polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Variete wywiad z z Grzegorzem Kaźmierczakiem

Variete
wywiad z z Grzegorzem Kaźmierczakiem

Wiele lat bydgoski zespół Variete kazał czekać swym fanom na nowy materiał. Przypomnę zatem krótko dzieje zespołu. Grupa powstała w 1983 r. jeszcze pod nazwą ZyZyZy. W 1984 r. już jako Variete wystąpiła w Jarocinie, gdzie zdobyła wyróżnienie. Rok później wydała na singlu piosenkę "I znowu ktoś przestawił kamienie", która stała się sporym przebojem na liście radiowej Trójki. Grupa z miejsca została zaliczona do zespołów grających w stylistyce nowo-falowej. Zarejestrowana w 1986 r. płyta "Bydgoszcz" nie ukazała się w swoim czasie ze względu na kradzież oryginalnej taśmy-matki. Oficjalny debiut "Variete" ukazał się dopiero w 1993 r. i pomimo nowo-falowego chłodu okazał się świadectwem jazzowych ciągotek muzyków. Potwierdzeniem tego była nagrana na żywo płyta "Koncert Teatr Stu". W 1996 r. zespół wydał "Wieczór Przy Balustradzie", który był powrotem do konkretnych i bardziej zwartych form. Niestety niedługo po wydaniu albumu zespół właściwie przestał istnieć. Na szczęście w maju 2002 r. muzycy wrócili do działalności koncertowej, a całkiem niedawno ukazała się nowy album pod wymownym tytułem "Nowy Material". O nowej muzyce, planach i historii Variete udało mi się porozmawiać z Grzegorzem Kaźmierczakiem - wokalistą, poetą i liderem zespołu. Nasza rozmowa zaczęła się w ten sam sposób w jaki rozpoczyna się najnowsza płyta zespołu, czyli od słów "Podaj hasło dziś do Ciebie"

- Myślę, że jest zawsze takie samo (śmiech). Przeżyć maksymalnie dużo i potrafić to wykorzystać.

Porozmawiajmy zatem o Waszym "Nowym materiale". płyta ukazała się 9 lat po poprzednim krążku "Wieczór Przy Balustradzie", w sumie liczy sobie niecałe 33 minuty. Jak myślisz, czy po tylu latach fonograficznego milczenia to dużo czy mało ?

- Nie można tego mierzyć z zegarkiem, bo to jest złudna miara.myślę, że ważne jest to, że wydaliśmy płytę, która nie jest odcinaniem kuponów od naszej poprzedniej "sławy" . To jest istota sprawy w tym momencie. a nie czy czy płyta trwa 33 minut czy 55. Odpadło kilka utworów, co do których nie byliśmy w 100% pewni. Dla mnie najważniejszym jest, że udało się nam opowiedzieć kilka prawdziwych historii - "poczutych" a nie wykalkulowanych. Poza tym . wiesz, inaczej czas biegnie w jazzie a inaczej w rocku .

Czy możemy spodziewać się wydania odrzutów z tej sesji w ten czy w inny sposób ?

- Nie, na pewno nie. Nie ma sensu publikowania czegoś co już raz stało się odrzutami. Właśnie dlatego tym się stało. (śmiech)

Muzyka zawarta na najnowszej płycie wydaje się być w dużej mierze improwizowana, opowiedz mi coś o tych sesjach, o tym co zamierzaliście osiągnąć.

- Nagraliśmy tę płytę w taki sposób w jaki zawsze chcieliśmy. Mieliśmy wolne studio na dłużej i rejestrowaliśmy po prostu wolne przeloty. Po kilku takich sesjach, kiedy w komputerach zebrało się kilkanaście godzin muzyki siadaliśmy razem i wybieraliśmy najlepsze fragmenty. I czasami było tak, że z 4 dni grania zostawało tylko 50 sekund (śmiech). Taka była właśnie formuła tych sesji: chcieliśmy utrwalić te momenty w których pewne rzeczy się rodzą i kiedy powstają a nie nagrywać pomysły, które powstały wcześniej. Chodziło o ten magiczny moment rejestracji powstawania.

Słuchając płyty od razu wychwyciłem wstawki angielskich tekstów, to pewna nowość w Twoim słownym przekazie.

- Podczas sesji pojawiły się różne, robione na gorąco wokalne wstawki. Niektóre z nich tak dobrze "siedziały" w piosence, że szkoda je było wyrzucać. To był jedyny powód, bo nadal uważam, że jako polski poeta nie powinienem raczej śpiewać po angielsku (śmiech). Natomiast jeśli ktoś z potrzeby serca chce zaśpiewać piosenkę w tym języku, to nie będę go przecież odsądzał od czci i wiary. Zdaje sobie jednak sprawę, że polski jest dużo trudniejszy. Kiedy śpiewasz po polsku słychać każdy fałsz mentalny tekstu. W angielskim nie jest to już tak oczywiste.

W moim odczuciu na "Nowym Materiale" po raz pierwszy udało Wam się od początku do końca zespolić muzykę i teksty w jednolitą całość. W przeszłości zdarzały Wam się bowiem utwory w których ta sztuka nie do końca Wam się udawała.

Po prostu miałem czas na to. W przeszłości sesje studyjne zawsze były nerwowe: studio było wykupione na tydzień i przez 6 dni nagrywaliśmy muzykę a w ostatni dzień wokale. I trzeba się było zmieścić. A po drugie faktycznie, kiedy słuchałem swoich wcześniejszych dokonań pewne rzeczy mnie męczyły i starałem się to zmienić.

Powiedz mi w jaki sposób będziecie promować nową płytę, czy można spodziewać się jakiejś trasy klubowej, jakie są wasze najbliższe plany.

Mamy teraz nową sytuacje menadżerska, ponieważ od niedawna zajmują się nami dziewczyny z Wilków (chodzi tu o przede wszystkim Monikę Gawlińską). Od premiery płyty upłynął dopiero miesiąc (rozmowa została przeprowadzona w połowie kwietnia) więc pewne kwestie, w tym koncerty są w tym momencie w sferze ustaleń. Z takich pewnych dat mogę Ci na razie podać 12 maja w klubie No Mercy w Warszawie, następnie jedziemy na 9 dni do Grecji, gdzie damy 2 koncerty w Patras oraz 4 czerwca na remake'u Jarocina p.t. PRL Festiwal.

Poruszyliśmy temat nowego menadżera. opowiedz jak to się właściwie stało, iż niszowy zespól taki jak Wasz trafia pod skrzydła potentata jakim jest Pomaton EMI.

Nie ma co przesadzać z ta niszowością. Variete to był zawsze zespół funkcjonujący pomiędzy alternatywą a - nie tyle komercją - co szerszym odbiorem. W tym momencie wydalismy płytę w większej wytwórni ponieważ byliśmy już zmęczeni sytuacjami wiążącymi się z funkcjonowaniem firm niezależnych. To była właściwe ciągła ciuciubabka, gdzie nigdy nie wiedzieliśmy do końca kiedy, gdzie, co i jak. Po 20 latach grania czuliśmy potrzebę podniesienia poprzeczki wymagań względem swojego wydawcy.

A zatem Wasi słuchacze nareszcie będą mogli się spodziewać Waszych nowych płyt nieco częściej niż raz na 9 lat ?

Zobaczymy jak rozwinie się dalej nasza współpraca, na razie mamy podpisany kontrakt tylko na jedną płytę, którą właśnie wydaliśmy. Nie chciałbym teraz snuć planów ani podawać Ci konkretnych terminów wydania naszej kolejnej płyty, ale mam nadzieje, że nastąpi to już w przyszłym roku.

Zadam Ci teraz nieco podchwytliwe pytanie. Czy wiesz co łączy Variete i Radiohead ?

Oczywiście znam Radiohead i mam także kilku bardzo dobrych kolegów, którzy mają kompletnego świra na ich punkcie, ale chyba musisz mi podpowiedzieć co nas tak naprawdę łączy (śmiech).

Jest to niechęć do swojego pierwszego i największego zarazem przeboju. W Waszym przypadku było to utwór "I znowu ktoś przestawił kamienie", zaś w przypadku Radiohead "Creep". Ani Wy ani Radiohead nie gracie na koncertach tej piosenki od wielu lat.

(śmiech) wiesz, ja nie czuję niechęci do "Kamieni" i to jest naprawdę bardzo fajna piosenka, ale ciąży ona nam zbyt długo niczym.

Kamień u szyi ?

(śmiech) Dokładnie! Taką prawdziwą przyczyną dla której nie gramy tej piosenki na koncertach jest fakt, iż nie funkcjonuje dobrze z numerami, które wykonujemy. Po prostu się z nimi nie układa w spójną całość. Ten utwór to jest taka fajna juwenilia, tzn. to jest taki utwór, który powstał gdzieś tam sobie w młodzieńczych latach, można by rzec, iż został strzepnięty z rękawa, przypadkiem, bez większego zaangażowania z naszej strony. I nagle zupełnie nieoczekiwanie dla nas samych zafunkcjonował w szerszym odbiorze i stał się przebojem. Zresztą nie jedynym bo i "Krzyż" także nieźle sobie radził na listach przebojów.

Na niemal każdym koncercie słyszycie jednak prośby o zagranie tego numeru, najczęściej kwitujecie to jakimś dowcipem. Czy tak będzie już zawsze?

Twoje pytanie można potraktować nieco szerzej. wiesz, jako zespół jesteśmy teraz w takim momencie, iż po pierwsze - gramy razem już dość długo, a po drugie - dość rzadko nagrywamy płyty. I za każdym razem mamy doczynienia z dwoma frakcjami fanów. Jedni to tzw. strażnicy skansenu. Drudzy zaś - i to na nich przede wszystkim liczymy - są otwarci i podążają za naszymi dźwiękami. W pewnym sensie chodzi tu o zaufanie do nas. Jeżeli artysta podąża w jakimś kierunku i jest uczciwy w tym co robi tzn., że jest to jedyna możliwa droga. Fan nie powinien być chyba jak Kościół Katolicki i stać na straży dogmatów.

Odbieram to jako kolejny przykład Waszego nonkonformizmu. Co ciekawe nowa fala przeżywa obecnie swój renesans popularności, takie zespoły jak Interpol przywróciły mu dawny blask. Przyznasz jednak, iż Ty nadal dość niechętnie reagujesz na to hasło a przecież czy chcesz czy nie chcesz właśnie do takiego stylu przypisano Was w latach 80-tych.

Wtedy w sposób naturalny te dźwięki, ta atmosfera wisiała w powietrzu. Właściwie to mówiąc te swoje treści nie mogliśmy wówczas grać inaczej. Natomiast granie tych dźwięków dziś wiadomo czym być tylko może. Generalnie nie podpisuje się pod żadnym kierunkiem i nurtem bo jest to jakby zakładanie pętli na własną szyję. Trzeba dążyć do tego by swój przekaz maksymalnie zindywidualizować. To jest po prostu część tej roli.

Powiedz mi w takim razie co czułeś kiedy w 2002 roku, niemal po 16 latach od nagrania została w końcu wydana Wasza legendarna, debiutancka płyta "Bydgoszcz" (przypomnijmy, iż taśma-matka została skradziona i nagrania odtworzono po latach z pozostałych kopii)

Szczerze mówiąc odczucia miałem ambiwalentne. Na pewno był taki lekki oddech ulgi, że w porządku - po tylu latach nareszcie to wyszło. Wcześniej ciągle byłem atakowany pytaniami kiedy ukaże się ten materiał itd. Natomiast z drugiej strony nie byłem w stanie wysłuchać tej płyty do końca, gdyż faktycznie minęło już 16 lat a prawdę mówiąc płyta nie została dobrze nagrana. Oczywiście śpieszyliśmy się i mieliśmy za mało czasu w studio by oddać atmosferę i energię naszych koncertów. I głownie dlatego nie jestem z niej dziś do końca zadowolony.

W takim razie żałuj, iż nie przesłuchałeś płyty do końca, ponieważ jako bonusy umieszczono 6 koncertowych nagrań z 1989 r. z poznańskiej Areny.

(śmiech) Te nagrania akurat przesłuchałem w całości!

Przyznam się szczerze, iż bardzo zaskoczyło mnie na plus Wasze ówczesne brzmienie, niezwykle drapieżne, wręcz agresywne. Czy tamte rewelacyjne, nigdy nie opublikowane kawałki doczekają się kiedyś oficjalnego wydania ?

Na pewno w najbliższym czasie nie będę dążyć to tego aby te nagrania się ukazały. One na pewno gdzieś tam są, myślę, że Krzyś Nieporęcki z Hey Joe, który wydał "Bydgoszcz" ma te nagrania. Zresztą Krzyś, który posiada naturę archiwisty ma nawet zarejestrowane nasze próby, o których nie miałem pojęcia, iż są nagrywane. Nie będę jednak przyklaskiwać pomysłom aby te nagrania wydać w najbliższym czasie bo dzisiaj ta agresja nie za bardzo już mi pasuje i nie mogę się pod nią podpisać. Minęło już tyle lat i jestem już muzycznie w zupełnie innym miejscu.

Czego więc prywatnie słucha Grzegorz Kaźmierczak ?

Przede wszystkim lubię nowoczesna muzykę elektroniczną, począwszy od Underworld a skończywszy na muzyce proponowanej przez berlińską wytwórnie ~scape.

Powiedz mi co się właściwie stało, iż po wydaniu "Wieczoru Przy Balustradzie" zamilkliście na kilka długich lat. I jakie były powody Waszego powrotu ?

"Wieczór Przy Balustradzie" - który w naszym przekonaniu był na tamten czas dobrą płytą - z powodu braku działań promocyjnych przeszedł właściwie bez echa. W przeciągu pół roku od jej wydania zagraliśmy raptem 2 koncerty, także ogólna bieda (śmiech). To bardziej sytuacja życiowa spowodowała, że musieliśmy zawiesić gitary. Chociaż z drugiej strony cały czas coś graliśmy, powstał m.in. zespół z komputerami, który nazywał się Varietechnologic. A co spowodowało, że zaczeliśmy znów grać? Myślę, że ciśnienie, które kazało nam nagrać nową płytę, to była nasza wewnętrzna potrzeba.

Ostatnimi czasy dałeś się poznać jako realizator dźwięku podczas nagrywania płyt innych artystów (m.in. Fisz, Janusz Zdunek 4 Syfon). Powiedz mi jak traktujesz te nowe zajęcie, jako pracę czy po prostu hobby.

Finansowy los poety czy muzyka jest w Polsce dość ciężki więc początkowo chodziło raczej o zarobienie paru złotych. Natomiast z czasem przerodziło się to w jakąś pasję. Wiesz, obcowanie z dźwiękiem i nagrywanie na różne sposoby innych zespołów też potrafi wciągnąć, niemal tak samo jak własne granie. Nie ukrywam jednak, że wolałbym aby proporcje zostały zachowane i większość mojego czasu, pracy, uwagi i energii została poświęcona na własną muzykę i własne produkcje.

Jesteś śpiewającym poetą, chociaż sam deklarujesz niechęć do poezji śpiewanej.

Nie lubię poezji śpiewanej z tymi wszystkimi jej atrybutami: gitarą akustyczną, długimi włosami, skrzypcami i świecami na fortepianie. Właściwie formy zastygłej, pozbawionej chęci eksperymentu. Czy ja uprawiam poezję śpiewaną? Różnicę widać chyba gołym okiem.

Wydałeś jak dotąd 2 tomiki swoich wierszy: "Przesyt i Głód" oraz "Record-Play", czy planujesz kontynuacje tej formy wypowiedzi ?

Tak, piszę. Może nowy tomik wydam w przyszłym roku.

Swojemu rodzinnemu miastu Bydgoszczy poświęciłeś już jedną ze swoich piosenek, zaś Waszą ostatnią płytę ilustruje obraz "Bydgoszczanie twarzą do Brdy". To jakiś lokalny patriotyzm, próba oddania hołdu swemu miastu ?

Bydgoszcz to miejsce jak każde inne. Tak samo kocham i nienawidzę rego miasta jak na przykład warszawiacy swojego. Nie demonizowałbym Bydgoszczy ale też i nie stawiałbym jej jakiegoś pomnika.

Dziękuje bardzo za rozmowę.

[Marcin Jaśkowiak]