polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Muzykoterapia Muzykoterapia

Muzykoterapia
Muzykoterapia

Jeżeli jakaś muzyka ma leczyć, a jakieś brzmienia mają inspirować, to właśnie takimi przepełniona jest debiutancka płyta młodego tria Muzykoterapia, na czele którego stoi Iza Kowalewska, znana również jako dyplomowana muzykoterapeutka, znająca się zresztą na rzeczy. Ów album nagrany przez nią właśnie, Dominika Trębskiego oraz Wojtka Traczyka jak się okazuje może działać nie tylko relaksująco, ale również kojąco - dla zmysłów i ciała. Nie ma w tym żadnej sztuczności, ani też odrobiny jakiegokolwiek naciągania, a określenie "młode trio" odnosi się wyłącznie do ich wieku, bowiem razem brzmią oni jak rasowi jazzowi wyjadacze. Udała im się oto sztuka niebywała - nagrali jazz stylowy, dojrzały i z wysokiej półki, wyjęty niemalże z zakurzonej knajpki z lat 50. ubiegłego wieku, a przy tym doprawili go sporą szczyptą współczesności, nadając całości specyficznego posmaku nowych brzmień, przez co ich płyta w zupełnej całości fascynuje, intryguje oraz wciąga bez reszty. Słuchając improwizacyjnych pejzaży Traczyka i Trębskiego zatapiam się w jazzowej otchłani, ogromnie bogatej w dźwiękową przestrzeń - raz melancholijną, innym zaś wyśmienicie porywającą. Muzykoterapia nie zamyka, ani nawet nie próbuje, zamykać się w jakichkolwiek ramach - ich jazz puszcza oko do nowej elektroniki, przeobraża się a to w kubańską rytmikę, a to w dźwiękowy orientalizm, a nad wszystkim unosi się dopracowanie i wyczuwalna nuta eksperymentalizmu. Wokal Izy Kowalewskiej pośród tych struktur brzmi bardzo gustownie i frapująco, będąc przepełnionym melodyjnym tradycjonalizmem oraz elegancją. Ujmujące teksty, pisane przez Grzegorza Grzęcha i Wojtka Traczyka, Iza wyśpiewuje bardzo ciepło, wzbogacając je charakterystyczną nutą kobiecości, nie pozostawiając ich beznamiętnymi, ale przesiąkniętymi intensywną barwą. Próby szufladkowania, nawiązywania do Tworzywa Sztucznego niepotrzebnie tylko starają się zdefiniować wielowarstwowe propozycje Muzykoterapii, a tak naprawdę jedynym rzeczywistym wspólnym mianownikiem z projektem Fisza i Emade jest wyłącznie wytwórnia Asfalt, z której wszyscy wyrastają (kto wie czy nie więcej wspólnego ma z "terapeutycznym triem" Envee, który nie tylko materiał Muzykoterapii miksował, ale również stworzył muzykę do kompozycji "Minutes").

Jazz Muzykoterapii pozostaje bowiem oryginalny i nie mają najmniejszego sensu starania spojenia ich patentów z nagraniami braci Waglewskich. Prawdą pozostaje jednak, że ta, jak ją zapowiadano, prawdziwie nie-hiphopowa płyta w Asfalt Records pasuje jak ulał do katalogu warszawskiego labela. Jest ambitna, bogata w nowatorskie brzmienia i tak jak Ostry czy Emade wyznaczająca zupełnie nowe kierunki - tyle że jazzowej estetyki. Płytą Muzykoterapii Asfalt Records w oczach już kompletnie wszystkich stać się powinien bezdyskusyjnie najciekawszym ośrodkiem hiphopowo-jazzowej fuzji, będąc wraz ze swymi wydawnictwami głównym towarem eksportowym naszej muzyki. Przy debiucie Muzykoterapii bowiem, nawet "cięty" jazz Skalpela wydawany przez Ninja Tune mnie osobiście w tej roli przekonuje zdecydowanie mniej. W każdym razie, na polu żywego grania Muzykoterapia okazuje się bezkonkurencyjna.

[Tomek Doksa]