polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DREDG Catch without arms

DREDG
Catch without arms

Rok temu, pisząc o poprzedniej płycie grupy Dredg obawiałem się, czy po nagraniu "El Cielo" będą oni w stanie utrzymać się w tak wyśmienitej formie. Poprzeczkę postawili bardzo wysoko, bo według mnie był to jeden z najciekawszych albumów ostatnich lat. Niestety, moje wątpliwości okazały się słuszne. O ile "El Cielo" miała wszelkie znamiona płyty genialnej, opartej na niebagatelnym pomyśle, wypełnionej różnorodnymi pomysłami i niezwykłą atmosferą to "Catch without arms" nie zasługuje na żadne z tych określeń. Nie oznacza to wszakże, iż jest ona bardzo słaba. Jednak porównując ją z wcześniejszymi dokonaniami jest wielkim rozczarowaniem.

Na "Catch without arms" znajduje się dwanaście kompozycji, których nadal nie sposób pomylić z nagraniami jakiegokolwiek innego zespołu. Dredg nie porzucił swojego charakterystycznego stylu, jednak jest w nim tak bardzo zasklepiony, że płyta staje się nieznośnie monotonna. Przyczynia się do tego zarówno wokalista Gavin Hayes, skądinąd obdarzony bardzo dużymi możliwościami głosowymi, który natrętnie operuje tymi samymi środkami, jak i stosowanie do bólu powtarzanego brzmienia gitary. Jest ono wprawdzie świetne, lecz zupełnie niewystarczające na 10-12 utworów. Na dodatek Dredg w porównaniu z "El Cielo" radykalnie uprościł swoje kompozycje. Trudno doszukać się tu analogicznej mnogości pomysłów i motywów, rzadko kiedy utwory wychodzą poza prosty schemat typu zwrotka-refren. W obliczu tego płyta staje się zbiorem piosenek, posiadających wprawdzie ładne, wpadające w ucho melodie, jednak nie oferujące wiele więcej. Owszem, po kilkakrotnym przesłuchaniu mogą się one spodobać, jest kilka jasnych punktów typu "Planting seeds", "Sang real" czy "Tanbark", jednakże "Catch without arms" niebezpiecznie zbliża się do granicy grania popu. Być może okraszonego niezwyczajną atmosferą, ciekawym brzmieniem, jednak będącego lata świetlne od ambitnej i pomysłowej muzyki tworzonej wcześniej przez muzyków Dredga. Trudno powiedzieć czy winić za to brak weny czy chęć nawiązania romansu z mainstreamem. Jedno jest pewne - szkoda, że zespół podążył akurat tą drogą.

[Aleksander Kobyłka]