polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Venetian Snares  My Love Is A Bulldozer

Venetian Snares
My Love Is A Bulldozer

Chociaż Venetian Snares jest artystą utożsamianym najczęściej ze sceną breakcore, to po bliższym prześledzeniu dyskografii Kanadyjczyka okazuje się, że obejmuje ona zdecydowanie więcej obszarów niż jedynie ten gatunek muzyczny. Można powiedzieć, że Aaron Funk eksperymentuje stylistycznie przy okazji każdego nowego wydawnictwa i nie inaczej jest w przypadku tegorocznego - My Love Is A Bulldozer. Album jest jednocześnie mocnym kandydatem na najbardziej konsternującą okładkę roku.

Po wycieczkach na tereny muzyki klasycznej, czy noise’u, oraz po nagraniu kilku osobnych projektów – bardziej subtelny, elektroniczny (jako Last Step), współpraca z Johnem Frusciante (jako Speed Dealer Moms) i najświeższa kooperacja z życiową partnerką Joanne Pollock (jako Poemss) – Kanadyjczyk powraca znów jako Venatian Snares i wydaje chyba najbardziej różnorodną płytę w całej swojej karierze. My Love Is A Bulldozer podobnie jak tegoroczne Poemss jawi się jako wyprawa w świat zamkniętych, piosenkowych formuł, nierzadko posiadających nawet klasyczny refren. Jest to z pewnością płyta, na której znajduje się najwięcej wokalu Funka i pod tym względem można mówić o precedensie. Utwory śpiewane wypadają zaskakująco dobrze. Funk dysponuje głęboką barwą, którą ulokowałbym gdzieś na skrzyżowaniu Dave’a Gahana i Nicka Cave’a. W warstwie muzycznej znów pojawiają się motywy smyczkowe, ale tu i ówdzie wchodzą też jazzowe talerze, dubowe pogłosy, czy motywy oldschoolowego elektro, a nawet gitara klasyczna. Oczywiście Venetian Snares nie byłby sobą, gdyby - mniej lub bardziej brutalnie - nie zdekonstruował każdej z kompozycji, jednak nie zawsze posiłkuje się w tym celu breakcore’owym adhd. Przewaga melodii nad chaosem może trochę rozczarować dotychczasowych słuchaczy Kanadyjczyka, ale w tym szaleństwie jest metoda i My Love is A Bulldozer broni się jako całość paradoksalnie spójna w swej eklektyczności. Chociaż album z każdym przesłuchaniem wydaje się coraz bardziej przemyślaną konstrukcją, to nie jest niestety pozbawiony momentów, które nie do końca mnie przekonują. Wyodrębniłbym w szczególności dość toporny „Amazon”, czy kompozycję tytułową, chociaż tę ostatnią można również potraktować po prostu jako żart. Moimi faworytami w zestawieniu są kawałki wokalne „Your Smiling Face”, „Too Far Across”, jazzowy opener „10th Circle Of Winnipeg”, ale też breakcore’owy „Shaky Sometimes”, czy najbardziej złożony „Dear Poet”. 

My love is A Bulldozer jest na tyle pomysłowa, że kolejne jej odsłuchy wciąż potrafią sprawić miłe niespodzianki i sporo frajdy. Skok Venetian Snares’a w stronę piosenkowej formuły oceniam ostatecznie jako udany, ale sądzę też, że Funk jest w stanie wydać album co najmniej o klasę lepszy, obracając się w tej samej konwencji stylistycznej. Jednocześnie równie prawdopodobne jest to, że na kolejnym wydawnictwie muzyk pójdzie już w zupełnie innym kierunku. Tegoroczna płyta - i to chyba jej największa zaleta - od samego początku rozbudza ciekawość przyszłości, zarówno tej wewnątrz albumu, jak i w szerszej perspektywie - dalszej twórczości Aarona Funka, która zdaje się stać programowo i permanentnie pod znakiem zapytania.

[Krzysztof Wójcik]

artykuły o Venetian Snares w popupmusic