polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Xiu Xiu wywiad z Jamie Stewartem

Xiu Xiu
wywiad z Jamie Stewartem

James Stewart, to obecnie jedna z najbardziej charyzmatycznych i ekscentrycznych postaci muzycznego undergroundu. Od blisko dekady dowodzi niezwykle wpływowym, ważnym i popularnym zespołem XIU XIU, którego utwory charakteryzują się depresyjnym i skrajnie emocjonalnym klimatem. W maju Stewart wystąpi na dwóch solowych koncertach w Poznaniu i Warszawie. Zapraszamy do lektury wywiadu z tym nietuzinkowym muzykiem.

Twoja muzyka jest naprawdę wyjątkowa i oryginalna, musisz to przyznać. Z czego to wynika - z totalnego eklektyzmu, jej głębokiej emocjonalności i dramatyzmu, połączenia subtelności i kruchości z szorstkością? Który z tych elementów odgrywa według Ciebie największą rolę?
O Boże, mówiąc „musisz to przyznać” postawiłeś mnie pod ścianą. [śmiech] Myślę, że nie do mnie należy rozstrzyganie, co jest najważniejszym elementem twórczości Xiu Xiu. Jeśli ktokolwiek odnajduje w niej coś ważnego dla siebie to, jak sądzę, jest to raczej wynikiem jego wizji, a nie mojej.

Twoja muzyka potrafi poruszyć. Na pierwszy rzut ucha wydaje się bardzo posępna, ale zawsze zastanawiałem się czy nie ma w niej pewnej dawki przewrotnej ironii?
Nie powiedziałbym, że jest w niej ironia, ale z pewnością czarny humor. Nie ironizuję na swój temat, nie wykorzystuję jej dla zaznaczenia dystansu. Nie ma w niej sugerowania, że nie mówimy na serio i że ta cała rozbuchana emocjonalność jest tak naprawdę gówniana. Jednakże jeśli spojrzy się na nią z boku, faktycznie może wydać się śmieszna. Okropne i przewrotne rzeczy czasem wywołują śmiech – pomimo poczucia bólu i świadomości tragedii.

Prawdopodobnie słyszałeś to pytanie wiele razy, ale zapewne nie wszyscy polscy fani o tym wiedzą. O ile wiem nazwę Xiu Xiu zaczerpnąłeś z tytułu chińskiego filmu. Dlaczego? Czego dotyczył film? Czy chodziło tylko o słowa, ich brzmienie, czy może o fabułę i atmosferę filmu?
Zabawne, to samo pytanie zadał mi niedawno dziennikarz w Nowym Jorku, gdzie graliśmy 1000 razy od 2002 roku, więc nie ma problemu. Cory Mcculloch, który razem ze mną założył Xiu Xiu, zobaczył ten film („Xiu Xiu the sent down girl”) mniej więcej w tym samym czasie co ja. Film pokazuje życie młodej kobiety, właśnie Xiu Xiu, podczas rewolucji kulturowej w Chinach. Zostaje ona zesłana do pracy na granicy, gdzie jej życie się rozpada. Wszystko co próbuje zrobić, żeby naprawić i polepszyć swoją sytuację, coraz bardziej ją pogrąża. Cory i ja, jakkolwiek nasza sytuacja była diametralnie inna, zdaliśmy sobie sprawę, że w tamtym czasie również nasze działania, zmierzające do poprawy naszego życia, przynosiły podobny efekt. Jej losy głęboko nas zainspirowały.

Na okładce pierwszej płyty Xiu Xiu znalazły się następujące słowa: „Kiedy zmarła moja mama, słuchałem Henry'ego Cowella, Joy Division, Detroit techno, the Smiths, Takemitsu, Sabbath, gamelanu, „Black Angels” i Cecila Taylora.” Skąd to osobiste wyznanie? Czy chciałeś wywrzeć tym jakieś szczególne wrażenie?
To zmarła matka Cory’ego. Użyliśmy tego hasła, żeby podkreślić jak wielkie znaczenie ma dla nas muzyka i skąd wzięło się Xiu Xiu – zespół, który prawdopodobnie mógł wtedy uratować Cory’ego. Niestety nie utrzymujemy dzisiaj kontaktu, więc nie wiem, czy Xiu Xiu naprawdę go uratował. Mnie, wraz z wspomnianymi artystami, ratuje nieustannie.

Twój ojciec był producentem muzycznym. Czy ten fakt wpłynął na Ciebie jako muzyka i na sam wybór profesji?
Powiedział mi dwie rzeczy, które stały sie podstawą mojej wizji muzyki. Są trochę niezręczne, ale wszystko mi jedno. Powiedział: „twórz muzykę by poruszać ludzi” i „jednej rzeczy mi żal – nie posunąłem się z muzyką o jeden krok za daleko. Ty musisz przekroczyć te granice”. Staram się żyć tymi ideami.

Skąd wziął się projekt XXL? Jak spiknęliście się z Larsen?
W 2003 supportowałem wraz z nimi Jarboe w Seattle. Polubili płytę Xiu Xiu - „A Promise”, a ja byłem i jestem fanem wytwórni, w której wydają - Young God - więc mieliśmy o czym gadać. Byliśmy w kontakcie i spotkaliśmy się podczas pierwszej trasy Xiu Xiu w Europie. Często, gdy ludzie mówią o chęci współpracy, ona nie wypala, ale w naszym wypadku czas był wtedy odpowiedni. Co więcej, oni mieli studio. Tak więc Carelee i ja pojechaliśmy do Włoch – w roku 2005 i 2006 – i nagraliśmy dwie płyty. Za każdym razem było to niesamowite doświadczenie. Ostatniej zimy miałem okazję grać trasę z Larsen. Było fantastycznie, oni są naprawdę wielcy.

Powiedziałeś kiedyś, że motorem Twojej twórczości jest desperacja i niepokój. Czy to się zmieniło? Sądzisz, że głęboka, poruszająca muzyka zrodzić może się także z poczucia szczęścia i komfortu – jakieś przykłady?
U mnie nic się w tej kwestii nie zmieniło. A jeśli chodzi o przykłady głębokiej, poruszającej muzyki traktującej o szczęściu – Deerhoof!

Pytam także dlatego, gdyż powiedziałeś że granie z XXL było niezłą zabawą i relaksującym doświadczeniem. Czy aż tak bardzo różni się to od pracy z Xiu Xiu? Czy ten projekt będzie kontynuowany?
Raczej się różni. Jak wspomniałem, Xiu Xiu opiera się na desperacji i niepokoju. Nie wyklucza to istnienia elementu zabawy, ale przede wszystkim daje mi poczucie spełnienia i pozwala mi pozostawać udręczonym członkiem ludzkiej rasy. Niestety, myślę, że XXL nie będzie kontynuowane z powodu ograniczeń czasowych. Mam jednak nadzieję, że pojawi się ponownie w bliżej nieokreślonej przyszłości. Trudno jest tej kapeli wyruszyć w trasę, dlatego ciężko też znaleźć wydawcę.

Dwa lata temu wydaliście album z remixami i kowerami Xiu Xiu. Byłem dość zaskoczony niektórymi utworami. Które najbardziej zaskoczyły Ciebie?
Generalnie, wszyscy autorzy zaskoczyli mnie swoją bezinteresownością i kreatywnością. Przyznam, że nie miałem specjalnie wygórowanych oczekiwań, byłem nawet trochę sceptyczny, ale jednak wszyscy artyści, zwłaszcza ci od kowerów, wiele z siebie dali. Weszli pod powierzchnię utworów i uczynili własnymi.

Czy Ty wybierałeś artystów uczestniczących w projekcie? Czy ciężko było ich zaangażować i czy ktokolwiek na kim Ci zależało odmówił?
Oczywiście było kilka osób, które odmówiły, ale nie zdradzę Ci kto, żebyś nie wiedział kto ma kiepskie zdanie o Xiu Xiu. [śmiech] Zresztą ci, którzy powiedzieli nie… Cóż, wbrew ich intencjom pomogą przetrwać Xiu Xiu, potęgując jeszcze ten niepokój, o który rozmawialiśmy wcześniej.

Sam masz w repertuarze trochę kowerów (Tracy Chapman, David Bowie, The Smiths, Joy Division). Czy za tymi wyborami kryją się konkretne historie, czy po prostu lubisz te utwory?
Myślę, że zrobiłem dotychczas w sumie z 15 kowerów – Throwing Muses, Pussy Cat Dolls, Nina Simone, Morrisey'a w klimacie minimal-electro, Devendra Banhart, Bauhaus, This Mortal Coil, The Carter Family i parę innych. Zawsze są to piosenki, które w taki czy inny sposób mają znaczenie dla zespołu. Zawsze kryje się za nimi mała opowieść, ale przede wszystkim je kochamy i one nas również.

A jak poznałeś się z Michaelem Gira? Czy zaangażowanie go do koweru „Under Pressure” było Twoja inicjatywą? Jaka była jego reakcja?
Cóż, Michael to bohater, inspiracja i człowiek, który wywarł na mnie wielki wpływ. Chciałem to zrobić już ze trzy lata wcześniej zanim go ostatecznie poprosiłem. Michael przyjaźnił się z Larsen i oni zachęcili mnie, by go spytać. Wiedziałem, że uwielbia Davida Bowie'ego, ja zaś kocham Freddie'go Mercurego i zarazem jego, wiec była to okazja, by powiązać trzech idoli w ramach jednego popowego utworu. Kiedy go poprosiłem powiedział, ze normalnie tego nie robi, ale do diaska z tym! Nigdy nie miałem na tyle odwagi, by zapytać go, co myśli o efekcie końcowym. Kilka miesięcy temu graliśmy razem solowe koncerty. Wchodziłem zaraz po nim i nikomu tego nie życzę. On jest zbyt dobry i po jego występie impreza się kończy.

W maju po raz pierwszy zagrasz solowe koncerty w Polsce. W ubiegłym roku graliście z Xiu Xiu w Krakowie w ramach festiwalu Unsound. Jakie są Twoje wrażenia po koncercie, jakie związane z Krakowem i generalnie z Polską?
Niestety, jak to bywa na trasach, nie zobaczyłem wiele Krakowa – zwiedzasz miejsce koncertu, stację benzynową i niewiele poza tym. Jednak poprzedniego lata odwiedziłem Kraków i wydał się mroczny i piękny.

A czy widziałeś set dubstepowy po Twoim koncercie? Co myślisz o całym tym dustepowym zamieszaniu?
Występ w Krakowie był ostatnim na trasie, więc byłem wykończony i gotowy do spania od razu po koncercie, więc nie widziałem dupstepowców. Chociaż zgarnialiśmy nasz sprzęt w trakcie jego części. Dla mnie dubstep jest jak każda inna muzyka - jeśli jest dobry i nowatorski – świetnie; jeśli wtórny i bez polotu – pieprzyć go.

Co skłoniło Cię do grania solowych koncertów? Jak bardzo różnią się one od występów z Xiu Xiu?
Nie grałem solo od 2003 r. i wielu ludzi pytało mnie w ciągu ostatnich lat, czy jeszcze kiedyś taki koncert zagram. Jest to także okazja, aby popracować nad wokalami i by wejść do studia wtedy, gdy uczucia zawarte w utworach nieco dojrzeją, kiedy trochę się z nimi pożyje. Nie pozostawia się nietkniętymi. Oba podejścia mają swoje wady i zalety. Jednak dzięki temu piosenka staje się bardziej intymna, uwypukla się jej liryzm. Więcej w niej z implozji niż eksplozji.

Jaka idea stoi za projektem fotograficznym, jaki jest jego cel? Słyszałem że planujecie zrobić zdjęcie każdej osobie która pojawi się na koncercie, to prawda?
Tak! To totalne wariactwo! Na pewno ma to miejsce w Stanach. Mam kolegę, który nazywa się David Horvitz, który to wymyślił i pomaga zrealizować. Nie jestem jednak pewien, czy zdoła to zrobić w Europie kiedy będę sam. Powinienem spróbować, co? Ludzie w Europie są o wiele bardziej interesujący wizualnie, a na pewno lepiej ubrani.

Jakie są Twoje plany po tej trasie? Masz zamiar wydać solową płytę?
Najpierw planuję skończyć następną płytę Xiu Xiu. Chcę kontynuować pracę w obszarze ambientu, minimalu i eksperymentu. Działam także z Freddym Ruppertem w nowej kapeli o nazwie Former Ghosts. Ukaże się również książka z tekstami z Xiu Xiu, więc muszę i nad tym posiedzieć. O Jezu, do tego jeszcze praca nad wideoklipami i filmami do następnej płyty. Zapowiada się pracowite lato!

Na to wygląda. Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na koncertach w Polsce.

[Łukasz Iwasiński]