polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Elected Me First

The Elected
Me First

The Elected jest pobocznym projektem mulitiinstrumentalisty Blake'a Sennetta, znanego z zespołu Rilo Kiley, czołowego przedstawiciela amerykańskiego alternatywnego country. Mimo, że The Elected miał w założeniu być solowym przedsięwzięciem, Sennett zgromadził w miarę stały skład zespołu, a ponadto zaprosił do gościnnego udziału kilku swoich znajomych, świetnie czujących się w tej stylistyce. W efekcie powstała płyta utrzymana w estetyce pełnego słońca i ciepłego country, ale różnorodna i obfitująca w ciekawe pomysły, ponieważ country jest punktem wyjścia dla Sennetta, który dociera nawet na granice popu, albo odwiedza dżentelmenów z The Cure. Ponieważ nie jestem fanem wyżej wymienionych stylów, sam byłem zdziwiony, jak dobre wrażenie zrobiła na mnie ta płyta. "Me First" zdominowane przez spokój i pozytywną melancholię, mam wrażenie, że zostało nagrane przez człowieka potrafiącego cieszyć się najprostszymi przyjemnościami codziennego życia, spacerem, słonecznym porankiem czy spotkaniem z przyjaciółmi. Równocześnie ani przez chwilę nie odczuwa się banału, trywialności, a muzycy umiejętnie balansują pomiędzy wesołością i nostalgią, patosem i liryzmem. Każde kolejne wsłuchanie się w ten album i stopniowe przetrawienie tekstów umacniały mnie w przeświadczeniu, że muzyka na nim zawarta jest wręcz piękna.

Głównymi nośnikami emocji i melodii są gitara akustyczna, klawisze i przede wszystkim głos wokalisty. O ile tradycyjne dla country instrumenty (czyli także harmonijka) trzymają się swojej estetyki, to odważne sięgnięcie po inne zagrywki - pianino, trąbka, instrumenty smyczkowe, chórki i przede wszystkim elektronika - nadaje płycie unikatowości. Gitary co prawda głównie śmigają po preriach, ale oszczędnie używane jako spoiwo całości elektroniczne bity, umieszczają tę muzykę w dwudziestym pierwszym wieku. Należą się wyrazy szacunku, za uzyskanie tak mocnego efektu w tak skromny sposób, ponieważ jedynie w utworze C'mon Mom laptop nadaje ton. Zagrane jest to z olbrzymim wyczuciem, wesoło i chwilami żartobliwie, ale humor nie jest czczym efektem - wydatnie służy całości, przez co album imponuje spójnością i klarownością formy. Duża w tym zasługa głównodowodzącego, czyli Blake'a Sennetta, który fantastycznie zaśpiewał swoje teksty. Jego wokal jest miękki, delikatny, momentami prawie kobiecy, czy nawet łkający. No i podobny do Roberta Smitha z The Cure. Nie ma w tym jednak nic z taniej romantyczności i zwodzenia nastolatek o złamanych sercach. Teksty są dojrzałe, przejmujące, a ich treść całkowicie uzasadnia sposób wykonania. Sennett stworzył naprawdę inteligentną opowieść człowieka potrafiącego uważnie spojrzeć na swoje poczynania, stan umysłu, związki z ludźmi i odważnie traktującego swoją przeszłość. Autor stara się patrzeć na siebie ciepło i z sympatią, jednak raz po raz natrafia na cechy i zdarzenia niezbyt wesołe. Składam wyrazy szacunku.

Mimo tego w muzyce The Elected pozytywny jest każdy dźwięk, każda nuta emanuje wiarą w wartość życia. Czasami chce się wybiec z domu i tańczyć w padającym deszczu (słuchając przypominającego The Lusk A Time for Emily), czasem empatia przepełnia cały umysł, a czasem ogarnia nas współczucie i smutek. Produkcja i brzmienie są pierwszorzędne. Dlatego polecam ten album, warto skosztować jego piękna, bowiem przynosi on dowód talentu Blake'a Sennetta. We wspaniałym utworze A Response to Greed pada następująca fraza: "Songs for the Scared" i oddaje ona ideę tej płyty. The Elected przypominają, że wzorowana na ukazanej na okładce świni zasada "Me First" doprowadzić może do przygnębiających rezultatów i zmarnowanego życia. I robią to za pomocą bardzo ciekawej muzyki.

[Piotr Lewandowski]