polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
AMIINA Kurr

AMIINA
Kurr

Dla wiernych słuchaczy islandzkiego Sigur Rós, Amiina (niegdyś pisana jako Amina) nie jest tworem nieznanym. Dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słynnymi nawiasami czy też płytą "Takk" (czyż istnieją jeszcze tacy?) lub nie wykazali pewnej dozy dociekliwości, należy się kilka słów wyjaśnienia. Otóż Amiina to kwartet smyczkowy, który zabłysnął, współpracując z nieco bardziej znanymi kolegami. Cztery dziewczyny są autorkami aranżacji smyczków na ostatnich płytach Sigur Rós, wspomagają również zespół w trasach koncertowych, mając niemały wkład w tworzenie unikatowego brzmienia grupy. Pozwoliło im to na rozwijanie ich własnej twórczości, która daleko wykracza poza działalność zwykłego kwartetu smyczkowego. Ich pierwsze propozycje mogliśmy usłyszeć na wydanej trzy lata temu epce "AnimaminA", natomiast w tym roku pojawił się ich długogrający debiut.

"Kurr" kontynuuje ukazane wtedy pomysły, jeszcze głębiej zanurzając się w świat idiofonów - instrumentów perkusyjnych takich jak ksylofony, wibrafony czy wypełnione wodą szklane naczynia, które tworzą zarówno rytmiczną podstawę, jak i zapewniają kojące, delikatne melodie. Te właśnie dźwięki, różniące się wysokością i barwą, odsłaniane w przeróżnych kombinacjach, układają się w niespieszny i melancholijny ciąg wypełniający całą płytę. Ich uzupełnieniem, a zarazem głównym źródłem niezliczonych melodii są przeciągłe plamy tworzone przez akordeon, piłę czy wreszcie same smyczki. W kilku utworach pojawia się także ciepły i nieco dziecięcy śpiew członkiń kwartetu, który jeszcze wyraźniej podkreśla, że pomimo wspomnianych związków Amiiny z Sigur Rós, ich autorska twórczość ma dużo więcej wspólnego z radosno-nostalgicznym stylem innego islandzkiego zespołu Múm. W porównaniu z debiutancką epką, najnowszej płycie brakuje jednak pewnej tajemniczej aury, która tak skutecznie potrafiła oczarować i wciągnąć w świat drobnych, nostalgicznych opowieści. Nie sposób jej odmówić uroku, a delikatne plumkania, którymi jest wypełniona, jak nic innego potrafią ukoić i zrelaksować. Jednak twórczość Amiiny tym razem nie jest w stanie wyjść poza rolę nieinwazyjnej muzyki tła, której bardzo przyjemnie się słucha, lecz równie łatwo o niej zapomina.

[Aleksander Kobyłka]

recenzje Amina, Screaming Masterpiece w popupmusic