polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
THE FALL The Real New Fall LP Formerly 'Country On The Click'

THE FALL
The Real New Fall LP Formerly 'Country On The Click'

Mark E Smith już od ponad 20 lat raczy swych fanów zadziwiającą mieszanką eksperymentalnego rocka zagranego z punkowym nerwem. Jest również właścicielem przeciętnego lecz - paradoksalnie - niepowtarzalnego głosu z którym robi wszystko tylko nie śpiewa. Zamiast tego z właściwą punkowi olewczą manierą deklamuje, charczy i chaotycznie wykrzykuje kolejne linijki swych ironicznych tekstów.

Lata świetności i atencji mediów zespół ma już dawno za sobą. Zresztą z oryginalnego składu został już tylko sam Smith a wytwórnie grupa zmienia średnio co 3 płyty. Kto jednak myślał, ze przez 2 ostatnie lata dzielące najnowszy album od poprzedniego "Are You Are Missing Winner" w obozie The Fall nie działo się zbyt wiele jest w grubym błędzie. Przez ten czas zespół zdążył wydać 14 reedycji swoich wcześniejszych albumów, 6 nowych kompilacji, 3 albumy live, 3 box sety, singla, płytę ze słowem mówionym, DVD oraz 3 książki !!! W międzyczasie w składzie doszło do kolejnych przetasowań na stanowisku gitarzysty, basisty, perkusisty i klawiszowa. Nieźle, prawda ? Inna sprawa, że nikt już chyba nie jest w stanie połapać się w ich biografii i dyskografii a ich najnowszy album jeszcze bardziej pogłębia ten chaos. Istnieje on bowiem w dwóch wersjach. Pierwsza, znana jako "Country On The Click" ukończona została w lutym 2003 r., jednak wyciekła do internetu jeszcze przed publikacją. To sprawiło, iż Mark E Smith postanowił nagrać płytę niemal od samego początku oraz zmienić skład i układ utworów. To co ostatecznie znalazło się w moich rekach uzyskało nazwę "The Real New Fall LP".

Dość tego wymądrzania się - czas napisać w końcu coś o samej płycie. I tu mam kolejny problem bo z dorobkiem The Fall jest tak, iż poza delikatnym przesuwaniem akcentów na linii: album mniej przystępny (tudzież zakręcony) - album bardziej przystępny (tudzież chaos kontrolowany) nic się raczej nie zmienia. To są wciąż te same punkowe zadziory zakwaszane elektroniką i olewką wokalną. Ani lepsze ani gorsze od utworów z innych kilkudziesięciu albumów zespołu z przeszłości. Nie mogę wyróżnić ani zganić żadnego numeru. Wszystkie prezentują mniej więcej ten sam równy i wysoki poziom. Zresztą jest to chyba największa bolączka zespołu od czasów "Victorii" - największego przeboju grupy jeszcze z lat 80-tych. Ale z tym zespołem jest tak, że albo się ich od razu lubi albo od razu nie znosi. Bo ich muzyka drażni, nie sposób jej przyrównać do jakiejkolwiek innej. I prawdę powiedziawszy trzeba być fanem zespołu aby zachwycić się ich pięćdziesiątym którymś (dobrze liczę?) albumem. Dlatego dla mnie ta płyta to bomba i prawdziwa esencja ich muzykowania a dla innych po prostu post-punkowy bełkot.

[Marcin Jaśkowiak]