polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Battle Trance  Palace of Wind

Battle Trance
Palace of Wind

Linearna, transowa kompozycja na cztery saksofony tenorowe grające symultanicznie. Pomysł na taki projekt przyśnił się młodemu nowojorskiemu saksofoniście Travisowi Laplante. Na dodatek koncepcja objawiona została wraz ze składem, z którym wcześniej Laplante nigdy nie miał do czynienia, a nawet nie znał osobiście żadnego z trzech pozostałych muzyków (Matthew Nelson, Jeremy Viner, Patrick Breiner). Być może brzmi to jak jedna z bardzo wielu muzycznych legend, jednak po zapoznaniu się z materiałem Palace of Wind muszę przyznać, że jest to muzyka w stu procentach warta mitu założycielskiego.

Battle Trance wykorzystują podobne strategie co Colin Stetson – budowanie hipnotycznych, na poły minimalistycznych kompozycji w oparciu o intensywny circular breathing. Różnica na poziomie brzmienia i koncepcji jest jednak zasadnicza, ponieważ załoga Travisa Laplante dysponuje zmasowanym atakiem czterech tenorów w obrębie jednego utworu. Palace of Wind oparte zostało na niesłychanej wręcz precyzji we wspólnym budowaniu tytułowej, monumentalnej kompozycji. Saksofony tenorowe grają jednostajne, przeciągłe frazy w sposób absolutnie pozbawiony solistycznych zapędów. Klarowne brzmienie instrumentu ma wręcz medytacyjny charakter, a muzyka zyskuje dzięki temu specyficzną astylistyczną formę. Saksofoniści grają na albumie zwykle unisono, a ewoluujące motywy melodyczne, tworzą wprost fantastyczne dialogi, lub może bardziej jeden kolektywny monolog. W pewnym momencie słuchając tej muzyki fakt, że dźwięki wydobywają się akurat z saksofonu, staje się nic nieznaczącym szczegółem. Niekiedy dęte polifonie przypominają brzmienie organów, analogowych syntezatorów, bądź na poły drone’owe struktury tła. Poszczególne frazy rzadko są rwane i zwykle wybrzmiewają do samego końca lub płynnie zmieniają się w pulsujące, rytmiczne zadęcia. Bardzo psychodeliczny efekt. Wykorzystanie circular breathing imponuje rozmachem. W przypadku Palace of Wind nie ma się wrażenia przesytu – cisza jest dla tej muzyki równie ważna co głębia brzmienia, a meandryczność albumu nazwałbym wręcz bagienną – pochłania słuchacza, który zdecyduje się na odsłuch. Muzyka zaprasza chirurgiczną przejrzystością do analizy, a z drugiej strony siła i kongenialna prostota przekazu są tak mocne, że można śmiało wyłączyć umysł i zwyczajnie chłonąć dźwięki, kontemplować je wraz z muzykami.

Debiut Battle Trance wywarł na mnie niesłychanie duże wrażenie. Co prawda geneza powstania składu sugeruje jednorazowy charakter projektu, mimo wszystko mam jednak nadzieję, że kwartet nie zakończy współpracy na Palace of Wind. Znakomity przykład transcendentalnej, nieidiomatycznej muzyki saksofonowej i z mojej perspektywy jeden z ciekawszych tegorocznych albumów wykorzystujących instrumenty dęte. Zdecydowanie polecam.

[Krzysztof Wójcik]