polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Procussions wywiad przed koncertem w Warszawie

The Procussions
wywiad przed koncertem w Warszawie

Koniec ubiegłego roku przyniósł fanom hip-hopu smakowity kąsek w postaci koncertu The Procussions. Porównywana z The Pharcyde, czy A Tribe Called Quest grupa zagrała bardzo dynamiczną imprezę, jedną z najlepszych na całej trasie - jak stwierdzili muzycy na swojej stronie internetowej. W maju ukazać ma się nowa płyta grupy zatytułowana "5 Sparrows for 2 Cents", wydana w reaktywującej się Rawkus Records. Czy pozwoli ona legendarnej wytwórni odzyskać pozycję, jaką miała ona w drugiej połowie poprzedniej dekady dzięki płytom Mos Defa czy Taliba Kweli? Okaże się niebawem, a już teraz zapraszamy do wywiadu z Procussions.

Koncert w Warszawie jest ostatnim na waszej dwutygodniowej trasie po Europie, a niebawem ma się pojawić wasza nowa płyta. Czy usłyszymy dziś głównie nowy materiał?

[Stro] Na tej konkretnie trasie gramy zarówno nowe jak i starsze kawałki, ponieważ album jeszcze się nie ukazał i nie chcemy zaskakiwać ludzi materiałem, którego w ogóle nie znają. Poprzednio graliśmy w Europie około rok temu i doszliśmy do wniosku, że nastał właściwy czas by przypomnieć się słuchaczom w Europie, zasygnalizować, że na początku nowego roku pojawi się nasz nowy album.

Dość prędko wróciliście do Europy, czy lubicie tutaj występować, jak szeroko znana jest wasza muzyka? Czy koncerty te różnią się od amerykańskich?

[Jay] Gdy się nad tym zastanowię, widzę pewną analogię - Stany są tak duże, że każdy stan, każde miasto i każdy wieczór jest nieco inny. Odbiór naszej muzyki w Europie był do tej pory naprawdę świetny, udawało nam się zawsze skłonić ludzi to zabawy, do tańca, do wrzasku. Jasne, że czasami chwilę zajmuje zanim publiczność się rozrusza, ale zazwyczaj już po kilku kawałkach, gdy ludzie zorientują się jak gramy, jesteśmy w stanie ich porwać. Szczególnym miejscem jest Japonia, mam wrażenie, że publiczność tam jest strasznie spragniona hip-hopu, nie obcuje z nim za często a bariera językowa przyczynia się do tego, że Japończycy są naprawdę otwarci. W Wielkiej Brytanii i niektórych europejskich krajach hip-hop jest powszechny, większość słuchaczy zna angielski, hip-hop spotyka się na każdym kroku, natomiast Japonia to taka mała, głodna społeczność.

Wspomniałeś o barierze językowej. Czy natykacie się na nią także w Europie, czy nie ogranicza ona odbioru treści waszej muzyki?

[Stro] Czasami. Podjęliśmy jednak poważną próbę, tzn. przede wszystkim Res i Jay, nauczenia się nieco języków europejskich. Jak zostało już wspomniane, gramy w Europie po raz drugi i naprawdę chcemy nawiązać kontakt ze słuchaczami. W przypadku wielu osób wystarcza jednak sama muzyka, wibracja jasna dla wszystkich, ale naprawdę chcemy móc komunikować się z odbiorcami naszej muzyki. Wydaje mi się, że jednym z głównych tematów naszej pierwszej płyty "As Iron Sharpens Iron" jest właśnie komunikacja, zdolność do dialogu z innymi ludźmi, zrozumienia ich, ale równocześnie pragnienie, by oni zrozumieli nas. Więc nawet jeżeli publiczność nie rozumie dosłownie każdego wersu, potrafi się odnieść do całości, widząc nas scenie, myśląc sobie: "ok., szaleni kolesie, robią dużo zamieszania na scenie, wchodzę w to".

[Res] A z drugiej strony niezwykle ważne jest, jak traktujesz publiczność - gdy ludzie widzą, że jesteśmy uśmiechnięci, że bawimy się na scenie, bez problemu odnajdują przekaz nawet nie rozumiejąc wszystkich słów. Chodzi przede wszystkim o wytworzenie wibracji, nastroju.

[Jay] Nawet osoby angielskojęzyczne, także w Ameryce, czasem mogą mieć kłopoty ze zrozumieniem tekstów podczas koncertów, kiedy słowa padają szybko, a w klubie panuje hałas. Sam koncert tworzy już pewną barierą językową, jest głośno, my się bawimy, ludzie krzyczą, dym w powietrzu, są chwile lepsze i gorsze, dlatego nigdy nie usłyszysz słów krystalicznie czysto. Będąc na koncercie po raz pierwszy, być może nawet w Stanach ludzie zastanawiają się nad znaczeniem tekstów. W każdym razie, najważniejsza jest aura występu na żywo.

W Europie występujecie z perkusją, czy zdarza wam się grać też z innymi żywymi instrumentami? Na waszej debiutanckiej płycie, a zwłaszcza na epce "Up All Night" słychać wyraźnie żywe brzmienia.

[Stro] Eksperymentowaliśmy już w przeszłości z szerszym instrumentarium a z pewnością w ciągu najbliższego roku odbędą się takie koncerty. Bębny są nieodłącznym elementem naszych występów właściwie od początku istnienia zespołu, z tym instrumentem jesteśmy najlepiej zaznajomieni i zaprzyjaźnieni. Staramy się rozwijać muzycznie, Res gra na klawiszach, Jay jest didżejem i chcielibyśmy włączyć to także w koncerty, uczynić je bardziej potężnymi. Więc na pewno nastąpi to w najbliższej przyszłości, gdy poczujemy się do tego przygotowani - nie chcielibyśmy zanudzać ludzi, sprawiać wrażenia na siłę udających instrumentalistów, dlatego jeszcze chwilę musi to poczekać, ale wierzę, że to już niedługo.

Więc następnym razem na trasie z The Roots także będziecie grali na żywo.

[Stro] Tak, dokładnie tak to sobie wyobrażam.

Na ostatniej epce "Up All Night" zaskoczyliście fanów zapisem jazzowej sesji zagranej właśnie na perkusję i klawisze. Czy wyznacza ona kierunek, którym podążacie na nowej płycie "5 Sparrows for 2 Cents"?

[Stro] Wydaje mi się, a jest to także zgodne z opiniami kilku osób, które już słyszały album, że jest on bardziej dojrzały, progresywny, jest naturalną konsekwencją rozwoju naszej muzyki. "As Iron Sharpens Iron" zbierała utwory napisane w przeciągu dwóch, czy nawet czterech lat, kilkukrotnie nagrane dość długo przed ukazaniem się płyty. Tym razem powstawała ona od podstaw, tak by stworzyć mocną płytę, a nie jedynie zbiór mocnych kawałków. Album stworzony został za pomocą tych samych środków i narzędzi, lecz ponieważ w przeciągu ostatniego roku czy dwóch poznaliśmy się nawzajem dużo lepiej w kontekście naszych gustów muzycznych, ja jako producent mogłem z większą łatwością wpasować się w to, co chcieliby zrobić Res i Jay, włączając estetykę mi bliską. Generalnie rzecz biorąc, nowa płyta jest w przenośni jakby kolejną, lepszą i rozbudowaną wersją tego samego programu, ale dotyka głębiej tematów, które są według nas istotne. Jasne, że nadal zdarzają się kawałki o nawijaniu do mikrofonu, ale naprawdę jestem zdania, że więcej udało nam się powiedzieć na tematy dla nas istotne, na które mamy własne zdanie.

[Res] Nowa płyta jest także bardziej agresywna, dynamiczna, uderza słuchacza w twarz. Ale jest też bardziej profesjonalna, dopracowana - potrafimy lepiej rymować, a produkcja, która zawsze była ważna, teraz jest lepsza. To mocne uderzenie.

Świetnie, zatem oczekujemy niecierpliwie. Odnośnie tekstów, jaką przyjęliście perspektywę - są one bardziej osobiste, abstrakcyjne czy może polityczne?

[Jay] Moim zdaniem, każde zagadnienie ma swoje źródło w ludzkim sercu, więc rozmawiając o polityce mówimy o skutkach czyichś decyzji, poglądów. Wydaje mi się, że staramy się przejść nad polityką i dotrzeć do osobistych motywów. Za każdym razem gdy podejmujesz kwestie społeczne docierasz do takich motywów i właśnie na postępowaniu jednostek skupiamy się w naszych tekstach. Poruszają nas tematy chyba niezbyt popularne, od wszelkich nadużyć - seksualnych, czy wymierzonych w dzieci -, po narkotyki, bezdomność czy prostytucję. Wiesz, gdy wydaliśmy pierwszy album byliśmy trójką dzieciaków z Colorado, nigdy nie byliśmy w trasie i choć mieliśmy koncepcję muzyki, w tekstach brakowało nam doświadczenia. Później na koncertach spotykaliśmy ludzi mówiących, że ten kawałek ich poruszył, inny jest inspirujący - wtedy zacząłem sobie zdawać sprawę, jaka odpowiedzialność na nas ciąży. Poza tym, nie chcemy zaprzeczać sami sobie ani stylem życia, ani muzyką, więc na pierwszej płycie wyraziliśmy siebie takimi jak wtedy byliśmy, ale od tego czasu się zmieniliśmy. Chyba dojrzeliśmy, zrozumieliśmy z czym wiąże się rola artysty, poczuliśmy tę odpowiedzialność. Wydaje mi się, że każdy w takiej sytuacji ją sobie uświadamia, konieczne jest przyjrzenie się samemu sobie i zastanowienie, co chce się przekazać tym wszystkim ludziom stojąc przed nimi na scenie. Trzeba uświadomić sobie, że dany jest nam czas, który powinniśmy odpowiedzialnie wykorzystać. Zdecydowaliśmy, że chcemy go przeznaczyć na coś naprawdę ważnego i osobistego, co może dotrzeć do słuchaczy dzięki muzyce, wspólnym tematom, ale być może także poruszy ich głębiej. Sami chcemy być takim ludźmi, zaglądającymi pod powierzchnię. Poznajemy się coraz lepiej, już pięć czy sześć lat minęło od czasu gdy spróbowaliśmy określić się jako zespół i jako ludzie, a nowa płyta jest na dzień dzisiejszy najlepszą tego definicją.

Jak dalece jesteście przygotowani wchodząc do studio, czy zostaje miejsce na improwizacje, finalizowanie pomysłów na gorąco?

[Stro] W studio staramy się być przygotowani tak porządnie, jak to możliwe, teksty, muzyka, aranżacje powstają zazwyczaj wcześniej, pojawić się mogą jedynie drobne detale. A komponując jesteśmy otwarci na wszelkie inspiracje, myślę, że jest to wyznacznikiem naszej muzyki.

[Res] W przypadku pierwszej płyty praktycznie wszystkie kawałki powstały nieco wcześniej i wystarczyło nadać jej tytuł, natomiast nowy album jest pewną kompletną ideą, nie tylko tekstowo, ale zbudowany jest na pewnym pomyśle na brzmienie. Powstawał dość długo, bo około roku, a nagrania skończyliśmy tuż przed przyjazdem do Europy. Jesteśmy nimi bardzo podekscytowani i nie możemy się doczekać, jakie zamieszanie wywoła "5 Sparrows for 2 Cents".

Wspomniałeś, że praca w studio zajęła wam około roku, czy macie dużo odrzutów z sesji? Jakie jest wasze zdanie na temat metody pracy, dość często spotykanej w środowisku hip-hopowym, polegającej na nagrywaniu dużej liczby bitów i całych kawałków a następnie selekcjonowaniu z nich kilkunastu na płytę?

[Jay] Wydawało mi się swego czasu, że jesteśmy tego typu zespołem, miałem kiedyś okazję doświadczyć nagrywania płyty złożonej z dwunastu kawałków wybranych z sześćdziesięciu, ale Procussions to jednak co innego. Gdy zabieram się za utwór, naprawdę muszę go poczuć i wtedy prawdopodobnie znajdzie się on na płycie, chyba każdy z nas tak ma. Na wczesnym etapie pracy próbujemy różnych pomysłów, nie do wszystkich one trafiają, ale tylko jeżeli w pewnym momencie coś zaskoczy, każdy złapie o co chodzi, wciągnie się w utwór, tylko wtedy może się on skończyć piosenką. Jak już wspomniałem, ponieważ na nowej płycie staraliśmy się otworzyć, nagrywać z pasją i impulsywnie, więc najważniejsze było jak czuliśmy się z danym bitem, czy udaje się do niego pisać teksty i tyle. Wybór z wielu nagranych kawałków jest dla mnie taki korporacyjny - ile chcemy takich, a ile takich brzmień i tekstów. Muzyka pełna pasji i odzwierciedlająca osobowość autora nie powstaje według mnie w ten sposób.

"As Iron Sharpens Iron" wydaliście w Basementalism Records, czyli waszej własnej wytwórni, mając stuprocentową niezależność. "5 Sparrows for 2 Cents" ukaże się w Rawkus Records. Będzie to jedna z pierwszych płyt wydanych po reaktywacji tej wytwórni, którą wiele osób uznawało już za martwą. Jak doszło do nawiązania współpracy z Rawkus?

[Res] Rzeczywiście wydając się samemu mieliśmy maksymalną swobodę. Moim zdaniem, najbardziej w Rawkus podobało nam się, że naprawdę zaintrygował ich nasz album, odzew był w stylu "joł, to jest to!" Więc już to jest ekscytujące, a poza tym, wiesz, Rawkus to Rawkus, prawie każdy zna tę nazwę. Skoro Rawkus chce powrócić, chce wrócić z czymś mocnym, więc skoro my idziemy na sam początek, to jest to dla nas po prostu komplement i wielka okazja.

Za nami kolejny rok, jakie płyty wydane w 2005 roku najbardziej przypadły wam do gustu?

[Jay] Dangerdoom. Poza tym, choć nie jestem fanem Slum Village, ich nowa płyta bardzo mi się podoba.

[Res] Mars Volta "Frances the Mute".

[Stro] Zgodzę się z chłopakami, Slum Village i Mars Volta to świetne płyty. Poza tym mi się nowy album Lizz Wright, uwielbiam jej głos. Jeszcze Georgia Anne Muldrow, na razie to raczej lokalna sprawa, dziewczyna nie jest znana szerzej poza Los Angeles, ale chyba podpisała kontrakt ze Stones Throw, więc pewnie prędko się to zmieni. To moje rekomendacje.

[Jay] Z mniej znanych rzeczy polecam jeszcze Imogen Heap, ona ma fantastyczny wokal, to muzyka raczej elektroniczna. Poza tym 4th Avenue Jones, nie wiem czy słyszeliście o tym w Polsce? Jeszcze Crown City Rockers, ale czy ich ostatnia płyta nie pojawiła się przypadkiem jeszcze w roku 2004?

Chyba tak, ale w Polsce nadal jest prawie niemożliwe ją dostać. W każdym razie, dzięki za rozmowę, czekamy na "5 Sparrows for 2 Cents".

[Piotr Lewandowski]

artykuły o The Procussions w popupmusic

recenzje The Procussions w popupmusic