polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Hatti Vatti Szum

Hatti Vatti
Szum

Piotr Kaliński ma już na swoim koncie pokaźną sumę wydawnictw. W większości są to single lub epki, do długogrających albumów należy zaliczyć Worship Nothing i wydany jakby trochę na uboczu - bo zawierający bardziej ambientowy materiał - album Algebra. Do tej pory Kaliński był mocno osadzony w syntetycznych brzmieniach, czasem zahaczając o rejony dub techno czy ciekawsze odsłony drum’n’bass. Ale w międzyczasie zawiązywał różne kooperatywy, z czego najbardziej znaną jest ta z Mikołajem Bugajakiem aka Noon czy z Misią Furtak jako Ffrancis, która po singlu wydanym w U Know Me, czeka na pełnowymiarowe wydawnictwo.

Na tle tych wszystkich płyt, Szum zdecydowanie się wyróżnia przede wszystkim z powodu materii, z której muzyk czerpał przy nagrywaniu tej płyty - sampli z archiwalnych polskich filmów, ale też z całej maści brzmienia analogowych instrumentów, z których do tej pory niezbyt ochoczo korzystał. Efekt jest frapujący - Kaliński buduje misterną układankę, w której prym wiedzie rytm, często w mocno transowej formie, ale też całe spektrum ornamentów, które decydują o gęstej muzycznej tkance materiału. Basowe groove’y czy syntezatorowe pasma przeplatają się z pomysłowymi rytmicznymi rozwiązaniami. Powycinane wokalizy i skrawki głosu, świetnie wybrzmiewają echem w nieco futurystycznych utworach, pełnych przestrzeni, ale i muzycznego chłodu. Jednocześnie Szum jest mocno zanurzony w estetykę retro - może z powodu przywoływania skojarzeń samplodelii sprzed kilku dekad, a może, dlatego, że garściami czerpie z charakterystycznego brzmienia (syntezatorowego właśnie) z lat 80. W efekcie mamy do czynienia z płytą przemyślaną w każdym detalu, sugestywną, zarysowującą szeroki obraz inspiracji i pomysłów. Przemyślaną w detalu i tym detalem szczegółowo operującą, dzięki czemu jest fantastyczną muzyczną wielowymiarową opowieścią.

[Jakub Knera]

artykuły o Hatti Vatti w popupmusic