polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Daughter not to disappear

Daughter
not to disappear

Z niemal zegarmistrzowską precyzją, trzy lata po ukazaniu się płytowego debiutu If You Leave, Daughter powrócili, otwierając 2016 rok długo wyczekiwanym albumem Not To Disappear. Muzycy nie specjalnie spieszyli się z nowym wydawnictwem. I słusznie. Z drugą płytą zawsze wiąże się ogromna presja, pojawiają się oczekiwania, a historia pokazuje, że nie każdy potrafił im sprostać. Całe szczęście Londyńczycy dali radę, chociaż nie obyło się bez potknięć.

Najważniejszą cechą Not To Disappear jest przede wszystkim bardziej różnorodna i rozbudowana warstwa kompozycyjna utworów. Daughter, który po pierwszych epkach i debiutanckim LP był głównie kojarzony z postacią charyzmatycznej wokalistki, nareszcie może być odbierany jako zespół. Bogate aranżacje, poprzez liderowanie każdego z instrumentów rozpościerają i potęgują przestrzeń, po którym porusza się fenomenalny głos Eleny Tonry. Świetne partie basu w ciągle otwierającym się na nowo „Doing the Right Thing”. Gitarowe wojaże w rewelacyjnych, przeplatających się motywach w „How” oraz perkusyjne przejścia (niesamowita energia „To Belong”, ciekawa konstrukcja „Fossa”) imponują, nadając płycie nadzwyczajnego polotu. Każda kolejna pozycja charakteryzuje się coraz to bardziej śmielszymi i nieoczekiwanymi, wręcz rockowymi rozwiązaniami. Począwszy od premierowego, nieustannie wybuchającego „New Ways”, aż po kończący, balladowy „Made of Stone” mamy do czynienia z prawdziwym wulkanem energii. Jego siłę dodatkowo podkręcają urozmaicone wokale (agresywny, fantastyczny „No Care”), przez co utwory wydają się być dłuższe niż są w rzeczywistości. Tonra cały czas zaskakuje, pozostając autentyczna w swoich melancholijnych, nostalgicznych i momentami smutnych tekstach, które jednak nie ocierają się o zbędną egzaltację, nihilizm czy mizantropię. 

Co więc nie pozwala określić Not To Disappear mianem płyty znakomitej? Po pierwsze, ślamazarny, do granic napompowany i niepasujący do tego wydawnictwa „Numbers”. Po drugie, zbyt tkliwy, jednostajny i niemiłosiernie sztuczny „Mothers”. Gdy dodamy jeszcze do tego zamulający i pozbawiony jakiejkolwiek werwy „Alone With You”, to mamy obraz tego, dlaczego zamiast płyty mogącej pretendować do tytułu płyty roku, mamy tylko wydawnictwo stojące na dobrym poziomie.

Not To Disappear zwłaszcza w swoich głośniejszych, niemal rockowych, energetycznych kawałkach ukazało zupełnie nową twarz Daughter i jeszcze większy niż na If You Leave potencjał. Być może trzeci album będzie już w pełni rockową historią? Grupa posiada niezbędne walory by stworzyć dzieło na miarę niezwykłego, pumpkinsowego Mellon Collie and the Infinite Sadness.

[Dariusz Rybus]