polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Boris wywiad z  Atsuo Mizuno

Boris
wywiad z Atsuo Mizuno

Wywiad z muzykiem Boris Atsuo Mizuno to doskonały przykład na problem komunikowania się w globalnej wiosce. Pytania po angielsku tłumaczyła na japoński menadżerka zespołu. Odpowiedzi Atsuo z japońskiego na angielski tłumaczył Japończyk, znajomy redakcji PopUpa. Tłumaczenie z angielskiego na polski to z powrotem działka Bartka, który przeprowadzał wywiad. Między innymi o tym, że brak możliwości porozumienia się często zamiast hamulcem może być motorem rozwoju opowiada charyzmatyczny perkusista Boris, których koncert we Wrocławiu już 9ego maja.

Skąd Twoim zdaniem kwaśne/psychodeliczne brzmienia czerpią obecnie swoją powtórną siłę?

W ostatnim czasie dużo muzyki z przeszłości odświeżono i wydano na nowo. Stała się łatwo i ogólnie dostępna. Poza tym wydaje mi się, że większość ludzi ma poczucie beznadziejności, jeśli chodzi o przyszłość. Dlatego wszyscy szukają poczucia bezpieczeństwa w przeszłości. W znacznym stopniu unikasz odpowiedzialności idealizując przeszłość. Zrobienie kroku w kierunku przyszłości jest dużo bardziej ryzykowne, ale wydaje mi się, że miałoby też dużo większe znaczenie.

Taka muzyka była popularna lata temu i nagle okazuje się, że jest ona atrakcyjna dla ludzi, którzy szukają bardziej współczesnego komentarza i interpretacji rzeczywistości. Wydaje Ci się, że faktycznie przeżywa rozkwit czy to tylko kwestia chwilowej mody?

Myślę, że istota psychodelicznego ruchu lat 60-tych i łatwości z jaką rozlał się on po całym świecie, kryje się w dzikości i nieokiełznaniu, jakie niosły ze sobą tamte czasy. To kulturalny fenomen dotykający znacznie szerszego aspektu niż tylko muzyka. Tymczasem dziś wiele różnych wartości i gustów współistnieje, a rzeczywistość rozgrywa się na ekranie komputera, nie wymagając od swoich uczestników faktycznego w niej udziału. Być może ludzie tęsknią za tamtymi czasami.

Boris nie ma potrzeby tworzenia "muzyki" w takim sensie. Nie interesujemy się muzyką wcale. To, co robi Boris, może pozwolić uruchomić doświadczenie bez konieczności ograniczania muzyki gatunkami. Ale nie robimy tego z premedytacją, świadomie czy w ramach pewnego konceptu. W takim właśnie sensie inspiruje nas na przykład Sunn O))), którego muzyka to czyste doświadczenie.

Jak się ma kwestia spontaniczności, gdy wchodzicie do studia? Niekoniecznie wszystko, co znajduje się ostatecznie na Waszych płytach wynika z głębokiego przemyślenia, poza tym wolicie nagrywanie na setkę od dogrywek. Czy to wynika to z założeń, które przyjmujecie przed nagraniem czy z ogólnego stosunku do procesu tworzenia?

Jeśli chodzi o "Smile", było i tak, i tak. Stworzyliśmy utwór z zarejestrowanego wcześniej materiału, który powstawał spontanicznie, czyli z improwizacji. Jednak jakakolwiek praca nad nim sprawiała, że stawał się mniej naturalny i spontaniczny. W chwili, gdy łączymy ze sobą riffy jak w układance, również tak się dzieje. Wybór między chaosem i porządkiem staje się w końcu nudny. Naszą rolą jest sprawić, żeby chaos i porządek koegzystowały w jednym utworze. Dopiero coś takiego staje się ekscytujące.

Dyskografia Boris jest imponująca. Można odnieść wrażenie, że motorem napędowym zespołu jest nieustanny strumień świadomości i potrzeba komunikowania się. Czy nie zgrzyta to za bardzo z ewentualnymi ograniczeniami?

Ograniczeń nie ma. Wytwórnia nie narzuca nam konkretnych terminów. Ponieważ nagrywamy sami, wydaje mi się, że mamy dużo niższe koszty niż inne zespoły. Z tego powodu nie jesteśmy również ograniczeni czasem przewidzianym na nagranie.

Wydaje nam się, że nieustanny strumień świadomości przenika każdego. Problem polega na tym, że ludzie z góry zakładają, że wprawione w regularne ramy życie jest nudne. Tymczasem, jeśli przyjrzysz się dokładnie rzeczywistości, której na co dzień stawiasz czoła, zobaczysz jak wiele rzeczy może ekscytować, zmuszając umysł do pracy. Nie czuję, żebyśmy robili coś ponad to.

Przy okazji, wydaje mi się, że istota komunikowania się leży w braku możliwości zrozumienia. Zrozumienie drugiej osoby nie jest komunikowaniem się. Wydaje mi się, że warto je kontynuować właśnie w takim stanie zawieszenia, z nieodartymi z niedopowiedzeń wrażeniami. W naszym zespole komunikowanie się za pomocą słów nie jest aż tak ważne, a w procesie tworzenia o wiele ważniejsze jest zwrócenie uwagi na dźwięk i efekt, jaki można nim osiągnąć.

Ponieważ to wywiad dla magazynu internetowego, a Wasze albumu są często wydawane w limitowanym nakładzie, co według Ciebie sprawiłoby, że ludzie zdaliby sobie sprawę, że ściąganie płyt z sieci nie jest cool?

Nakład naszych płyt jest ograniczony, bo realizacja niektórych pomysłów jest bardzo droga i często niemożliwa do zrealizowania w masowych ilościach. Ale wciąż chcemy robić to, na co mamy ochotę. Jeśli zabraknie nam silnej woli, by trzymać się tego założenia, ludzie, którzy kupują nasze płyty, będą mieli prawo czuć się zawiedzeni. Wszystko, co możemy zrobić, to szczerze pracować. Krok po kroku. Tak robiliśmy do tej pory i to się nie zmieni.

Na tej trasie koncertujecie z Growing, a niestety nie doszły do skutku pojedyncze koncerty z Shellac. Czujesz jakieś pokrewieństwo między Boris a (byłymi) artystami z Kranky?

Z Growing koncertowaliśmy już wcześniej w Stanach i osobiście uważam, że jest wiele rzeczy, które nas zbliża. Nigdy im tego nie powiedziałem, ale sam fakt, że działamy w tej samej przestrzeni ma dla mnie dużo większe znaczenie niż porozumienie za pomocą słów. Są miłymi facetami i oczywiście bardzo lubię ich brzmienie.

A czy postawa Steve'a Albiniego jest dla Ciebie w jakiś sposób atrakcyjna?

Rapeman był zespołem, który bardzo lubiłem, mimo jego okropnej nazwy. Wiem, że zaczerpnęli ją z japońskiej mangi. Mam jednak wrażenie, że sposób, w który on nagrywa jest dokładnym przeciwieństwem naszego.

Twoje słynne skoki w publiczność to bardziej kanalizowanie prawdziwych emocji czy rezultat świadomości, że ludzie oczekują od Was odrobiny spektakularności?

Chciałbyś, żebym odpowiedział: "Nie, nie, oczywiście, że wszystkie emocje są udawane i że to wszystko tylko przedstawienie? Czy wolisz: "Podczas koncertu cały się podniecam i to się po prostu dzieje"? Dla mnie obie odpowiedzi są prawdziwe i fałszywe jednocześnie. Ale zawsze chcę cieszyć się koncertem razem z publicznością i to uczucie jest prawdziwe.

[tłumaczenie z japońskiego: toyotaka ota, www.wroclawweekly.pl, wywiad w wersji angielskiej można znaleźć tutaj]

[Bartek Gil]