polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Loma Prieta & Raein Split

Loma Prieta & Raein
Split

Kiedy na przełomie wieków oldschoolowy nurt hardcore coraz boleśniej przepoczwarzał się w epokę „post” tworząc wszelkiego rodzaju dziwaczne podtypy takie jak metalcore, melodic, screamo czy emo straciłem nadzieję na to, że któregoś dnia w napływie zbiorowego powielania wzorców i sztucznie napompowanego przekazu, pojawi się jakiekolwiek orzeźwienie. W całej lawinie bandów trudno było szukać kogoś kto w naturalny i przemyślany sposób zespoli bezkompromisowość, ekstremalność, intensywność z techniką, niesamowitym klimatem oraz emocjami. 

I wtedy nadeszło właśnie trzęsienie ziemi. Obyło się bez ofiar jak podczas prawdziwej Loma Priety. Ich ostatni album pt. I.V., doskonale połączył wyżej wymienione cechy, przebijając w wielu podsumowaniach roku 2012 ostatnie dzieło Converge! Wspólna ich trasa z mistrzami gatunku to nie tylko wsparcie w ramach reprezentacji tej samej wytwórni, jaką w tym przypadku jest Deathwish Inc. To wskazanie następcy w świecie muzyki pełnej ekscytacji powstałej z dysonansów, chaosu oraz pasji.

Najnowsze dzieło Loma Prieta to split z włoskim zespołem Raein. Cztery utwory Amerykanów i tylko jeden Włochów to skondensowana dawka kilku minut energii zapowiadająca w dłuższej perspektywie nowy album grupy. I choć wiadomo, że taka forma wydawnictwa pełni co najwyżej funkcję przypomnienia się publice i podziękowania za okazany support podczas promocji płyty, to jednak ta produkcja zdecydowanie pozwala rozbudzić duże oczekiwania względem dalszej twórczości przedstawicieli sceny scremo/ emoviolence hardcore.

Otwierający „Immemorial” to najkrótsza z możliwych definicji tego czym jest Loma Prieta. Nawałnica bębnów przeplatająca się z piskami gitar, do tego niepokojące krzyki, zaskakujące przejścia, uzupełniające się nawzajem soczyste melodie i cisza. Drugi „Poverty Map” to perfekcyjne połączenie elementów porządku, walki, obłedu i spokoju zarazem – nie tylko w muzyce, ale zwłaszcza w tekście. Trzeci „Mansion Fire” to emocjonalne pole pełne skrajności. Ciągłe dysonanse - genialne riffy rozrywają słuch, końcówka utworu gniecie ścianą dźwięku. Czwarty „Spray Paint” to cover Black Flag. Jest bezkompromisowy, wręcz wrogi. Ostatnia pozycja „Amore & Guerra” to z kolei kompozycja Raein - zamknięcie na zasadzie kontrastu. Typowy zabieg w formule tego typu. Jest ciszej, melancholijnie, a intensywność przypomina klimaty Les Savy Fav. 

Ten split to krótka, ale świetna promocja dla obu zespołów. Pozostaje cierpliwie wyczekiwać  następnej, pełnowymiarowej produkcji Vala Saucedo i kompanów.

[Dariusz Rybus]