polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Loma Prieta self portrait

Loma Prieta
self portrait

Loma Prieta dotychczas kreowała swój niepowtarzalny styl poprzez umiejętne łączenie skrajnych wobec siebie elementów. Uderzenie i siła debiutu Norma Jean, melodyjność premierowego Glassjaw, chaos Converge, spontaniczność At The Drive In. Trzy lata po ukazaniu się najlepszego w dorobku I.V. światło dzienne ujrzał składający się z dziesięciu pozycji, długo wyczekiwany album zatytułowany Self Portrait.

Najnowsze wydawnictwo, ku ogromnemu rozczarowaniu, jest tak słabe jak otwierający je spokojny, bardzo melodyjny, melancholijny i zbyt delikatny „Love”. Zespół wykonał diametralny zwrot rezygnując z mocy screamo oraz chaotic hardcore na rzecz kompozycji zawierających cechy emo oraz indie. Grający na emocjach odbiorcy bezkompromisowy krzyk zastąpiono pozbawionym wielowarstwowości, kiepskim, wręcz miałkim śpiewem. Dominująca jednostajność i budowanie sennej atmosfery zastąpiły grozę i moc dotychczasowej siły przekazu. Zupełnie jakby z muzyków uszło powietrze. Dysonanse, zawieszki, specyficzny chaos oraz przestrzeń zostały wyparte przez czyste i niemiłosiernie wygładzone brzmienie gitar. Bardzo trudno jest przebrnąć zwłaszcza przez sztucznie napompowany, balladowy, „More Perfect”, niewiarygodnie cukierkowaty „Never Remember” czy do bólu chwytliwy „Roadside Cross”. W pierwszej części albumu jedyną próbkę charakterystycznej plątaniny bębnów, wokali oraz gitarowej ofensywy Amerykanie serwują tylko w „Black Square”. Są niezłe momenty, a raczej chwile w konstruowaniu napięcia w przeciętnym „Net Gain” oraz w tajemniczym, najlepszym w zestawie „Nostalgia”. Wydawnictwo ze świata niebytu próbuje wyciągnąć jego finał. Twistowy, niepokojąco brzmiący „Merciless”, wywołujący pozytywne skojarzenia „Rings” oraz wyróżniający się głębią i wielowarstwowością „Satellite” to jednak zdecydowanie za mało. Całość jest  nieautentyczna, toporna, wręcz nudna.

Nowej płyty Loma Prieta, tak jak każdej kolejnej nienaturalnie wykreowanej, trendy posthardcorowej kapeli jakich wokół są dziesiątki, słucha się ciężko. O żadnej wyjątkowości w przypadku tego zespołu obecnie nie może być już mowy. Self Poirtret to symbol totalnej degradacji. Symbol zmiany na minus zarówno w kategorii gatunkowej, jak i jakościowej. Kalifornijczycy zawiedli jak mało kto.

 

[Dariusz Rybus]

recenzje Loma Prieta & Raein w popupmusic