polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Robert Hampson  wywiad z liderem Loop i twórcą Main

Robert Hampson
wywiad z liderem Loop i twórcą Main

Click here for the English version of this article

Robert Hampson to lider Loop i twórca Main. Po okresie hibernacji tych projektów i skupieniu na solowych, akuzmatycznych pracach, wszystkie trzy wcielenia Hampsona są obecnie aktywne, w szczególności koncertowo reaktywował się Loop. Poniższy wywiad został przeprowadzony 28 stycznia, w dniu występu Roberta Hampsona i Stephena Mathieu jako Main na festiwalu CTM w Berlinie. 

Piotr Tkacz: Kiedy zacząłeś zajmować się muzyką, czy postrzegałeś to jako zajęcie na całe życie? Nie chodzi mi tylko o karierę ale o coś, co może stać się najważniejsze.

Robert Hampson: Zdecydowanie, zawsze interesowałem się muzyką, nawet jako małe dziecko. Ciągnęło mnie do muzyki, byłem jej bardzo świadomy. Moja mama uwielbia opowiadać, jak to nawet kiedy byłem dzieciakiem, stale grałem na plastikowych instrumentach, zabawkach, tego typu rzeczach i zawsze próbowałem wciągnąć w to innych, robiłem muzykę wedle moich dziecięcych wyobrażeń. Tak więc gdy miałem 11-12 lat, grałem w zespołach z kolegami ze szkoły, jak to zwykle ma miejsce. Nie było to nic poważnego, po prostu próbowaliśmy wpaść na jakieś pomysły i sposoby myślenia o różnych sprawach, ale wiedziałem, że jeśli o mnie chodzi, to będzie to coś, co mnie zainteresuje. Gdy miałem 16-17 lat byłem już pewien, że będę zajmował się muzyką – w jakiś sposób. Nie wiedziałem dokładnie jak ani czym, ale od tego czasu brałem to na poważnie. 

Jeśli chodzi o uczynienie z muzyki swojej kariery, to bardzo trudne posunięcie. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek, kto nie jest częścią wielkiej machiny muzycznej, mógł powiedzieć, że to w ogóle kariera, bo nie przynosi ona dużych dochodów. Ale ja mam ten przywilej, że mniej więcej od 21. roku życia byłem w stanie się z tego utrzymać. Nie wiem jak – ale udało mi się. Oczywiście współpraca z innymi, produkowanie, remiksy też dają jakieś pieniądze. 

To zdecydowanie było coś, co miałem w sobie i musiałem to robić. Nie umiem do końca wytłumaczyć dlaczego, czemu nie była to, powiedzmy, bankowość albo inna dziedzina sztuki. Była to po prostu moja miłość do muzyki, którą nadal żywię, nawet po tych wszystkich latach najzwyczajniej nadal kocham muzykę. Wciąż interesuje mnie jej tworzenie i to jak może oddziaływać na życie. 

Tak więc kiedy zaczynałeś, był to czas post-punka, DIY…

Dokładnie. 

To było coś inspirującego?

Jak najbardziej. Kiedy miałem gdzieś 12 lat, narodził się punk i naprawdę mi się podobały zespoły z tego czasu. Ale byłem jednak trochę za młody przez większość tego okresu i choć widziałem np. The Clash, kiedy miałem pewnie z 13 lat, to nie było mi łatwo zaangażować się w to do końca, bo byłem wciąż zbyt młody. To było dla mnie coś ważnego, ale niełatwego do zrealizowania. Ale kiedy miałem 15-16 lat, kiedy istniał już post-punk, zespoły takie jak The Pop Group i Cabaret Voltaire, wtedy zacząłem chodzić na więcej koncertów i silniej zaangażowałem się w muzykę.

Niesamowity okres, ten czas od 1979 do 1981 jest niesamowity dla muzyki. Do dziś uważam, że to był muzycznie najbardziej ekscytujący okres, ze względu na eklektyzm, było tyle różnych stylów. Teraz wszystko wydaje się takie opracowane. Potrafię być bardzo cyniczny wobec sporej części współczesnej muzyki, bo wydaje mi się zawsze podlegać jakiemuś reżimowi. Jakbyś musiał odhaczyć kolejne punkty, żeby trafić w gusta określonej publiczności. Jakaś osoba może być naprawdę zainteresowana tylko jednym gatunkiem, a innymi nie. Być może nie mam racji, ale wydaje mi się, że ludzie nie mają teraz tak eklektycznego gustu, jak wydaje mi się, że mieli wtedy.

Ale jednak mamy obecnie do czynienia ze wzmożonym zainteresowaniem tamtym okresem, jak choćby w przypadku wytwórni Blackest Ever Black.

Tak, oczywiście. 

Widać, jak ważny jest dla nich ten czas. 

Tak… ale według mnie wiele zespołów, które twierdzą, że miał on na nie wpływ, stara się brzmieć za bardzo jak ówczesne zespoły. Bez wątpienia można tego użyć jako inspiracji, bo to wspaniała muzyka, ale nie można ograniczać się tylko do kopiowania, trzeba spróbować stworzyć z tego coś nowego. W tym względzie rewizjonizm mi nie odpowiada, kiedy słuchasz czegoś i jest to tylko kopia. OK, to jest dobre, ale nie jest świetne. To już było. Myślę, że wiele osób ma niemal obsesję, jeśli chodzi o próby odtworzenia czegoś z tamtego okresu, co jest obecnie niemożliwe. Do pewnego stopnia może im się to udać, ale pewien szczegół zawsze będzie nie taki, jak powinien.

Już sam fakt, że to już było, zmienia wszystko.

Racja. Ja, jako artysta, jeśli mogę się określić tym mianem, nie cenię czegoś takiego. Zawsze próbowałbym znaleźć coś innego, inspirować się tym, tak właśnie jak robiłem, kiedy założyłem Loop, ale nie chciałem brzmieć dokładnie tak samo. Chciałem czegoś innego, być bardziej wyjątkowym, wyróżniać się.

Miałem o to zapytać, o Twój zamysł, kiedy zakładałeś Loop. Jakich miałeś bohaterów? Pamiętam, że kilka razy wspominałeś w wywiadach o Cabaret Voltaire.

Tak, z tego post-punkowego okresu zdecydowanie oni, 23 Skidoo ale też Wire, Josef K, Boże, tak tego dużo. Ale w równym stopniu wpłynęły na mnie starsze zespoły jak The Stooges, Suicide, Velvet Underground. Interesował mnie też minimalizm – La Monte Young, Terry Rile, także John Cage. 

Tak więc głównie chodziło o łączenie inspiracji z różnych obszarów i próbę stworzenia takiego bardziej awangardowego zespołu rockowego, który był całkiem rockowy w tradycyjnym sensie (dwie gitary, bas, perkusja), ale też po prostu staraliśmy się zrobić coś trochę innego z tym formatem. Tak – było to trochę psychodeliczne, tak – było trochę kanciaste. Moim zdaniem było po trochu wszystkim. Nie jestem pewien, co o tym sądzą inni. Ale według mnie łączyliśmy elementy z tych wszystkich różnych okresów w muzyce i po prostu próbowaliśmy wymyślić coś nieco odmiennego.

Czy więc zgodziłbyś się z tym określeniem, jakiego używali niektórzy krytycy, że Loop to neo-psychodelia? Wspominałeś Velvet Underground, więc coś jest na rzeczy, a zawsze istnieje ta potrzeba znalezienia nazwy…

Dokładnie, zawsze powtarzałem, że nie lubię etykietek, kategorii. Nie rozumiem, czemu wszyscy mówiąc o jakimś zespole tak bardzo starają się zawsze opatrzyć go pewną etykietką, skojarzyć z jakimś gatunkiem. W latach 80., za sprawą NME i Melody Maker, istniała ta potrzeba stworzenia sceny, kategoryzowania wszystkiego. Nie zgadzam się z tym, nie widzę sensu. Czemu zespół jako taki nie może po prostu być, istnieć dla siebie?

Tak więc, mieliśmy shoegaze i wtedy Loop był kojarzony z tą sceną. W niczym nie przypominaliśmy tych zespołów. Skąd ta potrzeba ciągłego szufladkowania, czemu to służy? Dla mnie to nudne i męczące. Nawet wtedy traktowałem to tak: jasne, jeśli musicie to robić – dobra, ale ja nie będę w tym uczestniczył. 

Bardzo jestem ciekaw, jak to było grać znowu jako Loop.

Było w porządku, to było interesujące. Na początku było trochę dziwnie, po 23-letniej przerwie. To trochę dziwne uczucie. 

Tak więc, kiedy spotkaliście się na próbę…

Każdy z nas mieszka w innej części świata: ja we Francji, basista pochodzi z Nowej Zelandii i wrócił tam kilka lat temu, perkusista mieszka w Szkocji, a drugi gitarzysta nadal w Londynie. Dlatego nie mieliśmy za bardzo okazji się spotkać zanim nie ustaliliśmy, że reaktywujemy Loop. Kiedy mieliśmy ułożoną trasę, po prostu zarezerwowaliśmy czas na próby i kiedy je zaczęliśmy – spotkaliśmy się po raz pierwszy [od dawna]. To znaczy, ze Scottem [Dowsonem] widuje się często bo, oczywiście, współtworzył Main. Było dziwnie, ale w porządku. 

Układanie programu ATP było czymś naprawdę interesującym i granie tam tak szybko po reaktywacji było… Trochę się martwiłem, ale wyszło dobrze. Byłem bardzo zdenerwowany, ciekawy, przejmowałem się, jak ludzie na to zareagują – ale było w porządku. A po paru koncertach, nie można powiedzieć, że było jak kiedyś, bo tak nie było, ale bardzo łatwo wrócić do tych sposobów pracy z osobami, z którymi wcześniej działałeś, nawet po tych wszystkich latach. 

Niestety perkusista zdecydował, że nie chce już w tym uczestniczyć. Mieliśmy już ustalone koncerty na resztę roku, festiwale itd. Czyli teraz jestem w trakcie poszukiwania nowego perkusisty. Po prostu nie chciał tego robić, nie do końca mu to odpowiadało, więc najlepszą rzeczą było odejść. Nie ma sensu czegoś ciągnąć, jeśli nie przynosi ci to satysfakcji. 

A Ty jak się czułeś, będąc znów na scenie, w formacie grupy rockowej?

Znów odpowiem podobnie; martwiłem się, ale tak jak mówiłem, bardzo łatwo jest przywołać tamto uczucie. Denerwowałem się chyba bardziej niż 20 lat wcześniej, ale to dlatego, że kiedy nie robiłeś czegoś takiego bardzo długo, to twój umysł i sposób reagowania na rzeczy się zmienia; w dodatku jestem teraz dużo starszy. To było ciekawe, przez pierwsze dwa czy trzy koncerty czułem się trochę dziwnie, ale potem wróciły dawne przyzwyczajenia. Prawie przestajesz o tym myśleć i po prostu to robisz. Po tak długiej przerwie od gitary to było dość niezwykłe. Ale cieszyłem się, to było dla mnie prawie jak coś nowego. Minęło tyle czasu i wszystkie dobre rzeczy, które pamiętam z tamtego okresu, wróciły, a wszystkich złych, które chciałem zapomnieć, nie było.

Nie powiem, żebym się dobrze bawił, ale było dobrze.

Wziąłeś też udział w koncercie Godflesh wykonującego Pure.

Znów – było inaczej. Mówimy o takim samym okresie, nie graliśmy razem prawie 20 lat. Ale to było naprawdę bardzo przyjemne, bo czuję ulgę, kiedy nie muszę być na przedzie, nie lubię zbytnio być frontmanem i zdecydowanie nie lubię śpiewać. Fajnie było grać z nimi, dobrze się bawiłem. Mam nadzieję, że to powtórzymy, rozmawialiśmy o tym. 

Czy więc znów robisz coś z gitarą?

Tak, mój ostatni album dla Editions Mego to gitara i elektronika. Grałem na żywo z tym zestawem, to w zasadzie powrót do eksperymentowania z gitarą i manipulowania jej dźwiękami za pomocą elektroniki. Od czasu gdy powróciłem do gitary, całkiem podoba mi się, że znowu na niej gram. 

Przestałem jej używać wiele lat temu zasadniczo dlatego, że miałem poczucie, że doszedłem do pewnego logicznego zakończenia. Moje pomysły na to, co robić, nie były już związane z gitarą. Stała mi się zbyt dobrze znana, znudziłem się. Lubię stawiać sobie wyzwania, chcę, żeby to było interesujące, przede wszystkim dla mnie, ale też, mam nadzieję, dla publiczności. Ja chciałem po prostu iść dalej. Ale, gdzieś z półtora roku temu, nagle poczułem, że znów chcę grać na gitarze. Kupiłem więc sobie gitarę elektryczną – a nie miałem żadnej od czasu, gdy odszedłem z Godflesh. Zdałem sobie sprawę, że mam nowe pomysły i przemyślenia na temat tworzenia dźwięków z użyciem gitary jako centralnego punktu. 

To trochę tak jak gdybym zatoczył pełne koło i działał znów w ramach dawnych formatów. Ale to nic złego, bo znalazłem nowe możliwości robienia rzeczy, które wciąż nie opierają się w całości na komputerach. Oczywiście używam komputerów w mojej muzyce, zdecydowanie w moich bardziej akuzmatycznych kompozycjach. Jeśli chodzi o gitarę, to nie chcę się skupiać na manipulowaniu nią, bo jest bardzo wiele osób, które się tym zajmują. Nie widzę sensu w robieniu tego i byciu kolejną taką osobą. Dlatego próbuję wymyślić coś nowego.

Opowiedz coś o dzisiejszym koncercie, czy będziecie na scenie?

Dzisiaj, z powodu koncertu poświęconego GRM z wielokanałowym systemem głośników, który odbywa się w tym samym miejscu, gdzie my gramy, pewnie będziemy na środku, a głośniki naokoło nas. Stephan będzie chyba używał swoich instrumentów strunowych i e-bowów, a sygnał z nich może być manipulowany w programie komputerowym. Ja będę używał biblioteki dźwięku z mojego komputera i w zasadzie improwizował z tym materiałem. Kiedy gram ze Stephenem, to ustaliliśmy, że na tym mniej więcej będą polegały nasze występy. 

A więc nie wykonujecie kompozycji, na przykład tych z płyty?

O nie, nie! Nigdy tego nie robię, nie interesuje mnie to. Robię to jedynie, kiedy prezentuję moje utwory akuzmatyczne, gdzie chodzi o rozproszenie dźwięku. Ale w innych przypadkach – nie ma sensu, ludzie mogą zostać w domu i posłuchać płyty. Lubię improwizować, znowu – chodzi o stawianie sobie wyzwań. Bardzo trudno ocenia się występ, w którym gra się z laptopa albo małego sprzętu. Uważam, że nie chodzi o występ, ale o doświadczenie słuchania. Zawsze chcę grać głównie po ciemku, nie ma na co patrzeć. Wolałbym, żeby odbiorcy nie myśleli o zmyśle wzroku, ale o słuchaniu i to właśnie robili. 

Dziś wieczorem dźwięk będzie rozproszony w przestrzeni, będą przesunięcia, ruchy, to nadaje zupełnie inną dynamikę. Dość trudno jest nakłonić do tego organizatorów. W większości sytuacji, w jakich gram, jest stereo, głośniki na stałe ustawione w konkretnym miejscu, a ja jestem na scenie. Mamy ruch w przestrzeni stereofonicznej, ale nie daje to zwykle takiego wrażenia wielowymiarowości. Zestaw głośników, który otacza publiczność jest dużo bardziej interesujący. Będę też trochę poruszał dźwiękiem w przestrzeni.

Ale ludzie wciąż są bardzo przyzwyczajeni do tego, jak ma wyglądać koncert…

Wiem, wiem! To takie nudne. Siedzisz w sali, wszyscy skierowani w tę samą stronę, dźwięk zawsze dochodzi z tego samego kierunku. Nie rozumiem, czemu obecnie, z nowoczesną technologią i możliwościami, jakie ona ma… Idea koncertu musi się rozwinąć. Szczególnie w muzyce eksperymentalnej, rock – nie wiem. Pewnie można by stosować kwadrofonię, ale to trudne do miksowania, kiedy jest perkusja. 

Mam taki problem, grając solo albo jako Main, że kiedy przyjeżdżam do miejsca, gdzie mam występować, okazuje się, że nie ma tam odpowiedniego wyposażenia, żeby zapewnić naprawdę dobry dźwięk. To smutne. Grasz na tym samym nagłośnieniu, co zespół rockowy poprzedniego wieczora. Czystość i głębia dźwięku nie są najlepsze. To może być naprawdę frustrujące, próbować przekazać swoje pomysły odnośnie do dźwięku publiczności, która tak naprawdę nie widzi różnicy, jest do tego stanu przyzwyczajona i całkiem z niego zadowolona. Ale ja jestem szczęśliwszy wykonując albo słuchając utworów w GRM, gdzie nagłośnienie jest dużo bardziej przestrzenne. 

To co mówisz przypomniało mi Francisco Lópeza, który pisał mniej więcej o tym samym. 

Tak, jest naprawdę ciężko. Promotorzy nie chcą wydawać pieniędzy i bardzo wzbraniają się przed podejmowaniem wielu działań. Wiele wysiłku kosztuje przekonanie ich. Nawet teraz gdy pytam promotorów, czy mogliby zapewnić nagłośnienie kwadrofoniczne, słyszę: nie za bardzo, nie stać nas, nie mamy dostępu do dodatkowego sprzętu. Cóż, podejmijcie pewien wysiłek, spróbujcie sprawić, żeby było to bardziej interesujące dla publiczności. Ale ludzie są leniwi, tak naprawdę nie chcą się nad tym męczyć. [śmiech]

Co takiego usłyszałeś w muzyce Mathieu, co sprawiło, że pomyślałeś o współpracy z nim?

Tak jak ja, bardzo długo zajmuje się muzyką. Mamy podobne podejścia i pomysły, ale sposób ich przekazywania jest różny. On jest wyczulony na niuanse brzmieniowe, co bardzo mi się podoba. W tym co robi jest zawsze dużo szczegółów. Oczywiście, dla mnie zawsze interesująca jest czyjaś muzyka, która skłania mnie do słuchania głębi.

W zasadzie o to chodziło, spotkaliśmy się, a ja miałem wtedy pomysł reaktywowania Main. Myślałem o reaktywacji i potraktowaniu go jak statku – ktoś wchodzi na pokład, potem może schodzi, ale wchodzą inni. Main będzie polegał wyłącznie na współpracy, to moja metoda na pracę z innymi artystami, których cenię.

On był pierwszą osobą, którą zapytałem myśląc o tym projekcie. Mam nadzieję, że na nowych wydawnictwach stworzy to dużo bardziej zróżnicowane brzmienie. Zawsze będzie na nim moja sygnatura, bo to wciąż ja. Ale gdy inni dodadzą coś od siebie, spowoduje to zmianę natury i niuansów brzmienia, jak również podejścia do tworzenia muzyki Main.

Mówiłeś także, że może będziesz współpracować z Gordonem Sharpem.

Tak, tak sądzę. Spotkałem się z Gordonem podczas Świąt, bo byłem wtedy w Anglii, rozmawialiśmy o tym. Rzecz jasna występowałem z Gordonem jako Cindytalk. Jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi i postanowiliśmy, że nagramy jeszcze coś razem jako Cindytalk. Ale powiedziałem mu, że kiedy będę miał okazję pomyśleć o kolejnej mutacji Main, chciałbym, żeby był jej częścią. 

Zapytałem też kilka innych osób, ale nie wymienię ich, bo gdyby nic z tego nie wyszło, to głupio bym wyglądał. 

Czy masz jakieś plany, które możesz zdradzić?

W tym roku koncentruję się głównie na Loop. Jedziemy na miesiąc do Stanów, będziemy też grać na kilku dobrych festiwalach. Mam nadzieję, że zanim zaczniemy pod koniec marca, zdążę skończyć swój solowy album dla Editions Mego. Myślę, że latem, kiedy Loop będzie miał chwilę przerwy, zagramy jeszcze na jakichś festiwalach w Skandynawii przez końcem roku, jeśli będę miał wtedy siłę, to popracuję nad nową płytą Main. Zwrócę się do osób, do których już się odzywałem, żeby się upewnić, czy mogą wziąć w tym udział. Ale nagranie albumu Main zajmuje mi wiele czasu. Wszystkie moje solowe płyty mają to do siebie, bo są bardzo złożone – ale to dobrze. I tak nie jestem jedną z tych osób, która lubi wydawać zbyt wiele. Nie jestem przekonany, że ktoś chciałby co roku usłyszeć trzy moje nowe albumy. Niektórzy artyści wydają zbyt dużo.

Tak, jest taki trend, żeby być stale obecnym. 

Tak, nie interesuje mnie to. Jeśli chodzi o moją muzykę, to liczy się dla mnie jakość, nie ilość. Wolę raczej wydać jedną rzecz, która jest zrobiona dobrze, niż całą serię, w którą nie włożyłbym tyle pracy. 

Z perspektywy słuchacza też tak jest lepiej, bo nie musi on gonić, żeby nadążyć za kolejnymi wydawnictwami. Można poświęcić czas tej jednej płycie. 

Dokładnie. Nie muszę się spieszyć. Kiedy coś wydaję, to muszę wierzyć, że odbiorcy mogą usłyszeć tego jakość. 

Zawsze jest mi trudno mówić o swojej własnej muzyce. Kiedy ją ukończyłem, to myślę już o czymś kolejnym i należy ona do ludzi, trzeba sobie powiedzieć: to nie należy do mnie. 

Czy jesteś czasem zaskoczony reakcjami słuchaczy? 

Zawsze zdarzy się ktoś, kto odniesie mylne wrażenie albo niewłaściwie zinterpretuje to, co robisz. Najłatwiejszym wyjściem jest to zignorować, nie ma po co się denerwować. 

Jeśli chodzi o moją muzykę, to ludzie kierowali się pewnymi założeniami, po tym jak przestałem używać gitary, oni nadal mówili: no tak, kreuje te wszystkie dźwięki za pomocą gitary. Nie, nie robię tego, czy nie czytacie moich notek prasowych. Trzeba to zaakceptować, to część tego fachu. Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to nie lubię, gdy ludzie nie rozumieją informacji. Jeśli chodzi o każdy inny aspekt, kiedy mają różne pomysły – wydaje mi się to interesujące. To znaczy nie czytam recenzji, ale kiedy ktoś ci coś mówi, to może to być frapujące. Bo kiedy poznajesz czyjąś interpretację, to możesz pomyśleć: o, nigdy o tym nie pomyślałem. I ta interpretacja może ci się spodobać.

English version

Robert Hampson is the leader of Loop and creator of Main. After a period of hibernation of these projects and focusing on solo acousmatic works, all Hampson’s outfits are currently active, in particular Loop has returned to performing live. The interview was conducted on 28 January, on the day of Robert Hampson and Stephan Mathieu’s performance as Main during the CTM festival in Berlin. 

Piotr Tkacz: When you started to do music did you see it as something that one could do for the whole life? I don’t mean as a career only but something that’ll be the most important thing.

Robert Hampson: Definitely, I’d been always interested in music, even when I was a small child. I’d gravitated towards it and was very aware of it. My mother often delights in telling people that even when I was a child I was always playing plastic instruments, toys, stuff like that and always trying to involve other people, make music in a sort of small child’s mind. So, when I was 11-12 I started being in bands with people at school, as you do. Not very serious, just trying to find ideas and ways of thinking about things but I knew that, on a personal level, that’s something I’m be going to be interested in. By the time I was 16-17 I definitely knew that I’d be making music – in some way. I wasn’t quite sure how or what but it was from that period of time that I took it very seriously.

As a career move it’s a very difficult one. I don’t think anybody that isn’t a part of a big music machine can say it’s technically a career because it doesn’t pay very well. But I’ve been privileged enough to be able to, from the age of about 21, sustain a life from it. I don’t know how – but I have. Obviously working with other people, production, doing remixes helps pay as well. 

It was definitely something I had very much in my soul and I needed to do it. I can’t really explain why, why wasn’t that, say, banking or any other art form. It was purely my love of music, which I still have, even after all those years fundamentally I still love music. I’m still very interested in its creation and ways it can affects people’s lives. 

So when you began it was the time of post-punk, DIY.

Absolutely. 

Was that something inspirational?

Very much so. I mean, when I was about 12 that’s when punk started and I really liked it, the bands around that time. But I wasn’t quite old enough a lot of the time and even though I did go and see bands like The Clash when I was 13 or so, it wasn’t easy to be completely involved in it because I was still young. It was important to me but it wasn’t an easy thing to do. But when I got to the age of 15-16, when post-punk started, with bands like The Pop Group and Cabaret Voltaire, that’s when I really started to go to a lot of concerts and getting much more involved in music.

Incredible time period, that time about 1979-81 is incredible for music. I still think to this day that it was the most exciting period of music because of the eclecticism, you had so many different styles. Now everything seems so formulated, I can be very cynical about a lot of contemporary music because it seems to always have to be regimented, like tick boxes to appeal to a certain audience. You know, a certain person can really be interested only in that form of music and not in others. I might be not totally correct, but it appears to me that people don’t have such eclectic tastes in music now than maybe back in those days.

But still, there is this revival kind of thing now, for example with Blackest Ever Black label.

Yeah, sure.

You see how important that period is for them. 

Yeah… what I do find is that with a lot of those bands saying they are influenced by that – they are trying to sound too much like it. Without a doubt: use it as an influence, because it’s a very great form of music, but don’t just try to copy it, try to create something new of it. I’m not good at revisionism in that respect, when you are listening to something and it’s just a copy. OK, it’s good – but it’s not great. It’s been done before. I think a lot of people are almost obsessed with trying to recreate something from that time – it’s impossible to do that now. You know, they might achieve it to a certain degree, but they’ll always get a certain detail wrong. 

Even the fact that’s repeated changes the whole thing.

Right. Personally, as an artist, if I can call myself an artist, I wouldn’t appreciate doing that. I would always try and find something different, use that as an influence, very much as I did when I found Loop, but I didn’t want to sound like that. I wanted something else, to be more unique. 

I was about to ask about that, about your mind-set when you formed Loop. Who were your heroes? I remember you mentioned Cabaret Voltaire a few times in interviews.

Yeah, from that period of post-punk definitely them, 23 Skidoo but also Wire, Josef K, god, there are so many. But I was equally influenced by older bands like The Stooges, Suicide, Velvet Underground. I was also into minimalism – La Monte Young, Terry Riley and also John Cage. 

So it was very much taking influences from everywhere and trying to create this more avant-garde rock band, which was quite rock in the traditional sense (two guitars, bass and drums) but also just trying to do something a little bit different with those formats. Yeah – it was a bit psychedelic, yeah – it was a bit angular. It was a bit of everything, in my mind. What other people think of it – I’m not so sure. But in my mind it was taking elements from all those disparate parts of times in music and just trying to think of something a little bit different. 

So you would agree with some critics calling Loop neo-psychedelia? You mentioned Velvet Underground, so there is something to it and there is always this need to find a name…

Exactly, I’ve always said that I don’t like labels, categories. I don’t understand why everybody is so preoccupied with the fact that when you are talking about a band you have to always associate it with a label or genre. In the eighties, with NME and Melody Maker, there was this need to create a scene, to categorize everything. I disagree with that, I don’t see a point. Why can’t a band exist in itself?

So, there would be shoegaze and then Loop was associated with this scene. We were nothing like those bands. Why is this need to always pigeon-hole, why is this so necessary to do it? I find it very boring and tiring. Even then I was like: yeah, if you need to do that – fine, but I’m not going to be a part of it. 

I’m very interested about what it was like to play again as Loop.

It was OK, interesting. It was a little bit strange to start with, after not being together for 23 years. So, that’s unusual.

So, when you met for a rehearsal…

We all live in different parts of the world. I live in France now, the bass player was born in New Zealand and moved back there a few years ago, the drummer lives in Scotland and the other guitar player still lives in London. So, we didn’t really have a chance to meet before we agreed to do it. When we had a tour arranged, we just booked some rehearsals and when we started them – that was the first time we’ve seen each other [in a long time]. I mean, I see Scott [Dowson] quite often because, obviously, he was in Main. It was unusual, but OK.

Curating ATP was a really interesting thing to do and playing something like that so quickly after reforming was… worrying, but it actually was alright. I was very nervous, curious and worried about how people will react to that – actually it was OK. And after a few concerts, you can’t say it was like the old days, because it wasn’t, but it’s very easy to fall back into familiar way of working with people that you’ve worked with before, even after all those years. 

The sad ending is that the drummer decided that he doesn’t want to continue. Even though we had some more shows booked for the rest of the year, festivals and so on. So I’m in the process now of finding a new drummer. You know, he just didn’t want to do it, he wasn’t very happy, so the best thing was to leave. There is no point in doing it if you aren’t enjoying it. 

And for you, how was it to be on stage again, in this format of a rock group?

Again, it’s the same, it was worrying but, as I say, it’s very easy to get the feeling back. I was more nervous maybe than I used to be 20 years before but that’s because when you haven’t done something like that for a very long time your mind and the way you react to things change; also, I’m much older now. It was curious, for the first two or three concerts it was a bit bewildering but after that you just fall into old habits. It’s almost like you stop thinking about it and you just do it. After not performing with a guitar for a very long time – that was a little bit unusual. But I was enjoying it, it was almost new to me. It’s been so long and all the good things that I remember from it came back and all the bad things that I wanted to forget were not there. I won’t say it was fun, but it was good. 

You also took part in that Godflesh concert of Pure.

Again – it was different. It was the same time period that we hadn’t played together, almost 20 years. But that was really enjoyable, because I’m more relieved when I don’t have to be in the front, I don’t like being a frontman very much and I certainly don’t like singing. To play with them was great, we had a really good time. I hope we’ll do that again, we talked about it.

So are you again doing something with guitar?

Yeah, my last record on Editions Mego was guitar and electronics. I’ve been doing some live concerts with this set up, it’s very much going back to experiment with guitar and manipulating its sounds with electronics. Since I’ve reacquainted myself with the guitar I’ve actually quite enjoyed using it again. 

When I removed myself from working with it many years ago it was basically because I felt I’ve reached a logical conclusion. My ideas for what I wanted to do didn’t involve guitar anymore. You become over-familiar with things, bored. I like to challenge myself, to make it interesting for myself first and foremost, hopefully it’s also interesting to the audience. For me, I just wanted to move on. But, it was maybe 1.5 year ago, I just suddenly started feeling that I want to play the guitar again. So I went and bought an electric guitar, which I hadn’t had since I left Godflesh. I just realized that I had new ideas and thoughts about producing sounds with guitar as a main focal point. 

It’s almost like I have come full circle and I’m working with old formats again. But it’s OK because I found new avenues of doing things which still don’t base them completely on computers. Obviously I use computers in my music, certainly in my more acousmatic works. With guitar I don’t want to get to involved in guitar manipulation, because there are so many people doing it. I don’t see a point in doing that and becoming another person just doing it. So I try to think about new ways. 

Tell me a little bit about the concert today, will you be on stage?

Tonight, I believe, because of the GRM concert before with multi-channel system at the same venue, the area that we are performing in is in the centre and the speakers will be all around. Stephan will probably be using his string instruments with e-bows and he feeds that into a computer programme that manipulates the sound. I’m going to be working with a sound library that I have in my computer and basically I improvise with that. When I’m working with Stephan that’s pretty much how we agreed to do a live performance.

So you don’t perform compositions, for example from the record?

Oh, no, no! Never do that, I’m not interested in that. The only time I ever do that is when I perform my acousmatic music where it’s about the diffusion of sound. But otherwise – there is no point, people could stay at home and listen to the record. I like to improvise, again, to challenge myself. It’s very hard to gauge the performance when you are using laptop or small equipment. It’s not about the performance in my mind – it’s about the experience of listening. I always wanted to play in the dark predominantly, there is nothing to look at. I’d rather people not actually think about the visual sense but about auditory sense and listen. 

Tonight the sound will be diffused around the venue, there will be shifting, moving, so it creates a completely new dynamic to it. It’s quite hard to get venues to do that. Most of the time when you play it’s stereo, very fixed point of speakers and you’re on stage. You have a movement in the stereo spectrum but it doesn’t always have such a dimensional quality. To have a speakers system that surrounds the audience is much more interesting. What I’ll be doing is moving the sound around the venue a little bit. 

But people are still so much used to how a concert should be.

I know, I know! It’s so boring. You seat in a venue, everybody is facing the same way, the sound is always coming from the same direction. I don’t see why nowadays, with modern technology and capabilities that it has.. The idea of a concert now needs to progress. Especially with more experimental music, rock music – I don’t know. I guess you could have quadraphonic system, but that’s quite difficult to mix when you have drums.

The problem that I find, performing solo or as Main, is that arriving at a venue it’s not really equipped for a really good sound. It’s sad really. You are playing through the same soundsystem that a rock band night before. The clarity and depth of the sound isn’t so great. It can be really frustrating, to convey the ideas you have about sound to an audience, that doesn’t really know any better, they are used to this idea and quite happy with that. But I’m happier when I’m either performing or listening to the work at GRM, where it’s much more spacious.

What you are saying reminded me about Francisco López, he was writing about more or less the same thing.

Yeah, it’s really hard, you know, promoters don’t want to spend any money and they are very reluctant to do a lot of things. It’s hard work trying to convince those people. Even now when I ask promoters, if it’s possible to at least have four channels, I hear: not really, we can’t afford it, we don’t have an access to an extra equipment. Well, just make an effort, try to make it more interesting for the audience. But people are lazy, they don’t really want to work for those things [laughs]. 

What are the qualities you’ve found in Mathieu’s music that made you think you should collaborate?

He has been making for a long time, as I have. We have similar attitudes and ideas but the way we convey them is quite different. He has a quality to nuances to his sounds that I really like. There is always a lot of detail in what he is doing. Obviously, from my point of view, I’m always interested in hearing other people’s music that stimulates me in a sense of listening to depth.

So that was it really, we met and basically I had the idea at that time of reactivating Main. For me it was always thinking of reactivating it and using it as a ship – people come on board and then maybe they leave but other people come. Main will purely be about collaboration, it’s my way of collaborating with other artists that I admire.

He was the first person that I asked with that in mind. Hopefully with new releases that will create a much more varied sound. There is always going to be a signature to the sound because it’s me. But having other people have input into that will the change the nature and nuances of my sound as well and the approach Main music is made. 

You also said you might be collaborating with Gordon Sharp.

Yeah, I believe so, I met Gordon on Christmas, because I went back to England at that time and we talked about it. Obviously, I was playing concerts with Gordon as Cindytalk. We are really good friends and we decided we are going to do some more Cindytalk music together. But I told him that when I have a chance to think about the next mutation of Main I’d like him to be involved.

There are couple other people that I asked but I’m not going to say anything because if that’s not going to happen I’d look ridiculous. 

Are there any other future plans that you could talk about?

This year is more about Loop for me, we are going to the US for a month and we have some good festivals to play. Hopefully before we start that in late March I’ll finish my new solo album for Editions Mego. I think then, in the summer, when Loop is stopped for a little while, we are going to do some more festivals in Scandinavia before the end of the year, then if I have energy I’ll make a new Main album. I’ll ask people that I’ve already asked to make sure they can contribute to that. But it takes me a long time to make Main record, well, all my solo records are time-consuming because they are very intricate – but that’s good. I’m not one of those people who likes to release too many albums anyway. I’m not convinced that anybody needs to have 3 albums from me in a year. Some artists release too much.

Yeah, there is this trend to be constantly present.

Yes, I’m not interested in that. For me it’s quality not quantity that I want with my music. I’d rather release one thing that I feel is well done than a series of things that don’t have that concentration input. 

From the listener’s perspective is also better because you don’t have to hurry up to catch up with the next release. You can devote your time to this release. 

Exactly. I don’t need to be in a rush. When I release something I need to believe that people can hear the quality.

For me it’s always difficult to talk about my own work. When it’s finished I already start to think about something else and it’s for the people, you have to say: it doesn’t belong to me. 

Are you sometimes surprised by people’s reactions?

In any aspect you’d always get someone who get the wrong idea or misinterpret what you do. The easiest solution for that is just to ignore it, there is no point in getting upset.

With my music people tend to make assumptions, after I had abandoned the guitar people were still talking: oh yeah, he is making all those sounds with guitar. No I’m not, don’t you read my press-releases. You have to accept that, it’s a part of the job really. On the technical level I don’t like when people don’t get the information right. On any other level, when people have ideas – I find that interesting. I mean, I don’t read reviews, but when people tell you certain things that might be interesting. Because when you hear someone’s interpretation you can think: oh, I never thought about that. And you can actually like that interpretation.

[Piotr Tkacz]