polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
La Hell Gang Thru Me Again

La Hell Gang
Thru Me Again

Chile to kraj niepozornych znakomitości - prócz wydawania na świat znakomitych, acz niedocenionych piłkarzy od kilku lat jest także siedzibą jednej z najlepszych na naszej planecie scen psych-rockowych. La Hell Gang byli w tej mierze jednym z pierwszych zespołów, który przebił się do szerszej świadomości. Niektórzy mogą kojarzyć również wydający sumptem Sacred Bones zespół Föllakzoid, który zajmuje się krautrockową psychodelią lub znakomity jednorazowy projekt The Psychedelic Schafferson Jetplane inspirowany twórczością Spacemen 3. 

Na swoim drugim albumie LHG porzucają pierwiastek garażowy VU na rzecz desert-rocka z okolic Yawning Man. Nie jest to niestety do końca zmiana in plus. Podobnie jak w przypadku twórczości YM odbiór albumu to kwestia bardzo sytuacyjna - publiczność na pejotlu. To album bardzo niekształtny, pozbawiony jakichkolwiek krawędzi, zbliżający się dość niebezpiecznie do muzyki tła. Zespół powtarza się po obu stronach płyty - Everywhere I Go oparto na tym samym niemal motywie co Sweet Dear. Najlepiej wypada kawałek zamykający całość pod pięknym tytułem So High, przypominający świetne momenty improwizacyjne Bardo Pond, ale to niestety jedyny fragment płyty, który po przesłuchaniu zapamiętałem. To zresztą diagnoza całości - pierwszy album zespołu to rzecz charakterna, ale Thru Me Again przepadnie w odmętach historii.

[Marek J Sawicki]