polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
YESTERDAY's NEW QUINTET Stevie

YESTERDAY's NEW QUINTET
Stevie

Yesterday's New Quintet to projekt "jazzowy", w którym gigant produkcji Madlib zwraca się w stronę grania starszego niż hip-hop i on sam, czyli jazzu. Jak sama nazwa wskazuje, zespół składa się pięciu osób, co jest jednak złudzeniem - w rzeczywistości wszystkie instrumenty nagrywa sam Madlib, mimo, że na wkładce widnieją nazwiska kilku muzyków. Kolejnym krokiem jest uczynienie z zarejestrowanych linii sampli, więc w ten sposób dostajemy tak jakby Madliba do kwadratu. "Stevie" to jedenaście kowerów Steviego Wondera, będących według mnie raczej oddaniem hołdu, niż własną głęboką reinterpretacją zrodzoną z inspiracji. Duch produkcji Madliba unosi się przede wszystkim w oparach dymu owiewających ten album. Jazz w jego wydaniu opętany jest manią powrotów i powtórzeń, jego właściwości uwypuklają się dopiero przy kilkukrotnym przesłuchaniu i wciągnięciu się w raczej oszczędne aranżacje. Madlib ewidentnie nie podejmuje się instrumentalnych eskapad, nie stara się szokować solówkami. Partie gitar, basu, klawiszy i sporadycznie wibrafonu zdecydowanie mają być elementem całości, podporządkowanymi rytmice. Kilka numerów, chociażby Visions i You've Got It Back Girl, momentalnie wpada w ucho swoim ciepłym i delikatnie hip-hopowo podrasowanym soulem, pozostałe wymagają zajrzenia pod powierzchnię i zinternalizowania ich banalnych momentami melodii - vide Superwoman. Oczywiście połamany i chaotyczny styl także się pojawia, w Too High ma się wrażenie, że sam autor nie wiedział dokąd zmierza - czyżby tytuł był aż zbyt adekwatny. Reasumując, pomiędzy dźwiękami unosi się klimat znany z cudownego "Shades of Blue" Madliba, jednak baza sampli jest zupełnie innego kalibru. Dlatego wydaje mi się, że autor bawił się nagrywając kowery Steviego lepiej niż większość słuchaczy, szczególnie tych nie będących fanami Wondera. Dla zwolenników Madliba pozostaje tradycyjnie już bardzo dobra warstwa rytmiczna okraszona skromnymi i tylko punktowo zapadającymi w pamięć melodiami. Dlatego album jest doskonały do słuchania w tle innych aktywności, pozostając jednak mniej intrygującym od poprzednich płyt Yesterday's New Quintet. Wrażenie to wzmacnia nieco ponad półgodzinna długość płyty, którą należy potraktować bardziej jako ciekawostkę niż nowatorskie dokonanie, szczególnie w kontekście kilku poprzednich wydawnictw Madliba.

[Piotr Lewandowski]