polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
THE FALL ERSATZ GB

THE FALL
ERSATZ GB

The Fall to zespół niesamowity. Zasługuje na różne nagrody, w tym za systematyczność, za upór, za konsekwencję. I długowieczność (choć tylko Lider pojawia się na wszystkich płytach). Oczywiście również jakąś great award and special price powinna grupa otrzymać za dziwaczność. A może jeszcze większą za niezwykłego Lidera. Lider gdyby dostał taką nagrodę z wygrawerowanym tekstem „jesteś niezwykłym Liderem i ta nagroda jest dla Ciebie“ pewnie rzuciłby tą statuetką (to pewnie byłoby coś w tym stylu) za wręczającym (zatem polecam jakiś zgrabny kask), lub, jeśli humor byłby tego dnia przedni, zelżyłby trochę słownie przez pognieciony mikrofon. Między innym dlatego Mark E. Smith jest niezwykły. I tak (nie)uroczo sympatyczny inaczej.

Nagrywając milion i 30 płyt od stu lat mógł wyczerpać się już 300 razy. I miewał momenty słabsze, ale nigdy zupełnie słabe. Od dłuższego czasu znowu artystycznie zwyżkuje. Poprzednia płyta „Your Future Our Clutter“ była wspaniała. Tegoroczna podrabiana Wielka Brytania już nie zachwyca aż tak bardzo, ale chyba tylko dlatego, że jest tak samo świetna jak poprzedniczka. Wydaje się przy okazji mniej „awangardowa“ i mniej „eksperymentalna“, jest za to „prostsza“ i „bardziej“ „rokendrolowa“. Czytałem kiedyś zdanie pana krytyka, że zespół przygrywający Markowi „gra tak równo, jakby mu groziła kara śmierci za potknięcie“. Nie wiem, jak może wyglądać egzekucja w wykonaniu starszego pana Lidera, ale coś tutaj musi być na rzeczy, nawet jeśli bliższe faktom wydaje się, że ten zespół po prostu musi codziennie ćwiczyć, bo tak mu nakazano Więc musi być równo i symbiotyczne. Pan Lider wybiera też na pewno najlepszych (najposłuszniejszych?). Bo może.

Na nowej płycie sekcja rytmiczna jest równiejsza, niż najnowszy perkusyjny komputer, ale żaden komputer tak nie swinguje (tak, swinguje). To w zasadzie okrucieństwo. Ale dopiero na tego typu bazie krzywa gitara i bizzare-analogowe klawisze mogą sobie odpowiednio daleko płynąć, a Smith może opowiadać niestworzone i stworzone historie. Całościowy efekt, to najpełniejsza intensywność jaką można sobie wyobrazić w post-punkowym rokendrolu.

Z powodu jakościowej równości trudno tutaj jakieś utwory wyróżnić poza śpiewanym przez Eleni Poulou „Happi Song“, gdzie tempo zwalnia i niepewny dziewczęcy głos śpiewa ładny tekst „Jeśli ja mogę widzieć i ty możesz widzieć, to dlaczego oni nie mogą widzieć?“ (a dalej trochę groźniej„Bóg nie zna angielskiej muzyki folkowej“!). Innym wyróżniającym się fragmentem jest rodzaj kowera, przeróbki metalowego greckiego zespołu Anorimoi (sicsicsic!!!) „Greenway“ (w oryginale „Gameboy“) - takich metalowych, czy też hardrockowych riffów, jak z Black Sabbath chyba jeszcze u The Fall nie słyszeliśmy (czy chodzi tutaj o jakiś komentarz greckiego kryzysu lub kryzysu w ogóle?!). Tak generalnie „Ersatz GB“ to klasyczny The Fall, ale w pełnej intensywności, bez opierdalania, ścisły, napięty, transowy i ultramotoryczny może dogłębniej niż się to zdarzało. 

Aha, uwagę zwraca jeszcze ciekawie wyprodukowany, rytmiczny w duchu rockabilly „Mask Search“, gdzie instrumentalny podkład jest trawiony poprzez chain-compression, którą steruje wokal, być może nagrany na dyktafon. Czyli głośność podkładu dziwnie, niestandardowo skacze, tak jakby Smith połykał cały zespół. Smacznego!

Instrumentalnie podobno płytę nagrywano dwa dni. W Berlinie. Z jakiegoś powodu tam. Zespół często grał te utwory na koncertach, więc zdążyli poznać je od podszewki i szybko poszło. Mark E. Smith nagrywał wokale tydzień, część przyniósł na swoim słynnym dyktafonie. I fajnie zrobił. 

Ja już czekam na kolejną płytę. Niech będzie nawet za miesiąc. Będzie bardzo ciekawa. A w ogóle to dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby Mark E. Smith poprowadził jakiś telewizyjny talk-show? Co tydzień? Albo program z newsami? Codziennie? Chcę tantiemy za ten pomysł. Ale bez statuetek proszę.

[Wojciech Kucharczyk]