polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Part Chimp Chart Pimp

Part Chimp
Chart Pimp

W erze perfekcyjnej produkcji, brzmieniowej doskonałości i wszechobecnej elektroniki trzeba mi było takiego debiutu - absolutnie gitarowego, brudnego, iście garażowego. A przy tym całkiem dobrego i interesującego. Part Chimp to angielski zespół, który wcześniej wydał kilka epek i singli, teraz natomiast światło dzienne ujrzał pełen album. I bardzo mnie ten fakt ucieszył, ponieważ odczuwam brak młodych kapel grających dobrą i ostrą muzykę gitarową, mieszczącą się mniej więcej w stylistyce wyznaczanej przez Melvins. Zawartość muzyczna tej płyty jest charcząca, zgrzytliwa, ciężka, ale jednak intrygująca i spreparowana z premedytacją, ze świadomością końcowego wyniku, który muzycy chcieli osiągnąć, tak więc pod powierzchnią jazgotu i agresji kryje się pewna metoda. Dlatego też atutem Part Chimp jest umiejętne trzymanie w ryzach zszarganego brzmienia i charczących gitar, tak aby garażowość brzmienia nie była celem samym w sobie i przejawem awangardowej próżności, lecz skrupulatnie służyła całości formy oraz treści. Bo trzeba przyznać, że zespół brzmi jak na obecne czasy niespodziewanie. Jedna z gitar piłuje niemiłosiernie, robiąc wrażenie permanentnie źle nastrojonej, ogólne wrażenie wywołuje momentami myśl, że zespół nagrywał się na jakimś archaicznym sprzęcie, lub ustawił go za ścianą.

Energia uchwycona w tej muzyce jest aż punkowa, przy czym kompletnie nie chodzi mi o stronę muzyczną, lecz raczej o nastawienie do grania. Nie pomyślcie sobie, że znajdziecie tu punkowe zagrywki, muzyka jest raczej powolna, motoryczna, nie brakuje dłuższych fragmentów instrumentalnych. W sferze emocji dominuje niepokojące skrzyżowanie agresji z melancholią, komponujące się z powolnością tej muzyki. Efekt ten potęguje w miarę delikatny wokal, który jednak pozostaje najsłabszym chyba elementem całej układanki. Trzeba przyznać, że płyta jest "spójna", co oznacza, że drastycznych rewolucji brzmieniowych i konstrukcyjnych w czasie jej odsłuchiwania się nie spodziewajcie. Nie tego się jednak oczekuje od debiutantów, dobrze więc, że wiedzieli oni, kiedy skończyć tę zabawę - album trwa czterdzieści minut i jest to akurat tyle, żeby słuchacza uradować i nie znużyć. Mam nadzieję, że w przyszłości te niedociągnięcia zostaną poprawione i wtedy może być naprawdę świetnie. A w tym momencie jest zupełnie poprawnie i świeżo, polecam więc Part Chimp wszystkim spragnionym brudnego gitarowego grania. I co ważne, zespół ten potrafi grać hałaśliwie i nostalgicznie (noise spotyka się chwilami z nieśmiałym postrockiem) nie próbując przy tym podrabiać stylistyki wyznaczanej przez Mogwai, która staje się obecnie swoistym awangardowym mainstreamem.

[Piotr Lewandowski]