polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Paweł Szamburski Ceratitis Capitata

Paweł Szamburski
Ceratitis Capitata

Zdecydowana większość solowych koncertów Pawła Szamburskiego z ostatnich lat ubierana była w liczne efekty, beatbox, pętle, z udziałem sporego arsenału dodatkowych instrumentów. Powstawały wielowarstwowe, bardzo chwytliwe hipnotyczno-psychodeliczne struktury, pełne polotu, a często i humoru. Przyzwyczajonych do takich form słuchaczy zetknięcie z pierwszym solowym albumem Szamburskiego mocno zaskoczy – tak intymnej, kontemplacyjnej i wyciszonej wypowiedzi nie przyniosła dotąd żadna inna płyta z katalogu Lado. Pięć rozpisanych na klarnet i klarnet basowy kompozycji nawiązuje do różnych tradycji religijnych, czerpie z nich motywy i pewne charakterystyczne nastroje, ale czyni to w sposób dość swobodny, z bagażem wrażliwości i doświadczeń autora. Jest w tej kruchej, łagodnej i bardzo śpiewnej muzyce trochę posępności, dramatycznej aury i falującego drżenia (w przejmującej, rysowanej ciemnymi barwami centralnej kompozycji, świadczącej zresztą o pewnej symetryczności całego materiału), ale też jakiejś szczególnej nadziei i radości. Osobiście trudno mi tu klarownie uchwycić wszystkie emocje, ale odczytuję to jako wielką zaletę tej muzyki, do pewnego stopnia (mimo prostych środków) nieprzejrzystej i nie do końca odgadnionej, przez co wciągającej w swoje kolejne odsłony i zapraszającej do ponownego do nich sięgnięcia. Posunięciem bardzo dobrym i naturalnym okazało się nagranie materiału w przestrzeni jednego z podtarnowskich kościołów – to w sumie jedyny zastosowany tu efekt, za to zauważalnie wzmagający napięcie i ukazane w tych skromnych trzydziestu minutach emocje, będące udziałem autora, ale z pewnością i słuchacza.

[Marcin Marchwiński]

recenzje Bastarda w popupmusic