polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Aphex Twin  Syro

Aphex Twin
Syro

Richard D. James jest artystą, którego wizerunek stał się na przestrzeni ostatnich dekad ikoniczny dla współczesnej elektroniki. Niewielu reprezentantów tego nurtu w tak mistrzowski sposób opanowało zabawę medialną konwencją, również niewielu z nich może się pochwalić tak charakterystyczną wizualną identyfikacją. W znakomitej większości przypadków działania Aphex Twina - zarówno muzyczne, jak i wizerunkowe - były na swój sposób pionierskie, oryginalne, a przede wszystkim bardzo konsekwentne, dzięki czemu pseudonim Irlandczyka cieszy się dziś statusem porównywalnym z gigantami gatunku pokroju Kraftwerk. Dlatego fonograficzny powrót Richarda D. Jamesa z nowym materiałem po ośmiu latach (od Chosen Lords wydanego jako AFX) jest wydarzeniem nie tylko muzycznym, ale też popkulturowym. Trochę jak powrót Davida Bowie – oczywiście z zachowaniem proporcji. 

Mistrzowsko poprowadzona kampania promocyjna towarzysząca wydawnictwu bardzo podkręciła oczekiwania w stosunku do muzycznej zawartości krążka. Tymczasem Syro w perspektywie twórczości Aphex Twina jawi się jako płyta z estetycznego punktu widzenia chyba najmniej odważna, co nie znaczy zachowawcza. W zestawieniu z wygórowanymi oczekiwaniami jest wydawnictwem wręcz wyluzowanym, spontanicznym. Dwanaście utworów wypełniających album pokazuje artystę posługującego się w dalszym ciągu podobną paletą środków wyrazu. James poruszając się w obrębie własnej stylistyki (bądź stylistyk), prezentuje zestaw bardzo przemyślanych i złożonych kompozycji. Już otwierający utwór „minipops 67 [120.2]” zdradza jaką drogą muzyk podąży w dalszej części płyty. Syro pomimo eksperymentów brzmieniowych wewnątrz poszczególnych numerów jest albumem niesłychanie lekkostrawnym, a momentami wręcz chwytliwym, przebojowym o dużym klubowym potencjale. Dekonstrukcja struktury muzycznej, którą Aphex Twin przeprowadza w poszczególnych utworach, bawiąc się nimi niczym kostką rubika, ma w sobie znamiona gry konwencjami, które w pewnym sensie James sam w przeszłości wykreował. Ambient, techno, idm, połamane bity z pogranicza drum’n’bassu - wszystko to znajduje się na Syro w optymalnych proporcjach, podporządkowanych z jednej strony oryginalnym, pokręconym melodiom, z drugiej strony - znakomitej sonicznej warstwie albumu, w której upatrywałbym główną zaletę tego wydawnictwa. Niezwykle przestrzenne, krystalicznie czyste brzmienie jest dla Aphex Twina czymś w rodzaju dobrze zagruntowanego płótna, na którym muzyk przeprowadza sonorystyczne eksperymenty wewnątrz precyzyjnie skrojonych kompozycyjnych struktur. Syro jest bardzo ciekawe w warstwach rytmicznych, wielokrotnie pojawiają się również mniej lub bardziej zdeformowane sample wokali Jamesa, jak i członków jego najbliższej rodziny (sam tytuł krążka to słowo wymyślone przez pięcioletniego syna artysty). Złożone, wielowarstwowe brzmienie albumu kryje w sobie mnóstwo aranżacyjnych niespodzianek, jedną z nich jest na przykład wplatanie w kompozycje nagrań terenowych, tworzących dla bitów Jamesa organiczny, bardzo przestrzenny pejzaż dźwiękowy. Podobny zabieg jest najbardziej czytelny w zamykającym krążek wyciszonym utworze „aisatsana [102]”, przypominającym pionierskie ambientowe płyty Briana Eno. 

Syro jest albumem bardzo reprezentatywnym dla twórczości Aphex Twina i potwierdza jego status największego trickstera współczesnej elektroniki. Chociaż płyta nie kipi tak ewidentnym nowatorstwem jak chociażby Selected Ambient Works 85-92, ani nie antycypuje nowej epoki muzyki komputerowej jak chcieliby najzagorzalsi fani artysty, broni się jako zbiór bardzo dobrych, dopracowanych i spójnych kompozycji o najwyższych standardach brzmieniowych, potraktowanych z klasyczną dla Jamesa kreatywnością i wyobraźnią. Mocna, nieprzekombinowana płyta, z całą pewnością warta ośmiu lat oczekiwania.

[Krzysztof Wójcik]