polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DJ Shadow w nowej bajce

DJ Shadow
w nowej bajce

To była bez wątpienia najbardziej wyczekiwana premiera tego roku - w końcu DJ Shadow zbyt często producenkich albumów nie wydaje. Od ostatniego studyjnego "The Private Press" minęły cztery lata - w międzyczasie dostaliśmy jeszcze tylko, nawiasem mówiąc doskonałe, multimedialne wydawnictwo "In Tune And On Time", a potem - w tak zwanym międzyczasie - Shadow pojawiał się tu i tam (między innymi w ramach Keepintime), miksował (zespół Keane chociażby) i oczywiście produkował (dla Cage`a, Lyrics Borna czy DJ-a Fresha). Po drodze pojawiały się kolejne zwiastuny i niewielkie detale informujące o jego najnowszym krążku. Coś tam mówiono o nowym stylu, raperach, ale mało kto tak naprawdę podejrzewał, że Josh Davis wypuści coś zupełnie innego niż to, do czego wszystkich nas przyzwyczaił.

Okazało się jednak to prawdą a on sam dobrze przewidywał mówiąc, iż swoją najnowszą płytą odstraszy niemałą liczbę swoich dotychczasowych miłośników. Z drugiej strony, twórca "Endtroducing" znajdzie sobie i nowych amatorów - tych bardziej osłuchanych w hitach z list przebojów czy kompozycjach wymagających zdecydowanie mniejszego zaangażowania. Jego nowe dzieło "The Outsider", poza kilkoma fragmentami w dużej mierze nawiązującymi do dotychczasowej twórczości, obfity jest w zupełnie innego Shadowa - komercyjnego i imprezowego, który przypadnie do gustu amerykańskim małolatom i sprawdzi się nie tylko jako dodatek do samochodowych wycieczek, ale i całonocnej balangi. To jest Shadow, który zaskakuje - przede wszystkim mając na uwadze wszystko to, co do tej pory udało mu się poczynić na muzycznym polu. Od zawsze kojarzył się on z artystą, który nie schodził poniżej poziomu wyznaczonego przez siebie samego na swojej debiutanckiej płycie i który produkował muzykę z archiwalnych odpadków, ale w bezkonkurencyjnym stylu. Co się więc stało? Dlaczego po tylu istotnych epizodach w swojej dyskografii, postanowił nagle nagrywać kawałki z Keak Da Sneak i to na własną producencką płytę? No właśnie.

Jaka nie byłaby odpowiedź na to pytanie, nie można zupełnie przekreślać najnowszego wydawnictwa Shadowa, który przecież tak naprawdę zrobił wszystko z pełną odpowiedzialnością i zapewne z nie mniejszym zdecydowaniem niż "The Private Press". Zresztą tym, którzy już od samego początku kwitowali jego nowe patenty jako kompletne nieporozumienie, zadedykował otwierający cały album numer "This Time (I'm Gonna Try It My Way)", wyraźnie chcąc zaakcentować, że nie robi niczego "pod publiczkę", że to jest jego płyta, jego wizja muzyki i robi to po swojemu. No, kto jak kto ale Shadow może nawet obnosić się z takim gadaniem - to on przecież dorobił się, a raczej wysamplował sobie, tytuł geniusza instrumentalnego hip hopu. Problem tylko polega na tym, że tego geniuszu na "The Outsider" znajdziemy niewiele. Płyta przede wszystkim jest nierówna - co jest konsekwencją zbyt uporczywego pragnienia wrzucenia do jednego worka wszystkich interesujących go nurtów i stylistyk. O ile wspomniany wcześniej - otwierający krążek "This Time" - pasowałby tak do "Endtroducing", jak i do "The Private Press", o tyle każde kolejne kompozycje sprawiają wrażenie pochodzących z zupełnie innych bajek. Nad numerami, w których momentami nawet przeciętnymi umiejętnościami wokalnymi próbują czarować raperzy, nie ma zbytnio sensu się rozwodzić. One po prostu są. Mogą drażnić mniej czy bardziej, ale wpadają w ucho i jak dla mnie - takie rzeczy mogą spokojnie puszczać w rozgłośniach radiowych. Więcej zamieszania Shadow wprowadza w drugiej odsłonie płyty - gdzie ewidentnie do głosu dochodzą jego wspomnienia ze wspólnych działań z Jamesem Lavellem w projekcie Unkle czy kolaboracji z Blues Explosion Jona Spencera.

Tym samym dostajemy dwie kompletnie nie pasujące do siebie bajki, które też nawiasem mówiąc dobrze już znamy - to wszystko już przewijało się przez twórczość Shadowa, w tym nie ma niczego odkrywczego. Ale to nie jest główny zarzut pod jego adresem. Płyta jako taka broni się nieźle - pomimo nawet, że żadnych innowacji na niej nie uświadczysz, zrobiona jest porządnie i byle komu taka sztuka na pewno by się nie udała. Shadow może i poszedł na łatwiznę nagrywając melodyjne piosenki, ale każda z nich - nawet z przygłupim bitem - cechuje się dźwiękowym dopracowaniem. Kto wie jednak czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby darowanie sobie wydania albumu tak mocno różnorodnego i chaotycznego, a zamiast niego wypuszczenie dwóch mniejszych wydawnictw, na których z jednej strony dostalibyśmy Shadowa w oparach raperskiej komercji, z drugiej zaś w onirycznej estetyce. Byłyby one swego rodzaju nowym rozdziałem w twórczości didżeja, dodatkowymi epizodami, nie przekreślającymi zupełnie jego instrumentalnego geniuszu. A tak dzisiaj, "The Outsider" przy nawet "The Private Press" brzmi jak jakaś kompilacja. Oczywiście, Shadow nie będzie nagrywał całe życie tych samych historii, które opowiedział na "Entroducing" i nie można tego od niego oczekiwać. Jeśli jednak ma już w planie swój następny album, wolałbym, by tak jak w przypadku przede wszystkim debiutu umiał opowiadać nowe bajki równie wciągająco i bez zbędnych wypełniaczy, jak zdarzyło mu się to tym razem.

[Tomek Doksa]

artykuły o Keep In Time w popupmusic