polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DJ KRUSH Jaku

DJ KRUSH
Jaku

DJ Krush ukazał się światu dziesięć lat temu i od tego czasu wydał niezliczoną liczbę płyt. Niezliczoną, ponieważ według niektórych źródeł "Jaku" to trzynasty album japońskiego samuraja adapterów i samplera, według innych znowu... dziesiąty. Rzecz to jednak drugorzędna, ważne, że pierwszy nagrany przez Krusha, po przekroczeniu czterdziestego roku życia, album jest bezbłędny i porywający. A zarazem chyba zaskakujący, ponieważ ostatnie jego dokonania przyzwyczaiły nas do raczej cybernetycznych, futurystycznych brzmień i bogatego udziału wokalistów. Jeżeli trzy lata temu Krush był mroczny i psychodeliczny wydając wspaniałe "Message at the Depth", to teraz jest ciepły i spokojny - tak bowiem należy przełożyć z japońskiego tytuł płyty. "Jaku" także obfituje w gościnne występy, ale dominują wśród nich instrumentaliści. Można podzielić ich na dwie grupy: wirtuozi tradycyjnych japońskich instrumentów oraz muzycy jazzowi. Taki wybór w znacznej mierze determinuje nastrojowość płyty, Krush pokornie skłonił głowę przed japońską tradycją, inkorporując w swoją muzykę obszerne jej motywy. Ten hołd wyraża się i w brzmieniu - wydobywającym z tradycji jej sedno i eksponującym je za pomocą najnowszych technik - i w klimacie płyty. Naprawdę słychać, że jest to muzyka z kraju zachodzącego słońca, wędrujemy przynajmniej kilka wieków wstecz i trafiamy do samego środka gęstego lasu, w którym przy blasku księżyca japońscy mistrzowie dowodzą, że duch i ciało są jednością. Podobnie jak jednością w muzyce uchwyconej na "Jaku" są nowoczesne techniki i tradycyjna mentalność. Dominuje podniosły i patetyczny nastrój, powaga ściera się jednak z muzyką mogącą być ilustracją zachwytu nad naturą. Kultura japońska w znacznej mierze ukształtowana została przez buddyzm zen - i vice versa - któremu nieodłączne jest poczucie wspólnoty wszystkich bytów i refleksja nad otaczającym światem. Takie fluidy można wyłapać, wsłuchując się w "Jaku" i przenosząc do odległej Japonii, czując wręcz na sobie ciepły deszcz, chłodny poranek albo mistyczną grozę wieczora. Nie słyszałem chyba jeszcze albumu tak głęboko i plastycznie transformującego legendy i mity w żywą impresję słuchacza. Japoński duch wyczuwalny jest jak w filmach Kurosawy.

Ta namacalność wynika głównie z kruchego piękna tradycyjnych instrumentów. Najobficiej napawać się możemy fletem, delikatnym, kruchym, tkającym swoje melodie jak świerszcz. Wspaniale słychać to w otwierającym płytę Still Island, jak i w Univerth, gdzie pojawiają się także instrumenty perkusyjne. Ten ostatni utwór stanowi jeden z najsilniejszych momentów płyty, kiedy to początkowy ciepły poranek pełen rozbijających się o brzeg fal, stopniowo przeradza się w kotłowanie tradycji i futurystycznych bitów, skreczy. Cudo. Jakby komuś było mało, zawsze może zachwycić się utworem Slit of Cloud - tam wręcz namacalnie skośnooki wokal wspaniale buduje nastrojowe preludium do partii fortepianu, saksofonu, bitów i niezwykle przestrzennych sampli. Wspomnieć należy też o Beyond the Waves i urzekającym w nim japońskim banjo. Co jednak istotne, nawet gdy Krush realizuje muzykę samemu, nic z urokliwości i poetyckości nie znika. Elementy bardziej zachodnie pojawiają dzięki motywom jazzowym, najlepszym przykładem deszczowe Stormy Cloud. Krush nie byłby sobą, gdyby nie pokazał turntablistycznego kunsztu, jak bowiem inaczej nazwać iście samurajski pojedynek między nim a DJ Tatsuka, toczony w Deck-Athron. Skrecze śmigają niczym miecze. Rymy pojawiają się jedynie dwa razy, ale zapadają w pamięć natychmiast. Zawdzięczamy je zawodnikom z Def Jux - Mr. Lif bardzo mrocznie, spokojnie i z wyczuciem zespala się z wibrującym i stonowanym podkładem w Nosferatu, natomiast Aesop Rock wnosi sporo ponurej energii w Kill Switch.

"Jaku" to album niesamowity, dowodzący kunsztu Krusha, wspaniale zwracającego się w stronę tradycji i potrafiącego uwypuklić ją środkami, które opanował idealnie, czyli samplami i bitem. Pełno na tej płycie drobnych, nieśmiałych zagrywek, które wypełniają przestrzeń delikatnym nastrojem i sprawiają, że balansujemy pomiędzy wzniosłością i kameralnością. Nie potrafię powiedzieć, czy jest to album lepszy od "Message at the Depth", tak diametralnie jest on inny. Jest jednak wspaniały, enigmatyczny i dojmujący. Jeżeli ktoś planuje sięgać po elementy jakiś innych tradycji, na przykładzie "Jaku" studiować może tajniki sukcesu takiego przedsięwzięcia.

[Piotr Lewandowski]