polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
FUCK BUTTONS Street Horrsing

FUCK BUTTONS
Street Horrsing

Pierwsze, co uderza na debiutanckim krążku Fuck Buttons, to przytłaczająca wręcz szorstkość i chropowatość muzyki, którą tworzy ten duet. Jej odbieraniu towarzyszy przysłowiowe jeżenie się włosa na głowie, które potęguje wzmocniony, hałaśliwy ton, czasem drażniący ucho aż za mocno. Za przykład niech posłuży "Okay, Let's Talk About Magic", który przez 5 minut zapętlony przytłaczająco wierci w głowie, w pewnym momencie kreując hipnotyzującą fazę, wciągającą w ten transowy hałas. Fuck Buttons konstruują nakładające się na siebie warstwy noise, generując potężne drony, narastające w kolejnych kompozycjach. Prawie w każdym z sześciu utworów na "Street Horrsing" można doszukać się takich hałaśliwych wstawek, od których muzycy praktycznie nie pozwalają odpocząć.

Jednak duet z Worcester nie tworzy hałasu dla hałasu - na debiutanckim albumie zapętlone drony przybierają melodyczne i bardziej rytmiczne formy. Najlepiej poświadczy o tym "Bright Tomorrow" - podszyty bitami zapętlony noise, o nawet dość tanecznej melodii, która na końcu zostaje dopełniona wrzaskiem Benjamina Powera, będącym tutaj po prostu kolejnym dźwiękowym elementem. Jednak w ten wszechogarniający hałas muzycy wplatają mnóstwo - brzmiących znacznie przyjemniej dla ucha - melodyjek, generowanych przy użyciu zabawek i dziecięcych instrumentów. Nadają one muzyce Fuck Buttons bardziej ludzkiego pierwiastka, czasem wysuwając się na pierwszy plan jak w otwierającym płytę "Sweet Love for Planet Earth".

Fuck Buttons w dość świeży sposób kreują hałaśliwe drony, oryginalnie przekształcając je w melodyczne, a czasem dość psychodeliczne kompozycje. Jest w nich pewna hipnoza, która wciąga w tą atakującą ze wszystkich stron, ścianę dźwięku. Ale przede wszystkim kawałki na ''Street Horrsing" urzekają swoją pomysłowością i niecodziennymi rozwiązaniami, co stawia tą płytę w czołówce najciekawszych wydawnictw w tym roku.

[Jakub Knera]