polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
THE CINEMATIC ORCHESTRA Live At The Royal Albert Hall

THE CINEMATIC ORCHESTRA
Live At The Royal Albert Hall

Ninja Tune od pewnego czasu zmaga się z wyczerpaniem formuły, dzięki której zdobyła rozgłos, co jest częstą dolą sprofilowanych wytwórni. Warp wyszedł ze takiego kryzysu z klasą, porzucając cybernetyczne brzmienia na rzecz eklektyzmu i żywego grania, lecz w przypadku Ninja Tune droga jest do tej pory znacznie bardziej kamienista. Nowy, koncertowy album Cinematic Orchestra skupia jak w soczewce główny problem tego procesu, czyli banał powstający podczas metafory didżejów w instrumentalistów. Ubiegłoroczna płyta "Ma Fleur" ujawniła niedociągnięcia kompozycyjne zwrotu grupy w stronę akustycznego song-writing'u i osadziła ją na mieliźnie pomiędzy dawną nibyjazzową stylistyką, a nowo podjętymi wątkami. "Live At The Royal Albert Hall" ma być, przy wsparciu ponad 20-osobowej orkiestry i kilku wokalistów, triumfalnym powrotem CO do jazzowej (?) wrażliwości, melancholijnego klimatu i wielkiej chwały.

Niestety, tej muzyce znacznie bliżej do kompromitacji niż wniebowstąpienia. Miałem okazję zobaczyć dwa koncerty Cinematic Orchestra i choć warszawski występ w 2006 roku uratowała charyzma wokalisty Patricka Watsona, to jednak gdy go zabrakło, jaskrawo widoczne stawało się, jak po omacku gra ten zespół. Koncertowe wykonania redukują niektórych muzyków, zwłaszcza sekcję rytmiczną, do roli odgrywających pętle automatów, natomiast jazzowo-improwizacyjne próby pozostałych są wręcz boleśnie trywialne. Sztampa "improwizacji" i banał harmonii sprawiają, że dla odbiorcy odrobinę choć z jazzem otrzaskanego, ba, doceniającego po prostu sceniczną swobodę, ten album jest po prostu nieprzyswajalny. Co gorsza, poszukując na nim "zadymionego" klimatu, romantycznego czillałtowego nastroju bądź po prostu zgrabnych, nastrojowych kompozycji, jakie znamy ze studyjnych dokonań Cinematic, również się rozczarujemy. Nad fałszami, kiczowatym patosem i przerostem formy nad treścią po prostu nie można przejść do porządku dziennego.

[Piotr Lewandowski]