kompozycyjnych. Pozwalacie sobie na momenty szalonej improwizacji?

Wiesz, zawsze planujemy to co gramy. Dzisiaj mieliśmy taki sam set jak na poprzednich koncertach. Podczas naszych występów raczej nie improwizujemy.

Pomiędzy waszym debiutanckim krążkiem i „Get Color” wydaliście płytę „Health/Disco”. Czy to prawda, że o ile pierwszy album miał być obrazem zespołu grającego na żywo muzykę rockową, a drugi bardziej taneczną wersją Health, przeznaczoną do tańczenia na parkiety?
 
Świetnie jest być zespołem, który gra na żywo, używa instrumentów, nie laptopów, ipodów czy sampli. Ale z drugiej strony nie ma przecież nic złego w takim podejściu do muzyki, tworzeniu muzyki elektronicznej przez dj’ów. Zaprosiliśmy do współpracy wielu utalentowanych artystów z kręgu muzyki elektronicznej i poprosiliśmy, żeby stworzyli remiksy naszych kompozycji. Byliśmy bardzo dumni z efektów jakie znalazły się na płycie. Zrobili z naszych piosenek zupełnie inne utwory i bardzo nam się to podobało.

Jeden z waszych kawałków zremiksował duet Crystal Castles. Wydaje się, że dzięki współpracy z nimi staliście się bardziej rozpoznawalni, opowiedz jak nawiązaliście z nimi kontakt...

Tak, z pewnością dzięki nim wypłynęliśmy na szersze wody. Kiedy ich odkryliśmy i poprosiliśmy o zremiksowanie byliśmy mniej znani niż obecnie. Po tym jak „Crimewave” stał się popularny wielu ludzi nie miało pojęcia o tym kim jest zespół Health, po jakimś czasie zaczęli nas kojarzyć właśnie dzięki Crystal Castles. Było przez to mnóstwo nieporozumień np. graliśmy koncerty a ludzie domagali się, żebyśmy zagrali „Crimewave”. A my już to graliśmy, tylko że ludzie oczekiwali wokali Alice Glass, która przecież z nami nie występowała (śmiech). Bardzo ich lubimy i przyjaźnimy się z nimi, są świetnymi muzykami...

Mają niesamowite koncerty...


Tak, robią bardzo dobrą robotę tworząc muzykę.

Wróćmy jednak do waszej muzyki i tego jak istotną rolę odgrywają w niej bębny i perkusja. To dosyć istotny element tego co tworzycie, ale od ostatnich kilku lat coraz więcej zespołów używa rozbudowanych zestawów perkusyjnych i wysuwa je na pierwszy plan...


To truizm, ale każdy zespół brzmi dobrze wtedy kiedy ma dobrego perkusistę. Ludzie często nie orientują się, że perkusja tworzy struktury dla muzyki i bez dobrego perkusisty zespół w wielu przypadkach nie będzie brzmiał silnie. Dla nas to jeden z najistotniejszych elementów muzyki. Kiedy zaczynaliśmy grać nie było z nami BJ’a (Benjamina Jareda Millera – przyp. red.), który teraz jest już pełnoprawnym członkiem zespołu. On jest naprawdę niesamowity i gra z potężnym wykopem. Kiedy pisaliśmy piosenki bez niego nasza muzyka brzmiała dość słabo i wiedzieliśmy, że musimy znaleźć świetnego perkusistę, to była nasza misja. Dzięki niemu mamy potężne i silne brzmienie. Bębny od zawsze były jednym z najistotniejszych elementów w muzyce zespołów rockowych. Bez silnego rytmu nie brzmi to tak dobrze.

Z drugiej strony nie możesz koncentrować się tylko na jednym elemencie – wszystkie są istotne.

W waszej muzyce bardzo ważny jest także wokal – jak istotną rolę odgrywa? Podczas koncertu wydaje się, że to kolejna warstwa dźwięku...

Kiedy zaczynaliśmy graliśmy na koncerty na modłę DIY w małych mieszkaniach czy piwnicach. Nagłośnienie w tych miejscach nie było najlepsze i Jake (Jacob Duzsik – przyp. red.) bardzo często po prostu nie słyszał tego co śpiewa. Nasza bardzo hałaśliwa muzyka przytłaczała je, więc podjęliśmy decyzję że trzeba wypchnąć wokal na pierwszy plan, żeby był lepiej słyszalny. Wokal powinien być bardzo krzykliwy, może nawet piskliwy i Jake zaczął tak brzmieć, niczym zombie, wybijając się na tle naszej muzyki. Wokale na pierwszym albumie współgrały z instrumentami, teraz są raczej bardziej melodyczne. W przyszłości chcemy, żeby wokal był jeszcze bardziej wyrazisty.

Ostatnie pytanie odbiega od waszej muzyki a skupia się na serii obrań, którą stworzyliście. Na festiwalowym stoisku jest sporo koszulek Health i wszyscy, którzy je widzą są nimi zachwyceni. Stworzyliście stronę internetową healthfashion.com, opowiedz więc jak ważny jest dla Health image zespołu?

Wiesz, dla każdego zespołu image jest bardzo ważny, tak jak każdy element tego co się tworzy. Ludzie znają twoją muzykę, teledyski, ale wiedzą także jak się ubierasz. Nawet jeśli jakiś zespół twierdzi, że nie ma określonego image to jest to i tak ich wizerunek, więc w zasadzie nie da się od tego uciec. Sztuka jest dla nas bardzo ważna – gramy koncerty, krzyczymy, ale tworzymy też własne ubrania. John (Famiglietti – przyp red.) zaczął projektować poszczególne wzory i w pewnym momencie zaczęło to ewoluować w coraz bardziej rozbudowany projekt. Health to nie tylko muzyka, chcemy łączyć wiele sztuk – wideo, ubrania, wszystko jest pełnym i spójnym konceptem.

(zdjęcia: renata raksha)

[Jakub Knera]

artykuły o HEALTH w popupmusic