polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Jenny Hval Innocence is Kinky

Jenny Hval
Innocence is Kinky

W porównaniu do debiutu Viscera Jenny Hval wykonała niemalże krok milowy, na swoim nowym albumie wypracowując interesującą formułę, pełną niejednoznaczności, a jednocześnie pozostawiając sobie masę furtek, przez które wciąż może uciec przed dosłownym zakwalifikowaniem. Innocence is Kinky brzmi jak jej osobisty pamiętnik, zmultiplikowane spojrzenie na rzeczywistość i muzykę w ogóle. Hval przygotowała zestaw kompozycji, które w swojej formie ciężko posądzić o płynność i spójną narrację, ponieważ album ten właśnie za sprawą skakania po wątkach, tematach, stylistykach i formułach domyka się w pewną określoną całość. Hval potrafi być raz rozwrzeszczona jak PJ Harvey, a kiedy indziej będąc pod wpływem elektronicznych możliwości, liryczna niczym Julia Holter. Ale jednocześnie zachowuje przy tym swój niepowtarzalny charakter – w granicach rockowego etosu zbacza na granice bluesa, kabaretu, słowa mówionego, czasem snując liryczne, trochę schizofreniczne opowieści, na granicy piosenki, eksperymentu czy quasi-słuchowiska. Innocence is Kinky to rozedrgana emocjonalnie płyta – w kilku momentach podobnej rozpiętości nastrojów można było doświadczyć przy płycie Emotional Risk rodzimej Izes. Hval tworzy zwarty obraz z kobiecej perspektywy. Czasem chce szokować (momentami zbyt przesadnie), kiedy indziej stawia na łagodniejsze formy wypowiedzi, a jeszcze w innych momentach kompozycje wychodzą bo tak chcą i tyle. Innocence is Kinky u zarania było audoiwizualną instalacją i pokłosie tego projektu słychać. Warstwa muzyczna świetnie współgra tu z tekstem – mnogość środków podkreśla ten wieloznaczny i fantastycznie skonstruowany obraz.

[Jakub Knera]