polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Jesus Lizard wywiad z Duane'm Denisonem

The Jesus Lizard
wywiad z Duane'm Denisonem

Nawet w sezonie, w którym reaktywuje się chyba każdy gitarowy zespół z lat dziewięćdziesiątych, który jest fizycznie w stanie to zrobić, powrót The Jesus Lizard jest wydarzeniem wyjątkowym. Ich dzikie koncerty pokazały, że upływ lat nie w ogóle pozbawiły Davida Yowa i spółki ich anarchistycznej energii. Jak jednak powiedział nam gitarzysta Jesus Lizard Duane Denison, chyba nie będziemy już mieli okazji zobaczyć ich ponownie na scenie. Zapraszamy do lektury wywiadu przeprowadzonego przed wrześniowym koncertem w Berlinie.

Przed występem na festiwalu ATP w maju David Yow powiedział, że jesteście w lepszej formie niż 10 lat temu. Jakie jest Twoje zdanie po zagraniu tych kilkunastu koncertów w tym roku?

Wydaje mi się, że idzie nam całkiem dobrze, ludzie przychodzą na koncerty, nasze brzmienie jest ciągle dobre i dobrze idzie nam granie razem. W pewnym sensie jest nam teraz łatwiej niż 10 lat temu, jest to dla nas bardziej komfortowa sytuacja. Gdy grasz w aktywnym zespole, zawsze myślisz „mam nadzieję, że ten koncert pójdzie dobrze i że następnym razem będzie jeszcze więcej ludzi, żeby promotor nie musiał się martwić o promocję, etc.” Teraz w ogóle nie zaprzątamy sobie tym głowy, po prostu wychodzimy na scenę, gramy i martwimy się tylko i wyłącznie o to.

Więc po tej serii koncertów nie będziecie już grali dalej jako The Jesus Lizard?

Już nie, gdy skończymy trasę w Europie, zagramy jeszcze kilka koncertów w Stanach w tym roku i tyle. Wyszło to wszystko naprawdę fajnie, nasze płyty są wznawiane przez Touch & Go, w zremasterowanych wersjach z nowymi okładkami, zdjęciami, dodatkami, więc trasa dość dobrze się wpisuje w całość.

Czy to zbieg okoliczności, że płyty są wznawianie właśnie teraz i że właśnie teraz gracie trasę?

Nie do końca... Jakiś czas temu Mike Patton poprosił nas, żebyśmy zagrali na festiwalu ATP, którego był kuratorem. Mike zadzwonił do mnie, zapytałem resztę chłopaków, ale ze względu na inne zajęcia nie mogliśmy wtedy zagrać. Ale zaczęliśmy o tym myśleć, więc gdy pojawiła się możliwość koncertów w tym roku, byliśmy na to przygotowani. A potem się okazało, że Touch & Go chce wznowić nasze płyty, więc dość dobrze się to wszystko złożyło.

Czy zamierzacie także wznowić płyty wydane przez Capitol Records?

Nie, oni mają do nich prawa, więc raczej nie zostaną one wznowione. Jeśli oddaliby nam te taśmy, to może, ale... W sumie szkoda, bo pierwsza nasza płyta dla nich ciągle mi się podoba, ciągle gramy te kawałki, więc...

A nie lubisz ostatniej, Blue?

Niespecjalnie.

Też mi się na początku nie podobała, ale potem się w sumie do niej...

...przekonałeś, to dobrze...

Jest inna, ale to dobra płyta.

Luz, ja tam do niej za często nie wracam, dawno nie słyszałem tych piosenek.

OK. Więc czemu w ogóle The Jesus Lizard się rozpadł?

Mieliśmy za sobą już 10 lat wspólnego grania, nasz bębniarz Mac nie grał już wtedy z nami, co mocno wpłynęło na chemię w zespole. To jedna sprawa. Druga to fakt, że przez te 10 lat powoli nasze drogi rozchodziły się. Wydawało się, że nadszedł odpowiedni moment by rozstać się jeszcze jako przyjaciele.

Czy macie w planach nagrywanie razem nowej muzyki?

Nie mam pojęcia, nie wykluczam tego, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Nie chcę mówić „nigdy...” Na pewno nie zamierzamy grać więcej koncertów po tej trasie. Jeśli chodzi o nagrywanie, kto wie... Wiesz, jeśli ktoś zapukałby do moich drzwi z walizką, w której byłby milion dolarów i powiedziałby, że da mi tę walizkę, jeśli nagramy nową płytę, to w takiej sytuacji... Wy co byście zrobili?

Wziąłbym bardzo chętnie tę walizkę... Tylko nie wydaje mi się, że potrafiłbym nagrać jakąkolwiek płytę... Ale chciałbym żeby do Was ktoś tak zapukał.

Może powinniśmy poszukać inwestorów...

Grasz teraz w innych kapelach?

Legendary Shack Shakers z Nashville. Gram z nimi mniej więcej od roku, jadę w trasę z nimi jak tylko wrócimy do USA. Zresztą niedawno graliśmy siedem koncertów w Holandii, mamy nową płytę, która ukaże się na początku przyszłego roku. I to tyle chyba... Może kiedyś będzie nowa płyta Tomahawk, kto wie...

Jest też ta kapela z kolesiem z Ministry...

USSA? Gra tam ze mną Paul Barker, też mamy nową płytę, jest w trakcie miksowania... Czyli tak naprawdę to ciągle coś robię.

Czy zastanawiałeś się kiedyś co by się stało, gdyby Capitol nie zerwał z Wami kontraktu? Czytałem pogłoski, że, oprócz odejścia Maca McNeilly, to był drugi powód, dla którego zespół się rozpadł?

Tak naprawdę nasz kontrakt przewidywał, że po wydaniu dwóch płyt Capitol mógł zdecydować, czy chce wydawać następną. Bez względu na to, czy chcieli ją wydać czy nie, musieli nam zapłacić, ale jest ziarenko prawdy w tym, że mogło wpłynąć to na naszą decyzję o rozwiązaniu zespołu. Z drugiej strony – nagraliśmy potem jeszcze epkę dla Jetset Records, więc zespół ciągle funkcjonował... Po prostu wydawało nam się, że nadszedł czas żeby sobie odpuścić – byliśmy świeżo po ośmiotygodniowej trasie w Europie, co było bardzo męczące i wydawało nam się, że w wielu miejscach publiczność nie była już tak liczna jak wcześniej. Podobnie było w Stanach. Mogliśmy pociągnąć jeszcze przez kilka lat, mając nadzieję, że historia zatoczy koło, ale doszliśmy do wniosku, że szczyt popularności mamy już za sobą. Uznaliśmy, że lepiej odejść gdy ludzie ciągle jeszcze nas szanują. 

Czy po tych wszystkich latach traktujesz kontrakt z Capitol Records jako coś pozytywnego?

Oczywiście że tak, niczego nie żałujemy. Zrobiłbym to raz jeszcze, no co wy? Był taki moment w historii, kiedy duże wytwórnie nie miały zielonego pojęcia co się dzieje dookoła. Nirvana pojawiła się znikąd i stała się supergwiazdą, więc jeśli miałeś z nimi cokolwiek wspólnego, albo ludziom z dużych wytwórni wydawało się, że masz szansę zostać następną gwiazdą, to rozdawali milionowe kontrakty na prawo i lewo. Taka sytuacja nigdy więcej się już nie powtórzy. Nam się udało na to załapać. Niczego nie żałujemy.

A jak postrzegasz po 20 latach sam zespół? Czy Twoim zdaniem jest coś, co mogliście zrobić inaczej?

Nawet jeśli widzę takie rzeczy, to jeśli podjęlibyśmy inne decyzje, nie byłby to już ten sam zespół. Mam nadzieję że wiesz co mam na myśli. Pewnie, czasami słuchasz kapeli, która Ci się podoba i myślisz, że chciałbyś sam być bardziej jak ten zespół. Ale wtedy nie bylibyśmy do końca sobą. Słuchamy różnej muzyki, różne rzeczy nam się podobają – wszyscy pewnie lubimy, dajmy na to, Radiohead, ale to nie znaczy, że chcielibyśmy grać jak oni.

I całe szczęście... Lubiłem The Jesus Lizard akurat za to, że w pewnym sensie byliście przeciwieństwem tradycyjnych kapel rockowych. Czy był to świadomy wysiłek?

Jasne, chcieliśmy się jakoś wyróżniać i być w pewnym stopniu oryginalni. Wydaje mi się, że tak naprawdę nie musieliśmy się wcale zbyt mocno starać... Zespoły które nam się podobały, kapele które wszyscy lubiliśmy, czy to Led Zeppelin, czy też Birthday Party lub Black Flag – to były zajebiste kapele. Na swój sposób byli oni dla nas wzorcami. Nie chcieliśmy ich kopiować, podobała nam się ich energia i chcieliśmy żeby nasza muzyka także emanowała podobną energią. Podobało nam się, że... wiesz, że możesz być artystą, ale nie musisz być pretensjonalny. Możesz mieć dystans i poczucie humoru. Więc nie napinaliśmy się za bardzo, po prostu robiliśmy to co nam się podobało i jakoś samo się to złożyło do kupy. Wydaje mi się, że dopiero na płycie, hmm, jak się nazywa ta płyta z Dudley...

„Goat”.

Właśnie. Więc wydaje mi się, że dopiero tam osiągnęliśmy nasze własne brzmienie. Dopiero wtedy zaczęliśmy brzmieć oryginalnie. Moim zdaniem wcześniej (na płytach „Pure” i „Head / Pure” - od red.) każdy nasz utwór nosił piętno konkretnego zespołu, który nam się podobał, tych o których wspominałem... Kawałek po kawałku, tu np. słychać Public Image Limited, tam inną kapelę...

Na „Head / Pure” jest numer, który cholernie mi się podoba, Killer McHann...

Będziemy go dzisiaj grali.

W tamtych latach podobało mi się, że zespoły grające muzykę gitarową mocno różniły się od siebie, miały własne brzmienie. Weźmy kapele z Touch & Go, tak naprawdę ciężko je do siebie jednoznacznie porównać, np. Killdozer, Arcwelder, Girls Against Boys, Polvo... Teraz tego nie widzę, na pewno nie w takim stopniu, kapele stają się coraz bardziej do siebie podobne.

Cóż, nie śledzę już obecnie muzyki tak uważnie, nie chodzę na tyle koncertów co kiedyś, jestem starszy i już tak bardzo mnie nie interesuje co dzieciaki teraz grają. Raz na jakiś czas ktoś mi powie „powinieneś zobaczyć tę kapelę”, jak np. kilka lat temu ktoś polecił mi High On Fire, które mi się podobało, czy też Black Elk z Portland w stanie Oregon... Generalnie słucham raczej rzeczy, których nie nazwałbym muzyką rockową, nawet... Przepraszam, jakie w ogóle było pytanie?

Czy muzyka gitarowa była kiedyś bardziej zróżnicowana niż teraz?

Może... wydaje mi się, że teraz muzyka stała się tylko towarem, jeśli ktoś chce się buntować, to sprzedaje mu się służący do tego zestaw i muzyka jest tylko jednym z jego elementów. To tylko dodatek lifestylowy dla konkretnych grup społecznych. Jak ktoś lubi, dajmy na to, hip hop, to zrobimy wideo, w którym będzie to i to i tamto. Żeby było jasne, że będzie cool jeśli mu się ten klip spodoba. A jak wydaje ci się, że lubisz punk rock, to musisz tylko... Weźmy np. zespoły biorące udział w Warped Tour. Oni mają takie a takie włosy, noszą pewnego rodzaju spodnie itp. Od razu wiesz, że będziesz OK jeśli ich zaczniesz słuchać, to jest produkt dla ciebie, możesz to kupić.

Może zaczęło się to właśnie w momencie, gdy Nirvana stała się popularna?

Może trochę, ale nie było to tak bardzo rozkręcone, dopiero internet to rozkręcił do obecnych rozmiarów. Wcześniej była tylko telewizja i znajomi, a teraz ludzie się do tego stopnia zakochali w nowoczesnej technologii, że przeoczyli fakt, że ktoś musi przecież tworzyć zawartość, muzykę. A ci co ją tworzą, nie otrzymują za to wynagrodzenia, albo zarabiają o wiele mniej niż kiedyś. Więc tylko patrzeć jak zostaną same mega gwiazdy typu Miley Cyrus i maleńkie kapele Indie, które nie będą nic znaczyć. Mam nadzieję, że się mylę...

Ostatnie pytanie: czy masz jakieś wieści na temat problemów finansowych Touch & Go?

Oh, oni pewnie będą ciągle działać, tylko na mniejszą skalę, zatrudniać mniej ludzi, głównie będą pilnować, żeby stare płyty były ciągle dostępne. Będzie można ciągle kupić wszystko, co do tej pory wydali, nie będą zajmować się dystrybucją płyt innych wytwórni, jak było dotychczas... Tak jak mówiłem, właśnie wznawiają nasze płyty. Nie mam pojęcia kiedy i czy w ogóle będą wydawać nowe płyty, ale mam przeczucie że tak. Nie zdziwiłbym się, gdyby wydali nową płytę Shellac, to kapela która ma swoją publiczność i nie stracą na tym pieniędzy, więc zobaczymy. Nie jest z nimi chyba aż tak źle jak się wydaje, chyba że akurat tam pracowałeś i zwolnili cię po 10 latach pracy…

No tak. Dzięki!

[Paweł Sycz, Adam Bogusiak]

recenzje The Jesus Lizard, Tomahawk w popupmusic